Kultura: nieśmiertelna muzyka z czasów naszych rodziców

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jako fan rocka niejednokrotnie zastanawiałem się nad fenomenem muzyki „z tamtych lat”. Dlaczego muzyka młodości naszych rodziców tak silnie zakorzeniła się w pamięci współczesnych, podczas gdy nowoczesna nie oddziałuje już na słuchaczy tak intensywnie?

Jest to zagadnienie bardzo ciekawe i zaprzątało moją głowę już w dzieciństwie, kiedy to z wielką ochotą słuchałem utworów polskich artystów: Niemena, Grechuty czy Kaczmarskiego, jak i zespołów zagranicznych: Queen, Led Zeppelin czy Pink Floyd. Dorastając, ochoczo zgłębiałem powojenną historię naszego kraju. Te rozważania pozwoliły mi częściowo odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie. Patrząc z perspektywy człowieka współczesnego, doszedłem do wniosku, że w czasach PRL-u jakość i komfort życia były na niskim poziomie. Przytłaczająca, szara rzeczywistość została jednak okraszona piękną, wartościową muzyką. Muzyka ta kwitła, rozwijała się, dzięki czemu młodzież żyła nadzieją na lepsze jutro.

Wielki wpływ na rozwój muzyki rozrywkowej w naszym kraju miał niewątpliwie Program III Polskiego Radia i takie osobowości jak choćby Piotr Kaczkowski, który od 1968 r. prowadzi (z małymi przerwami)  swój kultowy program „MiniMax”. To dzięki niemu polska młodzież usłyszała nagrania takich artystów jak The Beatles, Led Zeppelin, Pink Floyd i wielu innych. To on narzucał, czy raczej kształtował gusta muzyczne młodym ludziom. W tamtych czasach bardzo trudno było zdobyć jakikolwiek longplay, a gdy już się udało, szczęśliwy posiadacz był uznawany za bohatera. To także zasługa legendarnego „Kaczora”, który prezentował światowe perełki nieosiągalne dla zwykłego słuchacza, gdyż jak wiadomo wyjazdy zagraniczne były zarezerwowane dla elit, księgarnie i sklepy muzyczne świeciły pustkami, EMPiK był czymś zupełnie innym, a o Allegro nikt nawet nie śnił.

2464703193_76623cc4ff_b
fot. mih4u, flickr

Technika była zupełnie inna, pojęcie Internetu nie istniało. Mimo tego młodzież wiedziała, jak spędzać czas wolny od pracy czy szkoły. Spotykano się na prywatkach, nastawiano radiową Trójkę lub ciężko zdobytą płytę, którą celebrowano w gronie przyjaciół, a domówka trwała do białego rana. Muzyka zagraniczna była prawdziwym oknem na świat. Młodzież łączyła się w subkulturach. Powstał między innymi ruch hippisowski, który swój sprzeciw wobec władzy przekazywał właśnie w utworach. Władze komunistyczne uważały tę muzykę za chuligańską i próbowały ją całkowicie unicestwić, przywracając – w ich przekonaniu – ład moralny. Młodzież odgrywała wówczas coraz większą rolę w społeczeństwie, a ten fakt był władzom bardzo nie na rękę. Walcząc z cenzurą, artyści musieli używać różnorakich przenośni i zwrócić się bardziej ku stylistyce poetyckiej.

Muzyka ewoluowała, ale czasy nadal były bardzo trudne. Na początku lat osiemdziesiątych pojawił się w Polsce punk rock (na świecie już w 1977 r.) oraz słynny Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji w Jarocinie, przemianowany później na Festiwal Muzyków Rockowych. Dla mniej znanych zespołów zagranie w Jarocinie było szansą na zyskanie rozgłosu i sukces. Wielkimi gwiazdami grającymi na festiwalu, oprócz Maanamu czy Budki Suflera, były takie zespoły jak: TSA, T. Love, Dżem, Kat, Dezerter, Turbo i inne. Władza prowadziła śledztwa w sprawie festiwalu. Istnieją pokaźne teczki zawierające przekłamane informacje o przedstawicielach subkultur metalowych czy punkowych.

4824575965_840de6d7b1_b
fot. krystianb77, flickr

Piosenki „z tamtych lat” są swoistego rodzaju komentarzem na temat tego, co działo się w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego. Przykładem takim jest choćby utwór zespołu Turbo „Dorosłe dzieci”. Inne to: „Chcemy być sobą” grupy Perfect – celowo zastąpione przez publiczność podczas koncertów okrzykiem „Chcemy bić ZOMO” czy też „Nie bój się tego wszystkiego” zdaniem „Nie bój się tego Jaruzelskiego”. Powstała także przepiękna pieśń „Nie pytaj o Polskę” Grzegorza Ciechowskiego, w której opisuje on przykrą codzienność Polski Ludowej: „Te brudne dworce, gdzie spotykam ją/ Te tłumy, które cicho klną/ Ten pijak, który mruczy coś przez sen/ Że póki my żyjemy, ona żyje też. W pamięci rodziców utkwił także fragment utworu zespołu Maanam „Krakowski spleen”: Czekam na wiatr, co rozgoni ciemne skłębione zasłony. Stanę wtedy na raz, ze słońcem twarzą w twarz”.

Na pewno nie ma czego zazdrościć tamtemu  pokoleniu jeśli chodzi o dorastanie w czasach indoktrynacji, lecz na pewno można pozazdrościć prawdy, jaką muzycy przekazywali w swojej twórczości. Dzisiaj cenzury nie ma, można pisać o wszystkim. Pytanie, czy przynosi to jednak sztuce korzyść? W dzisiejszej  muzyce nie mogę doszukać się takiej głębi przekazu. Dlatego właśnie muzyka z czasów naszych rodziców tak bardzo pozostała w pamięci, jest ponadczasowa, znana wszystkim, a zarazem prezentuje wysoki poziom artystyczny i do dzisiaj broni się świetnie.

fot. SarahElizabethC., flickr

Kultura: nieśmiertelna muzyka z czasów naszych rodziców
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze