pixabay

Fot. pixabay/ivabalk

Dietetyczka: nowe jadłospisy w szkołach pomogą dzieciom poznać zdrowsze jedzenie

Nowe wytyczne dla szkolnych stołówek podzieliły rodziców – część obawia się, że dzieci będą głodne. Według ekspertów przepisy mogą przyczynić się do wyrobienia właściwych nawyków żywieniowych. W szkole dzieci będą mogły poznać i włączyć do diety zdrowsze jedzenie – powiedziała PAP dietetyczka Anna Krzyżewska.

Walkę z otyłością u dzieci Ministerstwo Zdrowia zaczęło prowadzić w szkolnych stołówkach. Na bazie rozporządzenia MZ od 1 września zmieniły się szkolne jadłospisy – uczniowie mają jeść więcej warzyw i strączków, ograniczono zawartość cukru i soli w daniach. Smażone potrawy i mięso dzieci będą jadły maksymalnie dwa razy w tygodniu. Każdego tygodnia ma też się pojawiać pełnowartościowy posiłek na bazie roślin strączkowych, bez dodatku produktów mięsnych.

W jednej z warszawskich podstawówek menu w ostatnim tygodniu wyglądało następująco: poniedziałek – pierogi ruskie z okrasą, wtorek – wegańskie burgery, w środę spaghetti bolognese, w czwartek kurczak po chińsku w sosie słodko-kwaśnym, a w piątek pieczone steki z dorsza. Uczniom codziennie podawana jest również inna zupa – m.in. ogórkowa, barszcz czerwony.

Nowe wytyczne żywieniowe podzieliły rodziców. Część obawia się, że dzieci będą głodne, zwłaszcza te z wybiórczością pokarmową. Resort zdrowia jest do zmian przekonany – uzasadnia je alarmującymi danymi z ostatnich lat o narastającym problemie otyłości wśród najmłodszych Polaków.

Według Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości w Polsce nadwaga lub otyłość występują u 12,2 proc. chłopców i 10 proc. dziewcząt w wieku przedszkolnym oraz 18,5 proc. chłopców i 14,3 proc. dziewcząt w wieku szkolnym. Jest to ósme miejsce pod względem skali problemu wśród badanych krajów w Europie.

pixabay
Fot. MichelRigottiPhotographer/pixabay

Eksperci podkreślają, że dzieci z nadwagi nie „wyrastają”. – Komórki tłuszczowe namnażają się do piątego roku życia i pozostają na całe życie, dlatego bez zmiany nawyków i ruchu otyłe dzieci stają się otyłymi dorosłymi – powiedziała PAP prof. dr hab. Iwona Beń-Skowronek, kierownik Kliniki Endokrynologii i Diabetologii Dziecięcej z Pracownią Endokrynologiczno-Metaboliczną Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. A z upływem lat rozwijają się schorzenia, m.in. nadciśnienie tętnicze, cukrzyca typu 2, choroby sercowo-naczyniowe czy zaburzenia układu kostno-stawowego.

Samo postawienie diagnozy otyłości nie stanowi problemu. Jak wyjaśniła prof. Beń-Skowronek, nadmierną masę ciała oceniamy u dzieci według wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia. Wagę odnosi się do siatek centylowych – nadwagę rozpoznaje się, gdy wskaźnik BMI znajduje się na siatkach BMI powyżej 85. centyla. Od 90. centyla zaczyna się otyłość.

– Kwestia rozpoznawania otyłości u dzieci jest dobrze zaopiekowana, m.in. dzięki bilansom zdrowia. Jednak rozpoznanie otyłości nie uruchamia żadnego mechanizmu terapeutycznego, ponieważ poza kilkoma ośrodkami nie mamy ścieżki terapeutycznej. Z każdą inną chorobą lekarz wie, gdzie skierować pacjenta – zwrócił uwagę prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości prof. Mariusz Wyleżoł podczas wrześniowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka.

Zwrócił uwagę, że należy jak najszybciej utworzyć świadczenia dedykowane dzieciom z otyłością. Obecnie dzieci leczone są m.in. w uzdrowiskach, głównie za pomocą diety. Działa również Centrum Dietetyczne Online, projekt Narodowego Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB, stworzony w ramach Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej (NCEŻ). Centrum oferuje bezpłatne konsultacje, w ramach których układany jest indywidualny plan żywienia. Departament Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia zapewnił podczas debaty, że trwają prace nad stworzeniem ścieżki terapeutycznej dedykowanej najmłodszym – na to rozwiązanie rodzice będą musieli jeszcze poczekać.

pexels
Fot. Pexels/Antoni Shkraba Studio

W tej chwili kluczową rolę w zapobieganiu otyłości odgrywają codzienne nawyki, na które największy wpływ ma otoczenie dziecka. Jak podkreśliła Anna Krzemińska z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego, nadmierna masa ciała często wynika z nieprawidłowości kształtowanych przez środowisko domowe – mówimy tu o diecie niskoodżywczej, ze zbyt małym udziałem warzyw i produktów pełnoziarnistych, za to obfitującej w żywność wysoko przetworzoną, słodycze, gotowe dania, fast foody i słone przekąski.

– Z badań Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego wynika jasno, że częstotliwość sięgania po przekąski jest u dzieci ogromna, podczas gdy wartościowe produkty, takie jak nasiona roślin strączkowych, są niemal nieobecne – powiedziała.

>>> Jaką temperaturę ciała utrzymywały dinozaury?

Zaznaczyła, że jednym z podstawowych błędów popełnianych przez rodziców jest wyrabianie nawyku ciągłego podjadania. Podawanie dziecku przekąsek na spacerze sprawia, że przyzwyczaja się ono do stałej obecności jedzenia. Zdaniem prof. Iwony Beń-Skowronek, rodzicom często zdarza się również uspokajać dzieci za pomocą jedzenia.

– Nie każdy płacz niemowlaka oznacza głód – może on potrzebować picia, przytulenia, zmiany pieluchy czy poprawienia ubrania. We wczesnym dzieciństwie u dzieci mających tendencję do tycia ważne jest ograniczanie jedzenia i uczenie dziecka jedzenia przy stole, w towarzystwie, rozmów w czasie posiłków. W tym czasie może rozwinąć się jedzenie kompulsywne. Takie zachowania są często podtrzymywane przez dorosłych, którzy nagradzają dziecko słodyczami lub zastępują kontakt z dzieckiem kupowaniem słodyczy – wyjaśniła.

Trudności z kształtowaniem nawyków w domu przenoszą się także na stosunek rodziców do reformy żywienia w placówkach. Jednym z głównych argumentów opiekunów sprzeciwiających się nowym zasadom było ograniczenie liczby obiadów mięsnych. Anna Krzyżewska przypomniała, że dotyczy ono tylko obiadu w szkole, od poniedziałku do piątku.

– Do tego dochodzą weekendy, w trakcie których – jak pokazują badania – posiłki mięsne w polskich domach zdecydowanie dominują. Zmiany w przepisach gwarantują różnorodność i są w pełni spójne z polskimi zaleceniami Talerza Zdrowego Żywienia, które od lat wskazują na potrzebę zastępowania części mięsa nasionami roślin strączkowych, rybami, jajami czy nabiałem – wskazała. – Przepisy szkolne odpowiadają na realne braki w diecie najmłodszych. Z badań wiemy, że strączki pojawiają się raz w tygodniu w diecie zaledwie 15 proc. polskich dzieci. Szkoła staje się więc naturalnym miejscem, by dzieci mogły je w ogóle poznać i włączyć do jadłospisu – dodała rozmówczyni PAP.

Dietetyczka wskazała, że unikanie nowości w diecie tylko nasila problem, a kluczem jest cierpliwość i stałe oferowanie różnorodnych posiłków. – Rolą rodziców oraz placówek edukacyjnych jest ciągłe proponowanie różnorodnych produktów i oswajanie z nimi poprzez wielokrotną ekspozycję – czasem potrzeba kilkunastu podejść, by dziecko zaakceptowało dany smak.

Zdaniem ekspertki w procesie tym pomaga tzw. efekt grupy (dzieci motywują się nawzajem) oraz stopniowe wprowadzanie zmian w domu poprzez dodawanie nowych składników do lubianych dań. – Dziwi fakt, że podejmowanie działań mających na celu ochronę zdrowia dzieci spotyka się z krytyką, choć zrozumiałe jest, że każda konieczność zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń budzi emocje – oceniła zmiany w szkolnych stołówkach.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze