Fot. CARLOSCRUZ ARTEGRAFIA/pexels
Miś o Małym Rozumku kończy 100 lat
Może trudno w to uwierzyć, ale znany nam wszystkim miś obchodzi dziś setne urodziny! Tak, już od stu lat kolejne pokolenia młodych (i nie tylko) czytelników śledzą przygody przyjaciół ze Stumilowego Lasu. I zapewne ta historia potrwa jeszcze przez wiele kolejnych lat. Dwieście lat, Kubusiu Puchatku!
Większość z nas pierwszy kontakt z tym przesympatycznym misiem i grupą jego przyjaciół miała pewnie w dzieciństwie. I pewnie dla większości z nas Kubuś Puchatek to bohater licznych filmów i seriali powstających w studiach Disneya. Ale przecież najpierw była książka. To w powieści Alana Alexandra Milne’a po raz pierwszy poznaliśmy Kubusia Puchatka. Misia, który zawojował dziecięcym światem na całym świecie.
Sposób, by pokochać czytanie
14 października 1926. Równo sto lat temu. Można powiedzieć, że to właśnie tego dnia „urodził się” miś o bardzo małym rozumku. Wtedy bowiem ukazała się pierwsza powieść Alana Alexandra Milne’a o Kubusiu Puchatku – „Kubuś Puchatek”. Dwa lata później autor wydał też kolejną powieść dla dzieci: „Chatka Puchatka”. Aż trudno uwierzyć, ale sympatyczny niedźwiadek ze Stumilowego Lasu ma więc sto lat. Z tej okazji pewnie z chęcią zjadłby jakiś tort – najlepiej zrobiony z miodu!
Polscy czytelnicy po raz pierwszy mogli poznać go w 1938 r., gdy wydano „Kubusia Puchatka” w tłumaczeniu Ireny Tuwim. Choć były i inne tłumaczenia tej powieści na język polski, to do dziś to zrobione przez siostrę Juliana Tuwima uchodzi za „kanoniczne”. To na nim wychowują się kolejne pokolenia młodych, polskich czytelników. Bo choć na świecie króluje teraz obraz – a więc i filmy oraz seriale, w których można śledzić przygody Kubusia – to jednak największy urok wciąż ma historia zapisana na kartach powieści Milne’a. I warto do niej wracać – czytać ją najmłodszym dzieciom, a tym starszym podrzucać, by same czytały i w ten sposób zarażały się miłością do czytania. Bo przecież tak otulająca opowieść to najlepszy sposób na to, by pokochać czytanie.
Życie i fikcja
U nas „Kubuś Puchatek”, w oryginale zaś „Winnie the Poo”h. Okazuje się, że nasz miś imię dostał po zabawce Christophera Robina Milne’a, urodzonego w 1920 syna Alana Milne’a. Jedną ze swoich zabawek Christopher nazywał właśnie Winnie the Pooh. Zresztą, Christopher to przecież Krzysztof, a więc Krzyś. Główny „ludzki” bohater „Kubusia Puchatka” wzorowany jest więc na synu Milne’a. Przypomina mi się w tym momencie film z 2017 roku pt. „Żegnaj Christopher Robin”. To niezwykle wzruszająca opowieść właśnie o tym, jak powstał „Kubuś Puchatek”. Milne wraca do domu po służbie podczas I wojny światowej. Mierzy się z zespołem stresu pourazowego (PTSD). Mieszka z żoną i synem na wsi. Gdy małżonka pracuje, on opiekuje się dzieckiem i zaczyna pisać powieść o pewnym misiu… Ta historia, wbrew pozorom, nie jest sielankowa. Jest ciepła, wzruszająca, ale nie brakuje w niej smutku. Bo „Żegnaj Christopher Robin” pokazuje, jaką cenę trzeba czasem zapłacić za sławę. A i tak wersja filmowa jest znacznie łagodniejsza niż faktyczne wydarzenia z życia Christophera Milne’a. Jest jeszcze jeden film, który o nim opowiada – „Krzysiu, gdzie jesteś?” z 2018. W tym obrazie dorosły Christopher mierzy się z Krzysiem, którego już w nim nie ma. Ile zachować w sobie z dziecka? – zadajemy sobie to pytanie, oglądając obie produkcje. Jak widać, w „Kubusiu Puchatku” nie brakuje odwołań do prawdziwego życia. A przecież sam Stumilowy Las też wzorowany jest na istniejącym lesie – Ashdown Forest w hrabstwie Sussex.

Ekipa ze stumilowego Lasu
Wróćmy jednak do powieści z 1926 i jej bohaterów. A to przecież postacie, które zna prawie każde dziecko! I prawie każdy dorosły – choć mógł o nich zapomnieć, bo przecież dorósł… Jest Kubuś Puchatek, Prosiaczek, Królik, Kłapouchy, Sowa Przemądrzała, Mama Kangurzyca i Maleństwo. I jest też oczywiście Krzyś. Pewnie zapytacie, dlaczego nie wymieniłem brykającego od prawa do lewa i w drugą stronę Tygryska? Jest i on, choć pojawia się dopiero w 1928 w „Chatce Puchatka”. Tygrysek ma więc „dopiero” 98 lat, choć pewnie nikt w Stumilowym Lesie nie będzie skupiał się na szczegółach – przyjmijmy więc, że i on ma w tym roku „setkę” na karku. Ich przygody bawią i wzruszają, uruchamiają wyobraźnię kolejnych pokoleń. W 1961 r. Disney kupił prawa do ekranizacji „Kubusia Puchatka”. Dzięki temu w 1977 r. na ekrany kin wszedł film „Przygody Kubusia Puchatka”. To 22 film w kanonie oficjalnych animacji Disneya, który jest też zarazem połączeniem trzech krótkometrażowych opowieści, które powstawały od 1966 r.: „Kubuś Puchatek i miododajne drzewo”, „Wiatrodzień Kubusia Puchatka” oraz „Kubuś Puchatek i rozbrykany Tygrys”. Pojawienie się tego filmu tchnęło „drugie życie” w ekipę ze Stumilowego Lasu. Trudno zliczyć, ile od tamtej pory powstało kolejnych filmów i seriali o Misiu o Małym Rozumku. To też do wyglądu tego Kubusia i innych bohaterów jesteśmy najbardziej przyzwyczajeni. Bo przecież nie tak wyglądali na rysunkach Ernesta Shepharda w powieści Alana Milne’a. A warto do tych oryginalnych ilustracji wracać – mają w sobie jakiś niesamowity urok i czar.
>>> Spanie z psem w jednym łóżku nie musi pogarszać snu
Prezent z okazji urodzin Puchatka
Inaczej niż w uniwersum wykreowanym przez Disneya postacie ze Stumilowego Lasu wyglądają też w dwóch książkach, które Wydawnictwo Znak wydało właśnie z okazji 100 urodzin Puchatka. „Przygoda w Stumilowym Lesie” i „Zima w Stumilowym Lesie” z rysunkami Marka Burgesa zdecydowanie nawiązują do oryginału sprzed 100 lat. I choćby z powodu tego retro klimatu tych książek warto po nie sięgnąć. Choć powodów jest znacznie więcej. To dwa nowe zbiory opowiadań, których akcja rozgrywa się w Stumilowym Świecie, w krainie zabawek Krzysia. Napisane zostały przez Jane Riordan (wcześniej wydała też książkę pt. „Był sobie miś”, również z tymi bohaterami). Na język polski obie książki przełożył Michał Rusinek wraz ze swoją córką Natalią Rusinek. Tłumacze trzymali się nazewnictwa, które prawie 90 lat temu do świata Kubusia Puchatka wprowadziła Irena Tuwim. Dzięki temu te opowieści czyta się bardzo naturalnie jak kontynuację historii Misia o Małym Rozumku i jego przyjaciół (są zresztą autoryzowaną kontynuacją). I trzeba też docenić tłumaczy za podarowanie czytelnikom książki, w której czuć grę, zabawę słowem. Ojciec z córką zabawili się słowem, dzięki temu dając nam przekład piękny, funkcjonalny i bardzo zabawny. Dorosły czytelnik uśmieje się nie raz! Warto też zwrócić uwagę w tekście na słowa rozpoczynające się od wielkiej litery. Dla dorosłego czytelnika są wręcz zaproszeniem do refleksji filozoficznych nad nimi… I znów są to opowieści bardzo rodzinne – historie dla dzieci, przy których jednak uśmiechną się i dorośli. Cóż, historie o Puchatku są idealne do wspólnego, rodzinnego czytania. Do tego też zostały pięknie, elegancko wydane – to przecież prezent urodzinowy z okazji setki Puchatka!

Zbiory pełne przygód
„Zima w Stumilowym Lesie” zabiera czytelników właśnie do Stumilowego Lasu, w którym zapanowała, no właśnie, zima. Najpierw bohaterowie przygotowują się na jej przybycie, a potem przeżywają kolejne przygody. Puchatek spotyka misia ulepionego ze śniegu, Prosiaczek traci głos, a przyjaciele ze Stumilowego Lasu pomagają mu odnaleźć zgubę. A Krzysiowi towarzyszymy, gdy przygotowuje pewną tajemniczą niespodziankę dla swoich kompanów. Wreszcie, trafimy też na pewną ucztę o północy, niezwykłe przyjęcie w Stumilowym Lesie. Kolejną porcję przygód dostajemy w Przygodzie w Stumilowym Lesie”. Towarzyszymy Puchatkowi szukającemu czterolistnej koniczyny, wpadamy do rzeki wraz z całą ekipą ze Stumilowego Lasu i tworzymy piramidy z piasku. No i w tym zbiorze autorka wprowadza nową bohaterkę – suczkę Carmen – która dołącza do zgranej ferajny.

Zachować w sobie coś z dziecka
Czytając opowiadania Jane Riordan opublikowane przez Wydawnictwo Znak przypomniałem sobie, jak wdzięczną postacią jest Kubuś Puchatek, a wraz z nim jego przyjaciele ze Stumilowego Lasu. I książki Milne’a sprzed stu lat, i teksty napisane w ich duchu, stanowiące autoryzowana kontynuację opowieści, ale też całe uniwersum Puchatkowe stworzone przez Disneya – dają nam wiele radości i uśmiechu. Przekazują przy tym wiele prawd uniwersalnych, które promują dobre wartości. Zwłaszcza zaś przyjaźń, wdzięczność, pomocniczość, dobroć i mądrość. Do tych historii będziemy wracać my, i pewnie też kolejne pokolenia. Bo choć Miś o Bardzo Małym Rozumku skończył właśnie sto lat – to jest w nim jeszcze wiele młodości. A może i nawet bardziej jest w nim wciąż wiele z dziecka. Kubuś przypomina nam, że warto zachować w sobie dziecko i radość życia, nawet jak się jest 40-letnim seniorem, jak piszący te słowa.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Muminki obchodzą 80. urodziny
Miś Uszatek i Colargol są dowodami w śledztwie
Ulubione bajki gwiazd [WIDEO]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny