Fot. Pixabay

Panda Szuka Pandy – dzięki tej grupie poznało się kilkaset osób, a wiele z nich jest już zaręczonych

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Panda Szuka Pandy to grupa na Facebooku stworzona przez słuchaczy o. Adama Szustaka OP przeznaczona dla osób samotnych. Poznajcie historię trzech niezwykłych par, które poznały się dzięki Pandzie! 

Justyna i Mateusz 

Wszystko zaczęło się 4 września 2017 roku. Skomentowałam post jednej z dziewczyn z grupy. Zaciekawiony nim Mateusz postanowił do mnie napisać i tak zaczęła się dyskusja, która trwa do dziś. Wtedy dzieliło nas 1500 km. Nasza pierwsza randka trwała 12 godzin i nie obyło się bez zabawnych przygód, które zostawimy dla siebie. Są historie, które wspomina się z rumieńcami na twarzy i jednocześnie wstyd je opowiadać wnukom! 

Spotkaliśmy się w Warszawie. Mateusz specjalnie na tę okazję wziął wolny dzień w pracy. Oboje mamy profile w mediach społecznościowych wraz ze zdjęciami, wiec nie była to randka w ciemno. Podczas spotkania towarzyszył nam spokój i przeświadczenie, że po prostu będzie dobrze. Nie wiedzieliśmy co nas czeka, ale cieszyliśmy się swoją obecnością. Dużo  spacerowaliśmy, rozmawialiśmy ze sobą i poznawaliśmy się. Byliśmy bardzo ciekawi drugiej osoby. Pogoda nam nie sprzyjała, a mimo to przeszliśmy pieszo ogromnie długą trasę. 

Potem był Lublin, Łódź i Wrocław, niemalże tydzień po tygodniu. Bardzo lubiliśmy spędzać ze sobą czas, choć kosztowało nas to nieprzespane noce i długie godziny w podróży. 

W naszym związku to ja zdecydowanie jestem tym ogniem, a Mateusz jest wodą. Dlatego nie trudno zgadnąć, kto wpadł w minutę na pomysł, żeby – za dobrze się nie znając – polecieć wspólnie na sylwestra za granicę. W dodatku z 30 innymi osobami, których też nie znaliśmy. Jakie było moje zdziwienie, kiedy Mateusz tylko zapytał, na kiedy ma kupić bilet. Wtedy wiedziałam już, że mogę z nim konie kraść. 

Gdy wróciłam do Polski wciąż dzieliło nas 300 km. Wiedzieliśmy, że nie może to trwać zbyt długo, bo uschlibyśmy z tęsknoty. Postanowiliśmy zamieszkać w uroczym Wrocławiu. W tym mieście dzieliły nas już tylko 3 km, a po przeprowadzce – 150 metrów. I tak stopniowo zbliżaliśmy się do siebie… Aż 17 stycznia 2019 roku w górach przy wodospadzie Mateusz zadecydował, że chce spędzić ze mną resztę życia. Nie wahałam się ani chwili. Powiedziałam „TAK”! 

Oboje jesteśmy bardzo rodzinni, więc nie mogliśmy doczekać się, aż podzielimy się tą  wieścią z bliskimi. Celebrujemy nasze narzeczeństwo codziennie – dziękując za siebie nawzajem. Za to, że mamy piękne wzorce i otaczają nas ludzie, którzy pragną naszego szczęścia. Wiele zawdzięczamy ojcu Adamowi Szustakowi, wielokrotnie oglądaliśmy i słuchaliśmy jego konferencji trzymając się za ręce, odbywając długie rozmowy, kształtując nawzajem swoje sumienia i ucząc się języków miłości. 

Mateusz doskonale zna mój język miłości, dlatego w Dzień Kobiet zabrał mnie na osobiste rekolekcje z ojcem Adamem w Wałbrzychu. To było poruszające, wyjątkowe spotkanie. Ojciec Adam nawet nie wie, ile spędził z nami wieczorów! Na co dzień mieszkamy i pracujemy we Wrocławiu, wspólnie należymy do DA Wawrzyny, gdzie uczymy się kochać pod czujnym i mądrym okiem Stanisława Orzechowskiego i Wojciecha Kobylińskiego. Jesteśmy dwoma różnymi światami. Kiedyś traktowaliśmy to jak przeszkodę. Dziś są to dla nas szerokie horyzonty, które będziemy odkrywać całe życie. 

Fot. Archiwum prywatne

Agata i Szymon 

Agata: On napisał o swojej sytuacji na grupie, ja nawet nie skomentowałam jego posta. Nie umiałam sobie wyobrazić, jaka dziewczyna weszłaby w związek z chłopakiem z takim obciążeniem. Potem ja wstawiłam na grupę posta ze zdjęciem – a on do mnie napisał. W tym czasie ja byłam świeżo po odmówieniu nowenny pompejańskiej w, której modliłam się o  dobrego męża. Szymon był za to w trakcie uStudni.pl. – czy to ma jakiś związek? Uważamy że tak.  

Po półtora miesiąca pisania i rozmów przez telefon zapowiedział się, że następnego dnia przyjedzie. I przyjechał. Ponad 400 km (a w sumie to trochę się wprosił, dzięki czemu jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy). I tak już został, co prawda nie zawsze fizycznie, ale już zawsze w moim sercu.  

Nasze historie nie były łatwe i przyjemne, było wiele rzeczy z którymi oboje musieliśmy się zmierzyć. Z niektórymi mierzymy się nadal i jeszcze wiele musimy zrobić. Sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że wraz z Szymonem do mojego życia wkroczyły kochane bąbelki – jeden mający 3, a drugi 5 lat. Jednak wkroczyła też cała przeszłość, z którą nie łatwo jest nam (a w szczególności mi) się zmierzyć. Bardzo trudny jest związek na odległość . Teraz dzieli nas już tylko 200 km, a każdy weekend spędzamy razem, czasem uda się widzieć i częściej. Od marca codziennie wspólnie się modlimy – przez telefon albo internet. 

Szymon przyznaje, że pomogłam mu w walce ze słabościami, w walce z poczuciem samotności w sytuacji, w której się znajdował, ale też w jego własnym rozwoju. Dzięki temu rozpoczął studia. On sam wniósł do mojego życia tak wiele dobra, że ciężko byłoby tu wszystko wymieniać – fakt poczucia sensu istnienia, ogromną wolność, którą czuję (ja też jestem po niełatwym związku), uśmiech każdego dnia i taką świadomość, że niezależnie od tego co się wydarzy i przez co będziemy jeszcze przechodzić, będziemy się nawzajem wspierać i się za siebie modlić. To dzięki niemu każdego dnia staram się akceptować siebie, staram się być lepsza i kochać go jeszcze mocniej.  

Czy było łatwo? Nie. 

Czy jest łatwo? Nie. 

Czy będzie łatwo? Nie. 

Ale na pewno było, jest i będzie warto.  

Od listopada 2018 r. jesteśmy w narzeczeństwie, a w październiku tego roku bierzemy ślub. Prosimy więc o modlitwę za nas. 

Fot. Archiwum prywatne

Iwona i Piotrek 

Iwona: Pod koniec stycznia 2018 roku napisałam post na grupie, w którym krótko opowiedziałam czym się zajmuję i jakie mam zainteresowania. Napisało do mnie czterech panów, wśród nich był Piotrek. Po około dwóch tygodniach kontakt z resztą urwał się, a z Piotrkiem pisaliśmy do siebie nadal, dzwoniliśmy, a po ponad dwóch miesiącach doszło do naszego  pierwszego spotkania. 

Piotrek przyjechał do mnie na niedzielny obiad. W atmosferze wielkiego stresu spędziliśmy jakąś godzinę razem z moją rodziną przy stole. Potem pojechaliśmy do mojej rodzinnej miejscowości, z której wyprowadziliśmy się kilka lat temu. Poszliśmy na spacer do lasu i weszliśmy na ambonę. Rozmawialiśmy, nieśmiało trzymaliśmy się za ręce, Piotrek mnie przytulił. Byliśmy bardzo zestresowani tym spotkaniem, poznaniem siebie i ujawnieniem się przed moją rodziną. Piotrek ze stresu prawie nic nie zjadł. Ja odebrałam to negatywnie. Pomyślałam, że pewnie mu nie smakuje. Do tego ubrał się w kolorowy T-shirt, a ja czekałam na koszulę. I nie przywiózł kwiatów! Ale później, jadąc pewnego razu do mnie, powiedział, że kupił mi coś, co powinien dać mi dawno temu. Akurat wtedy byłam przekonana, że to przedłużka do telefonu, którą mi obiecał. Pomyliłam się – to były  kwiaty! 

Od 3 tygodni jesteśmy narzeczeństwem, za dwa lata planujemy ślub. Dzieli nas odległość ponad 200 km. Widujemy się więc się niż byśmy tego chcieli, średnio raz w miesiącu. Najczęściej Piotrek przyjeżdża do mnie, czasami ja do niego. Razem spędziliśmy Boże Narodzenie i sylwestra. Na co dzień pozostają rozmowy telefoniczne i wideo rozmowy. 

Fot. Archiwum prywatne

Zobacz także
Wasze komentarze