fot. Facebook/Teatr Telewizji TVP
„Tartuffe”, czyli Molier wciąż jest aktualny [RECENZJA]
Teatr Telewizji od startu sezonu zasypuje nas premierami. Właśnie zaprezentowano kolejną – „Tartuffe’a” w reżyserii Tadeusza Kabicza. Spektakl ten pokazuje, jak bardzo aktualna jest sztuka napisana w XVII w. przez Moliera.
Teatr Telewizji pamiętam jeszcze z dzieciństwa – zwłaszcza charakterystyczne logo otwierające każdy spektakl. Wtedy – raczej mnie to nie interesowało. Pewnie byłem za młody. Teraz jednak bardzo doceniam to, że mamy w Polsce tę nietypową scenę teatralną. Największą na świecie – którą można oglądać, siedząc na swojej domowej kanapie. Teatr Telewizji to teraz kilkadziesiąt premier rocznie. I to premier na bardzo wysokim poziomie. Tylko od początku września zaprezentowano już kilka nowych spektakli. Nie trzeba ich śledzić podczas emisji telewizyjnej – dostępne są bowiem bezpłatnie na platformie TVP VOD. Kiedy więc tylko chcemy – możemy sięgnąć po spektakl Teatru Telewizji. Po coś nowego, co przed chwilą miało premierę. Albo też po jakiś spektakl sprzed lat – bo w bazie znajdziemy przedstawienia, które powstały w ciągu kilkudziesięciu lat. Dziś chcę napisać o „Tartuffie” w reżyserii Tadeusza Kabicza, który swoją premierę w Teatrze Telewizji miał 22 września.
Klasycznie i nowocześnie
Tym razem widzowie Teatru Telewizji otrzymali spektakl klasyczny, choć w bardzo nowoczesnej odsłonie. Historię tę zna pewnie wielu z nas. „Tartuffe” to bowiem jedna z najbardziej znanych komedii Moliera, mistrza dramatu z XVII w. Możecie tę sztukę znać z innej nazwy – „Świętoszek”. Opowiada o naiwnym Orgonie, który pod swój dach przygarnia poznanego gdzieś na ulicy Tartuffe’a. Tytułowy bohater jawi się Orgonowi jako „osoba święta”, bardzo pobożna. Tymczasem tak naprawdę Tartuffe manipuluje człowiekiem, który przyjął go pod swój dach. Ma bardzo konkretne plany – chce przejąć majątek swojego dobroczyńcy. Jego działania szybko zostają przejrzane przez rodzinę pana domu. Domownicy szukają więc różnych sposobów, żeby uświadomić Orgonowi, że wpadł w pułapkę i jest wodzony za nos przez swojego „świętego” przyjaciela. Sztuka Moliera pełna jest scen komicznych, wykorzystujących żarty i słowne, i te sytuacyjne. Zresztą, pewnie dobrze o tym wiecie, bo „Świętoszka” lub „Skąpca” wielu z nas czytało w szkole. Jednak to dopiero na scenie widać, jak wielką siłę ma ten tekst – i jak bardzo jest uniwersalny. Z tym postanowili zmierzyć się twórcy „Tartuffe’a” – i muszę przyznać, że wyszło im to wyśmienicie.

Ponadczasowe przesłanie
Tadeusz Kabicz sięgnął po klasyczny tekst Moliera w doskonałym tłumaczeniu Jerzego Radziwiłowicza (tak, tego Radziwiłowicza!). Aktorzy mówią więc wierszem jak bohaterowie sztuki osadzonej w XVII w. Tyle że… anturaż wcale nie jest „z epoki”. Jest bardzo współczesny. Widz zostaje przeniesiony do wielkiej, ociekającej bogactwem willi. A w niej bohaterowie – też bardzo współcześni – ze smartfonami, laptopami, z papierosami. To bardzo ciekawy zabieg – zderzenie klasycznej sztuki ze współczesnością. Zderzenie, które pokazuje ponadczasowość sztuki napisanej przez Moliera. Widza oczywiście bawią liczne żarty – ogląda przecież komedię. Ale ma też świadomość, że z postawami i przywarami, które piętnował kilka wieków temu francuski pisarz, wciąż mamy do czynienia. Nadal są między nami ludzie naiwni, którzy dają się oszukać (na wnuczka, na policjanta i na wiele innych sposobów), którymi łatwo się manipule. I wciąż są między nami ci, którzy uciekają się do oszustw, chcąc osiągnąć konkretne korzyści – manipulatorzy. „Tartuffe” piętnuje fałszywą pobożność, hipokryzję. Ale dostaje się też ludziom zaślepionym, wpatrzonym bezrefleksyjnie w tych, którzy ich mamią. Może i Tartuffe to zły bohater, ale tym głupim jest jednak pan domu. No, także jego dewocyjna matka – również ślepo wpatrzona w „świętą osobę”. Molier w swoich sztukach w punkt wyśmiewał ówczesne postawy ludzkie. Teraz podobnym tropem, równie skutecznie, poszedł Tadeusz Kabicz.

Spektakl dla każdego
Spektakl Teatru Telewizji to bardzo udana, kompaktowa wersja „Świętoszka”. Twórcy zrezygnowali z niektórych scen, zwłaszcza tych mających charakter monologów, na rzecz bardzo dynamicznej akcji. Tempo przedstawienia jest bardzo szybkie, można odnieść wrażenie, że takie serialowo-filmowe. Dla odbiorców klasycznych przedstawień jest to bardzo ciekawy i udany eksperyment. A zarazem – takie podejście może przyciągnąć przed ekran też tych, którzy z teatrem są raczej na bakier. I może zachęcić też młodszego widza – a to chyba ważne, żeby zaszczepić w młodym pokoleniu zainteresowanie teatrem. Zresztą, sam reżyser reprezentuje młodą generację – i dzięki temu pewnie łatwiej było mu stworzyć spektakl kierowany do widzów w różnym wieku. Oczywiście, nie byłoby udanego spektaklu bez dobrze grających aktorów. W „Tartuffie” nie brakuje gwiazd, na czele z Magdaleną Cielecką, Piotrem Adamczykiem, Grażyną Szapołowską i z Dominiką Kluźniak. I z Bartoszem Bielenią – obsadzonym jako Tartuffe (to zaskakujący, nieoczywisty wybór – ale bardzo trafiony!). Aktorzy świetnie lawirują między „epokowością” sztuki Moliera – a współczesnością. A apogeum ich umiejętności to scena zdemaskowania Tartuffe’a przed Orgonem. To popis aktorski Magdaleny Cieleckiej, która jako Elmira uwodzi Świętoszka. I Piotra Adamczyka, który ukryty pod stołem swoimi minami i zachowaniem rozbawia do rozpuku. Czasem nic nie trzeba mówić – by swoja grą oczarować widzów.
Zachęcam do obejrzenia „Tartuffe’a”, bo to spektakl, podczas którego będziecie się doskonale bawić i nieraz rozśmieszycie się do łez. Ale jest to też dla nas przestroga – że każdy z nas może zostać zmanipulowany – jeśli trafi na swojego Tartuffe’a.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Opowieść o przyjacielu [RECENZJA]
Zabawa w Berlinie się skończyła [RECENZJA]
„Follemente”, czyli o tym, dlaczego potrzebne są nam wszystkie emocje [RECENZJA]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny