„Sukcesja”, fot. mat. prasowe
Obsesja władzy [RECENZJA]
Jak głęboko może sięgać moralne zepsucie człowieka? Bardzo głęboko – udowadniają to bohaterowie „Sukcesji”, serialu emitowanego od 2018 roku przez HBO. Co ich zepsuło?
„Sukcesję” odkryłem z opóźnieniem. Choć serial emitowany jest od dwóch lat, to ja sięgnąłem po niego dopiero niedawno. Skończyłem pierwszy sezon i zaczynam drugi (na razie wyszły dwa, każdy ma 10 odcinków, właśnie powstaje trzeci). Postanowiłem obejrzeć „Sukcesję”, bo w tym roku zdobyła Złotego Globa dla najlepszego serialu dramatycznego, chciałem przekonać się, czy rzeczywiście jest to dobry obraz. Jest – choć jest zupełnie inny niż początkowo myślałem.

Statuetka Złotego Globu, fot. wikipedia.org
Gra o fotel
„Sukcesja” opowiada o rodzinie Royów, potentatów medialnych z Nowego Jorku, właścicieli koncernu medialnego Waystar Royco. Na czele firmy stoi Logan Roy (wciela się w niego słusznie nagradzany za tę rolę Brian Cox), który jest zarazem głową rodziny. Logan chce przekazać sterowanie firmą w ręce jednego ze swoich potomków – ma 3 synów i jedną córkę. I właśnie to przekazanie władzy – ta sukcesja – jest kluczowym motywem serialu. A właściwie – walka rodzeństwa o wpływy i o władzę. Oglądając kolejne epizody coraz bardziej poznajemy każdego członka rodziny Royów – i zarazem przekonujemy się, jak bardzo nie pasują do roli przywódcy. A jednocześnie w tyle głowy wiemy, że w końcu ta sukcesja na stanowisku prezesa musi mieć miejsce… Bardzo szybko „Sukcesja” skojarzyła mi się z innym hitem HBO – z „Grą o tron”. Tam przecież też chodziło o władzę, o obsadzenie żelaznego tronu. Tam również śledziliśmy przez kilka sezonów rozgrywki – bardzo polityczne – prowadzące do ostatecznego rozwiązania. Do obsadzenia tronu. „Sukcesja” to taka współczesna wersja „Gry o tron”, osadzona w centrum Manhattanu. To bardzo wyrafinowana gra o fotel prezesa…

„Gra o tron”, fot. mat. prasowe
Istotny jest dialog
Skojarzeń z „Grą o tron” mam zresztą więcej. Podobnie jak w tamtym hicie HBO, i tutaj akcja dzieje się bardzo powoli. Czasem można nawet odnieść wrażenie, że się dłuży – ale to tylko wrażenie, z którego zazwyczaj wyrywa nas jakiś gwałtowny zwrot akcji. Bo, choć akcja jest powolna, to dzieje się dużo… W warstwie słów, gestów, wysłanych smsów, spojrzeń… W „Sukcesji” dużo się rozmawia. Ale nie są to raczej zwyczajne rozmowy – a bardziej jątrzenie, manipulowanie, wpływanie, kłamanie, ironizowanie… To takie rozmowy, z których sączy się jad i ten jad nie omija żadnego z bohaterów tej opowieści. Bo trzeba przyznać, że jest to serial o złu. Nikogo do zła nie zamierzam namawiać, ba – zdecydowanie odradzam bycie złym człowiekiem. Ale obejrzenie tego studium o złu, które jest elementem naszej ludzkiej tożsamości, może być bardzo pouczającą lekcją. Bo „Sukcesja” pokazuje, że zło tkwi w każdym z nas, nie zna granic klas społecznych, płci, wykształcenia. To smutne, ale każdy ma swoją cenę.
>>> „Nadzieja”, dobry film o umieraniu
Nawet z pozoru najbardziej niewinny, a może i naiwny, bohater ma swoje za uszami. Warto przyjrzeć się tym bohaterom, bo nikt z nas nie jest wolny od zła. I im szybciej to zrozumiemy, to będziemy w stanie jakoś tej sytuacji zaradzić. Rodzina Royów jest bardzo bogata, uznana społecznie, a jednocześnie jest nadzwyczaj patologiczna, zepsuta. Oczywiście, bohaterowie przedstawieni są tak, że da się ich polubić (przynajmniej niektórych), a jednak są zepsuci… I na razie trudno mi znaleźć światełko w tym tunelu. Kogoś, kto wyjdzie z tego schematu i nie będzie uwikłany w zło. Royowie idą po trupach do celu.

Jeremy Strong jako Kendall Roy i Sarah Snook jako Siobhan „Shiv” Roy, mat. prasowe
Świat na serio
To historia o obsesji władzy, która od zawsze towarzyszyła ludzkości. Ale to też opowieść o rodzinie, w której relacje są bardzo skomplikowane. Tymi relacjami rządzą w dużym stopniu pieniądze, ale jednak bohaterów łączą też uczucia – czasem bardzo intensywne (a bywa, że i te uczucia są patologiczne). Interakcje pomiędzy rodzeństwem i ich ojcem ogląda się jak partię szachów. Niełatwo od razu zorientować się, kto przewodzi w tej rozgrywce, a kto jest zwyczajnym pionkiem. Kto zaraz zostanie strącony z planszy przez prawdziwego króla tej gry (kto nim jest?). Dużo zaskoczeń. Bohaterowie, których odbieramy jak słabeuszy okazują się tymi najbardziej wygranymi. Ci, którzy myśleli o sobie, że są wielcy – okazują się przegranymi i spadają na samo dno. Choć w rodzinie Royów los potrafi się szybko odwrócić. Jest to serial będący w pewien sposób krytyką świata bogactwa i konsumpcji. Mamy teraz inny obraz, który przedstawia również świat ludzi z wielkich sfer – nową wersję „Dynastii”. Jest jeszcze bardziej „bogata” niż „Sukcesja”. I od razu wiemy, że tego przekoloryzowanego, wyolbrzymionego świata Carringtonów nie mamy brać na serio. I to pozwala na pewien oddech. A w przypadku Royów tego nie ma. Świat zepsucia i patologii bogaczy jest tu przedstawiony bardzo na serio. I to jest bardzo niepokojące…
Wołowina i homary
Właśnie, niepokój. To chyba główna emocja, która towarzyszy oglądaniu „Sukcesji”. Bo niby dzieje się tam niewiele, a w gruncie rzeczy podświadomie wiemy, że coś musi wybuchnąć (będzie nawet dosłowny wybuch). To taki serial, w którym nieustannie stąpamy po kruchym lodzie, który w końcu się rozpadnie. Napięcie musi sięgnąć zenitu. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi. Emocje podsycane są fenomenalną muzyką – cichą, stonowaną, a jednocześnie bardzo obecną. Do tego także zdjęcia, które często pokazują nieoczywiste elementy, które mają nam pomóc w zbudowaniu wiedzy o świecie przedstawionym i bohaterach obrazu. Ot, kadr rzucony na dostawę żywności – sezonowana wołowina i świeże homary. To dużo mówi nam o bohaterach tej historii. Piękne, długie, melancholijne ujęcia – „Sukcesja” jest nimi wypełniona. Pisząc te słowa jeszcze nie wiem, jak kończy się drugi sezon „Sukcesji”. Wiem jednak, że w planach jest trzeci. Przypuszczam jednak, że tytułowa sukcesja jeszcze nie nastąpiła, przynajmniej nie ta definitywna. Myślę, że serial HBO będzie sezon po sezonie umieszczał kolejne fragmenty tej układanki w swoje miejsce i dopiero na końcu dowiemy się: kto? Tak samo, jak było w „Grze o tron”. Bo ostateczna odpowiedź nie jest taka ważna. Przyjemność oglądania tego serialu polega bowiem na odkrywaniu mechanizmów rządzących ludźmi, którzy walczą o władzę. I na tym, że przez chwilę możemy poczuć się lepsi, „moralniejsi” od nich. Choć, to akurat dość złudne wrażenie… Bo niekoniecznie jesteśmy od nich lepsi. Przyjemnego seansu!
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny