Fot. Pexels/Андрей
Koty domowe zmieniają geny żbików [ROZMOWA]
Koty domowe coraz częściej krzyżują się z chronionymi żbikami, a ich potomstwo jest płodne. Prowadzi to do stopniowego zaniku czystej puli genowej dzikiego gatunku. O skali problemu i szansach na jego zatrzymanie opowiedziała PAP prof. Marta Mendel ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.
Z okazji przypadającego 8 sierpnia Światowego Dnia Kota warto pamiętać, że kot domowy ma także swojego dzikiego kuzyna. Żbik europejski jest w Polsce gatunkiem ściśle chronionym, a jednym z największych zagrożeń dla jego przyszłości okazuje się krzyżowanie z kotami domowymi. O tym, czym są kotożbiki i czy można jeszcze zatrzymać zanik czystej populacji żbika, PAP rozmawiała z prof. Martą Mendel, lekarką weterynarii, prorektorką ds. umiędzynarodowienia i pierwszą zastępczynią rektora Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

W Europie Zachodniej, m.in. w Szkocji, żbik europejski jest uznawany za gatunek funkcjonalnie wymarły z powodu krzyżowania z kotami domowymi. Dlaczego?
Marta Mendel: Szkocja jest rzeczywiście najbardziej skrajnym przykładem, ale warto najpierw wyjaśnić, czym właściwie jest hybrydyzacja i dlaczego problem pojawił się dopiero w ostatnich dekadach. Koty domowe i żbiki żyją przecież obok siebie od tysięcy lat, a mimo to o zagrożeniu mówimy dopiero od drugiej połowy XX w.
Jednym z głównych powodów jest kurczenie się siedlisk dzikich zwierząt. Żbiki coraz częściej zbliżają się do terenów zamieszkanych przez ludzi, a tam mają kontakt z kotami domowymi. Sami dodatkowo temu sprzyjamy, organizując miejsca dokarmiania w pobliżu ostoi dzikich zwierząt. Nie bez znaczenia jest również spadek liczebności żbików. Gdy zwierząt jest mniej, znalezienie partnera tego samego gatunku staje się trudniejsze, dlatego dochodzi do krzyżowania z kotami domowymi, zwłaszcza wychodzącymi lub dziko żyjącymi.
A jak wygląda sytuacja w Polsce?
— Żbik w Polsce jest objęty ścisłą ochroną gatunkową. Największa populacja występuje w południowo-wschodniej części kraju i właśnie tam najczęściej dochodzi do hybrydyzacji. Nie dysponujemy jednak badaniami, które pozwoliłyby precyzyjnie określić, jaki odsetek polskich żbików ma już domieszkę genów kota domowego.
Warto też pamiętać, że problem nie ogranicza się wyłącznie do Karpat Wschodnich. Mamy w Polsce kilka miejsc, gdzie żbiki się pojawiają (np. w rejonie Babiej Góry, Beskidzie Niskim i Magurskim Parku Narodowym), a także ostoje dzikich zwierząt, dlatego do krzyżowania może dochodzić również w innych regionach kraju. Co więcej, takich hybryd nie da się wiarygodnie rozpoznać na pierwszy rzut oka. Mogą wyglądać niemal identycznie jak żbiki, dlatego ostateczną odpowiedź dają dopiero badania genetyczne.
Czy nauka potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, gdzie kończy się żbik, a zaczyna kot?
— Nie, nauka nie potrafi dziś postawić jednoznacznej, ostrej granicy. Żbik europejski i kot domowy są tak blisko spokrewnione, że z biologicznego punktu widzenia płynnie się przenikają. Mogą się swobodnie krzyżować, dając w pełni płodne potomstwo (tzw. hybrydy lub kotożbiki), co sprawia, że granica między gatunkami ulega zatarciu. Oba zwierzęta mają identyczną liczbę chromosomów (38) i bardzo zbliżony profil DNA, przez co tradycyjne testy nie zawsze rozstrzygają stopień domieszki genów domowych.

Czy z mieszania się żbików i kotów domowych wynika wyłącznie niebezpieczeństwo utraty czystości genetycznej gatunku?
— Nie. Oczywiście utrata bioróżnorodności jest ogromnym problemem, ponieważ zanikają cechy charakterystyczne dla zagrożonego gatunku. Ale hybrydyzacja niesie również inne konsekwencje. Bliski kontakt zwierząt dzikich i domowych sprzyja przenoszeniu chorób zarówno z kotów domowych na żbiki, jak i w przeciwnym kierunku. Mówimy o chorobach bakteryjnych, wirusowych i pasożytniczych. Dzikie zwierzęta nie są przecież leczone ani objęte programami profilaktycznymi, dlatego nawet pozornie niewielkie zagrożenie może mieć dla nich poważne skutki.
Coraz większym wyzwaniem staje się również lekooporność. Wiemy już, że geny oporności mogą być przenoszone między ludźmi i zwierzętami. Musimy brać pod uwagę, że w ten sposób mogą trafiać także do dzikich populacji.
Co się dzieje, gdy naukowcy albo leśnicy odłowią hybrydę żbika i kota? Czy są w Polsce jednolite procedury postępowania?
— W Polsce nie obowiązuje jednolita instrukcja postępowania z hybrydą żbika i kota. Podejrzane zwierzę powinno być początkowo traktowane jak chroniony żbik, a decyzję można podjąć dopiero po badaniach genetycznych i konsultacji z organami ochrony przyrody. Największym problemem jest to, że biologia tworzy ciągłe spektrum mieszańców, podczas gdy procedury administracyjne wymagają przypisania zwierzęcia do jednoznacznej kategorii. W przypadku potwierdzenia, że mamy do czynienia z hybrydą, słusznym wydaje się poddanie zwierzęcia sterylizacji lub kastracji.
W Polsce istnieją ośrodki, które mogą zapewnić hybrydom schronienie, jednak nie mamy jednego ogólnokrajowego planu postępowania. To zresztą problem szerszy niż tylko krzyżowanie żbików z kotami domowymi. Dotyczy także innych przypadków hybrydyzacji wśród dzikich mięsożerców, choć zdarzają się one znacznie rzadziej – np. u psów i wilków.
Czy obowiązkowa kastracja kotów wychodzących w rejonach występowania żbików byłaby dobrym rozwiązaniem?
— To bardzo złożona kwestia. Dyskusja o obowiązkowej kastracji psów i kotów już w Polsce się odbyła i w mojej ocenie jeszcze się nie zakończyła, ale to pierwszy ważny krok. W maju została przyjęta ustawa o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów, która wprowadza obowiązek znakowania zwierząt. Dzięki temu łatwiej będzie kontrolować populację kotów, również tych półdzikich, bo to właśnie one najczęściej krzyżują się ze żbikami.
Obecnie kastracja nie jest w Polsce obowiązkowa. Takie rozwiązanie postulują liczne organizacje, ale nie wynika ono z przepisów prawa. W części krajów europejskich, zwłaszcza na terenach sąsiadujących z parkami narodowymi, obowiązują już nakazy sterylizacji i zakazy wypuszczania kotów bez nadzoru. Z pewnością mogłoby to ograniczyć skalę problemu, choć nie rozwiązałoby go całkowicie. Ludzie przemieszczają się przecież ze swoimi zwierzętami, dlatego równie ważna jest odpowiedzialność właścicieli i niewypuszczanie kotów w miejscach, gdzie mogą spotkać dzikie żbiki.

Czy hybryda żbika i kota domowego zachowuje się inaczej niż czysty żbik?
— Żbiki są przede wszystkim samotnikami. To jedna z cech, która odróżnia je od kotów domowych. Koty, zwłaszcza tam, gdzie mają łatwy dostęp do pożywienia, potrafią tworzyć grupy i dobrze funkcjonować w swoim towarzystwie. Już na poziomie zachowania widać więc pewne różnice.
Nie spodziewałabym się jednak, że hybrydy pierwszego pokolenia nagle zaczną ocierać się ludziom o nogi. Zachowanie kotów jest bardzo zróżnicowane – także tych domowych. Mają różne charaktery, dlatego trudno wskazać jeden schemat. Można natomiast przypuszczać, że im dłużej trwa mieszanie się genomów i kolejne pokolenia hybryd rozmnażają się między sobą, tym więcej cech charakterystycznych dla kota domowego będzie ujawniało się również w zachowaniu tych zwierząt.
Z jednej strony mówimy o potrzebie zachowania czystości genetycznej żbika, z drugiej coraz większą popularnością cieszą się rasy hybrydowe, takie jak kot bengalski czy savannah. Czy moda na posiadanie małego tygrysa w salonie nie stoi w sprzeczności z ochroną dzikich kotów?
— Przede wszystkim nie powinniśmy kierować się modą przy wyborze zwierzęcia. To zły punkt wyjścia. Decyzja o posiadaniu zwierzęcia musi być zawsze przemyślana i niewarunkowana trendami czy też popularnością ras lub, jak w tym przypadku, hybryd.
Historia kota bengalskiego jest zresztą bardzo ciekawa. Jego dziki przodek odegrał ważną rolę w procesie udomowienia kotów w Azji. Później jednak został wyparty przez kota stepowego z Bliskiego Wschodu, od którego wywodzą się współczesne koty domowe. Dzisiejszy kot bengalski jest natomiast efektem celowego krzyżowania kota domowego z dzikim krewniakiem i dziś uznawany jest za rasę kota domowego. Z punktu widzenia ochrony przyrody i zachowania bioróżnorodności do takich eksperymentów należy podchodzić bardzo ostrożnie. Dotyczy to również kwestii bezpieczeństwa biologicznego, o których wcześniej rozmawiałyśmy.
A takich ras hybrydowych jest znacznie więcej.
— Tak. Oprócz kota bengalskiego, który powstał z połączenia dzikiego kota amurskiego z domowym, mamy choćby savannah, będącą krzyżówką kota domowego z afrykańskim serwalem, czy chausie, którego przodkiem jest kot błotny. W Azji podejmowano także próby krzyżowania kotów domowych z kotem rybnym. Na szczęście istnieją pewne biologiczne granice. Kot domowy nie może skrzyżować się z dużymi kotami, takimi jak lew, tygrys czy lampart. I dobrze, bo trudno sobie wyobrazić, żeby takie spotkania kończyły się pokojowo.

Czy przepisy regulują hodowlę i posiadanie takich hybryd?
Tak, ale w Polsce regulacje są rozproszone i zależą od gatunku dzikiego przodka, pokolenia hybrydy oraz sposobu jej nabycia. Nie istnieje jedna ustawa poświęcona „kotom hybrydowym”. W Polsce obowiązują przepisy ograniczające możliwość posiadania dzikich zwierząt, przepisy o zwierzętach niebezpiecznych, a także regulacje dotyczące warunków hodowli i dobrostanu zwierząt. W przypadku hybryd pojawia się jednak pytanie, od którego pokolenia możemy uznać je za zwierzęta udomowione, a nie dzikie. To nie jest granica całkowicie jednoznaczna i właśnie dlatego temat budzi tyle dyskusji.
Jak pani zdaniem będzie wyglądała przyszłość polskiego żbika? Czy za 20 lat uda się zachować jego czystą populację?
Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że nawet najlepiej przygotowany program ochrony gatunku nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, jeżeli zabraknie społecznego zrozumienia i poparcia. Często nie wiemy, czy żbik występuje na danym terenie, jakie ma wymagania środowiskowe ani co stanowi dla niego największe zagrożenie. Dlatego działania ochronne muszą iść w parze z szeroko zakrojoną edukacją.
Powinna być ona skierowana nie tylko do społeczeństwa, lecz także do decydentów, samorządów, leśników oraz instytucji odpowiedzialnych za planowanie przestrzenne i kształtowanie krajobrazu. Bez świadomości potrzeb żbika trudno bowiem skutecznie chronić zarówno sam gatunek, jak i środowisko, od którego zależy jego przetrwanie. Wiele będzie zależało od tego, czy uda się prowadzić skuteczną edukację właścicieli kotów i wprowadzać rozwiązania ograniczające hybrydyzację. Mam nadzieję, że Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów okaże się pierwszym krokiem do lepszej kontroli populacji kotów, a w konsekwencji także do ograniczenia krzyżowania się ze żbikami.
Nie dysponujemy dziś dokładnymi danymi, które pozwoliłyby określić skalę zjawiska w Polsce. Gdybyśmy wiedzieli, jaki odsetek populacji stanowią już hybrydy, łatwiej byłoby prognozować przyszłość gatunku. Na szczęście nie jesteśmy jeszcze w sytuacji Szkocji. Polski ekosystem jest bogatszy, a to daje nadzieję, że uda się ochronić żbika przed scenariuszem całkowitego zaniku jego czystej puli genowej.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Dlaczego w Biblii nie ma kotów? [FELIETON]
Pianino, koty i dziecięce misie. Mniej znane fakty z życia Benedykta XVI
Piątek trzynastego, czarne koty i podkowa – co na to Jezus?






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny