Koty wyczuwają obecność Boga? 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Święty Franciszek chyba lubiłby StambułDlaczego akurat Stambuł? Miasto przecież głównie muzułmańskie? Z Franciszkiem raczej się nie kojarzy. I dlaczego akurat on – święty Franciszek – miłośnik zwierząt, który w relacjach ze zwierzętami widział relacje z Bogiem?  

Pomyślałem o tym po obejrzeniu filmu „Kedi – sekretne życie kotów” (reż. Ceyda Torun). Twórcom filmu oddać trzeba, że zdjęcia trzymają uwagę oka, są po prostu piękne. Po filmie – z moją kinową towarzyszką – stwierdziliśmy, że „aż chciałoby się Stambuł zwiedzić”. Również koty wyglądają w filmie jak prawdziwe gwiazdy aktorskie! Wiemy jednak, że one nie grały, że one takie po prostu są. Koty przecież nie zagrają na zawołanie, na „widzi mi się” człowieka – reżysera.  

Co widać z kociej perspektywy? 

Stambuł to miasto z historią sięgającą tysięcy lat. I jak się okazuje, to też najprawdziwsze kocie imperium. Poznajemy Spryciarę, Przylepę, Sułtana, Flirciarza, Bestię i Cwaniaka. A to tylko kilka z tysięcy stambulskich kotów. Każdy to oczywiście kocia indywidualność. Są naszymi – widzów – przewodnikami po mieście. Poznajemy też ludzi, ich opiekunów. Choć słowo „opiekunowie” to zbyt dużo powiedziane. To raczej ich towarzysze, znajomi, dobrzy koledzy. Celem tureckiej produkcji nie jest wychwalanie kotów. Nie jest to bowiem ani film przyrodniczy, ani fabularny. Nie jest to także opowieść o Stambule widzianym oczami zwierząt, nawet przy uwzględnieniu ich nadzwyczajnej zdolności widzenia, o której możemy się trochę dowiedzieć. O czym więc jest ten film? 

Ten film to opowieść o kotach snuta przez tych, którzy zaczęli dostrzegać w mieście zwierzęta, co znaczyło że zaczęli dostrzegać życie. Usłyszymy sporo o terapii, o leczeniu traum, o odzyskaniu szczęścia i radości z życia. „Gdy są koty, czuję że żyję” – mówi niejeden z Turków. „Kedi” to rzecz o miłości, ale tej najczystszej i niezniszczalnej, bo najbardziej naturalnej. Miłości bez rozczarowań, gwałtownych zwrotów, fatalnych finałów i hipokryzji – to rzecz o miłości do zwierząt, o której mówił przecież św. Franciszek. Również on mówił o tym, że stosunek do zwierząt definiuje nas jako ludzi, decyduje o naszym człowieczeństwie.  


Kot wyczuwa obecność Boga  

Od wieków życie Stambułu koncentruje się wokół portu. To właśnie za sprawą żeglugi i intensywnej wymiany handlowej do Stambułu przyjechały koty z wielu stron świata. Mieszanka gatunkowa, kulturowa i etniczna jest więc niezwykła. A przecież port to miejsce, które jest dla kotów ciekawe. Mają gdzie się wyleżeć, co zjeść, komu pomóc (oczywiście, jeśli zechcą). Portowe knajpy to dobre miejsce na znalezienie przekąsek, ale jednocześnie pomoc restauratorom w walce z portowymi szczurami. Symbioza, ale oczywiście to koty dyktują warunki. 

W filmie poznajemy koty nie domowe, ale uliczne. Nie są jednak zaniedbane. Niektóre mają za sobą ciężkie przejścia, są jednak zaprzyjaźnione z ludźmi a ci robią co mogą, by ich życie było na koci sposób komfortowe. Przy okazji film pokazuje istotny problem dużych miast – coraz bardziej doskwierający brak zieleni. Wśród kotów są i typy arystokratów, i te, które lubią włóczenie się po ulicach. Każdy ma w sobie coś ciekawego. Każdy jest jednocześnie cenną lekcją dla człowieka. Dlaczego? Po pierwsze kot wydobywa z człowieka to, co piękne: cierpliwość, budowanie relacji, gotowość pomocy i opieki. I przede wszystkim – czas. Koty cenią tych, którzy mają czas. Czas na bycie razem, ale i czas na rozłąkę. Jeden z bohaterów (ludzkich bohaterów) filmu stwierdza, że koty wyczuwają obecność Boga. Skąd taki wniosek? Według niego płynie on z porównania kotów z psami. „Pies w człowieku widzi cały świat, bo widzi w nim Boga. Kot jest mądrzejszy, wyczuwa obecność Boga, dlatego nie łasi się bez potrzeby do człowieka” – mówi bohater filmu. „One po prostu wiedzą lepiej” – powiadają stambulczycy niczym ludzie dojrzali w wyznawaniu wiary i znający wszystkie jej tajniki. Właśnie w tych mieszkańcach widziałem Franciszka z Asyżu. Pewnie tak samo jak oni dzieliłby się ze zwierzętami tym, co ma.  

Człowiek i kot 

Ludzie w filmie są tak samo różni jak koty. Jeden to pracownik portowej restauracji, drugi piekarni, trzeci – restauracji. Jest i artystka, jest i „kocia mama”, która dogląda miejskich kotów i codziennie przynosi im jedzenie. Wzruszające są momenty, gdy poznajemy historie ludzi, którzy jeszcze niedawno przechodzili w życiu trudne momenty: załamanie nerwowe, choroby, problemy z pracą czy w rodzinie. Wszyscy zgodnie mówią, że to właśnie spotkanie z kotami sprawiło, że ich sprawy zaczęły się prostować. Znaleźli spokój, zyskali nowe spojrzenie na życie. Także koty często nie miały łatwego życia: porzucone, poobijane, po prostu samotne. Są i małe, które nie mają matki i bez ludzkiej pomocy po prostu nie przeżyją. Mieszkańcy Stambułu stają na nogi dzięki kotom, ale także koty – dzięki ludziom – stają na cztery łapy.  

„Kedi” to film o kotach, ale także o nas, ludziach. Obok przesiadywania w kafejkach, leniwego przechadzania się ulicami i generalnie afirmacji kociego życia nasi mali przyjaciele mówią sporo o nas. My zawsze za czymś gonimy, zawsze nam mało i wszystko nie tak – powiadają stambulczycy. I wydawałoby się, że to te futrzaki potrzebują pomocy człowieka. „Kedi” pokazuje, że jednak często jest odwrotnie. Kot to zwierzak uczuciowy, mimo że niewylewny. Potrafi zamruczeć i potrzeć noskiem, ale jednocześnie w jednej chwili odejść w tylko sobie znanym kierunku. Jest jednak w tych uczuciach wierny i konsekwentny. Gdyby nasze „ludzkie” życie wyglądało pod tym względem jak to „kocie”, byłoby więcej powodów do mruczenia i z niejednej opresji spadalibyśmy jak kot – zawsze na cztery łapy.  

Dodatkowym plusem tego filmu było to, że po wyjściu z kina miałem wrażenie, jakbym sam przechadzał się jak kot. Nieco ocierał się o ściany, przyglądając się światu z zaciekawianiem i jednoczesnym stoickim kocim spokojem. Fajnie się tak poczuć!  

Koty wyczuwają obecność Boga? 
6 (100%) 3 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze