Fot. Archiwum prywatne

Czy można sfotografować szczęście? Czyli jak wygląda praca fotografa ślubnego

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Czy fotograf ślubny wzrusza się na ślubach swoich klientów? I skąd czerpie pomysły na zdjęcia? Karolinie Binek o swojej pracy opowiedział Dawid Podolak. 

Karolina Binek (misyjne.pl): Od jak dawna pracujesz jako fotograf ślubny? 

Dawid Podolak: Fotografią ślubną zajmuję się od czterech lat, ale zdjęcia robię od siedmiu. 

Jak wygląda twój dzień pracy? 

Dzień pracy fotografa ślubnego zaczyna się docelowo w sobotę, ale zanim to nastąpi, czeka mnie wiele rzeczy do zrobienia. Dwa dni przed uroczystością poświęcam sporo czasu na przygotowanie siebie i sprzętu do takiego wydarzenia. Oprócz naładowania baterii, przygotowania kart pamięci oraz wyprasowania koszuli lubię oglądać zdjęcia fotografów, którzy mnie inspirują. To świetna metoda na odpędzenie stresów i mocna motywacja do zrobienia nowych, niesamowitych zdjęć. Jeżeli wesele odbywa się daleko od miejsca zamieszkania, to piątek poświęcam na dotarcie na miejsce i w miarę możliwości rozeznanie, z jakimi warunkami będę miał do czynienia.  

W sobotę zwarty i gotowy najpierw jadę do pana młodego, wykonać krótką relację z przygotowań. Jest to kilkanaście prostych zdjęć, m.in. jak przyszły mąż wkłada garnitur. To dla mnie świetna okazja, by zamienić z rodziną pana młodego kilka słów i w razie potrzeby rozładować napiętą atmosferę. Przygotowania panny młodej trwają zazwyczaj nieco dłużej, a wszystko to przez skomplikowany proces wkładania sukni ślubnej. Za każdym razem na przygotowaniach staram się pokazać członków rodziny oraz miejsca, w jakich się znajdują. Potem pan młody przyjeżdża do domu pani młodej i odbywa się błogosławieństwo. Jest to czasami jeden z bardziej poruszających momentów, zdarzają się szczere i mocne przemówienia członków rodziny. 

Fot. Podi Fotografia

Następnie wszyscy udają się do kościoła, po drodze zdarzają się też bramy weselne. To moment, który wymaga ode mnie sprawnego dotarcia na miejsce przed wszystkimi, abym mógł wykonać kilka zdjęć z przybycia państwa młodych do kościoła. Zawsze przed sakramentem małżeństwa rozmawiam z księżmi, czy nie mają nic przeciwko temu, abym wykonał swoją pracę. Msza św. jest dla mnie jednym z najbardziej stresujących wydarzeń w dniu ślubu, ponieważ są rzeczy, których nie da się powtórzyć i trwają zaledwie kilka sekund, np. moment nałożenia obrączek. Przez całą mszę staram się nie zwracać na siebie uwagi i nie przechodzę przez środek kościoła w pobliżu pary młodej.  

Po mszy św. jest uroczyste wyjście z kościoła, a ludzie sypią ryż na szczęście. Często po mszy są składane życzenia, po nich wszyscy udają się w stronę sali weselnej i tutaj też muszę pojawić się przed wszystkimi, rozłożyć sprzęt oraz zrobić kilka zdjęć wystroju sali weselnej. Przedostatnim stresującym momentem dla mnie jest pierwszy taniec. Zazwyczaj układ tańca widzę dopiero wtedy. Każdy pierwszy taniec wygląda inaczej, więc nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać. Sama w sobie dalsza część wesela to niesamowite ilości tańców, muzyki i falujących sukienek. Jeżeli warunki na to pozwalają, wieczorem zabieram swoje pary na kilka pozowanych zdjęć w okolicy sali weselnej. 

Ostatni moment, który trzyma mnie w napięciu, to oczepiny, latające muszki i welony oraz moc zabaw oczepinowych. Po oczepinach kończę pracę, pakuję sprzęt i wybieram się w podróż do domu lub hotelu. Niedziela to dzień odpoczynku i zazwyczaj odsypiam wczorajsze nawet 20 godzin na nogach.  

Tak naprawdę moja praca zaczyna się kilka dni po weselu przy obróbce zdjęć. Jest to ogrom pracy, który zajmuje znacznie więcej czasu niż sam pobyt na weselu.  

Reportaż fotograficzny ze ślubu jest o tyle specyficzny, że w czasie trwania nie ma możliwości na uczenie się fotografii oraz poprawianie błędów, ponieważ wiele elementów tego dnia pojawia się tylko raz, dlatego wybierając fotografa, warto zaufać ludziom z doświadczeniem. 

A wzruszasz się jeszcze na ślubach swoich klientów? 

Jasne! Na weselach jest wiele wzruszających momentów, szczególnie błogosławieństwo i podziękowania dla rodziców. 

Pamiętasz swoje pierwsze zlecenie na reportaż ze ślubu? 

Tak, pamiętam je bardzo dobrze. To było pierwsze samodzielne wesele (wcześniej pracowałem dorywczo jako drugi fotograf). Nie byłem w stanie zmrużyć oka przed tym weselem, więc byłem mocno niewyspany, a ze stresu bolał mnie brzuch. Wesele samo w sobie było bardzo udane i mile je wspominam. 

Fot. Podi Fotografia

Często jest tak, że masz kontakt z jakąś parą jeszcze po zakończonej współpracy? 

Zdarza mi się, chociaż patrząc na liczbę par, z którymi mam do czynienia, nie jest to takie częste ze względu na brak czasu. 

Masz swój ulubiony moment w dniu ślubu? 

Mam nawet kilka. Szczególnie lubię momenty, które dzieją się bardzo szybko i tylko raz, np. oczepinowe rzucanie welonem i muchą.  

Czy zdarzają się trudne momenty we współpracy z młodą parą? 

Od jakiegoś czasu prawie wcale. Jeśli już zdarzają się problemy z komunikacją albo brakiem możliwości odpisania na wiadomości w soboty lub w późnych porach nocnych – większość ludzi jest wobec mnie bardzo wyrozumiała. 

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Przeglądasz czyjeś zdjęcia na Instagramie. Patrzysz na to, ile jest na nich błędów czy potrafisz jeszcze spojrzeć na fotografię nie tak bardzo krytycznym i profesjonalnym okiem? 

Potrafię z przyjemnością patrzeć na zdjęcia, które nie są idealne. A czuję się jeszcze lepiej, gdy wiem, jak zostały zrobione lub czego im brakuje. Od czasu kierowania się uczuciami w fotografii moje krytyczne patrzenie na zdjęcia trochę się zmieniło. 

Mówisz o kierowaniu się uczuciami w fotografii. Czym ono jest? 

Moim celem jest to, by wykonane przeze mnie zdjęcia wywoływały dane uczucia i emocje w odbiorcach. Ściśle techniczne działanie nie pozwala tego osiągnąć. 

Skąd biorą się twoje pomysły na zdjęcia? 

Moje pomysły akurat dotyczą tego, aby ładnie przedstawić to, co już jest. Na zdjęciach zatrzymuję emocje, drobne gesty i miliony uśmiechów  w skrócie  miłość. Bez tego wszystkiego moje pomysły nie mają wartości i tracą swój sens. 

Fot. Podi Fotografia

Często zdarzają się zabawne sytuacje w twojej pracy? 

Ostatnio zdarzyło mi się pomylić sale weselne, ponieważ na terenie gościńca były dwa wesela, a pary młode miały takie same imiona. 

Jakiej części swojej pracy najbardziej nie lubisz? 

Najbardziej nie lubię wracać po świetnym weselu do domu. Długa droga samochodem po kilkunastu godzinach pracy nie należy do najprzyjemniejszych.  

Masz jakieś inne pasje poza fotografią? 

Oczywiście! Jest nią motoryzacja. Ta pasja idealnie uzupełnia się z moją miłością do podróżowania. Fajnie czasem wiedzieć, co się popsuło w samochodzie dwa dni przed weselem. 

W jakim miejscu chciałbyś najbardziej zrobić zdjęcia ślubne? 

Zachwycają mnie gotyckie kościoły z ogromną liczbą witraży, ale moim marzeniem jest zrobienie zdjęć na weselu plenerowym na plaży, gdzie młodzi przysięgają sobie miłość i wierność, a woda ich łaskocze po nogach. Ach! 

Zobacz także
Wasze komentarze