fot. archiwum ciupa

Wspólnota Ciupa-Wózkowicze to nie miłość, która czegoś oczekuje, ale która daje [ROZMOWA]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Spotykają się w każdy czwartek na mszy świętej. Jednak jest coś, co wyróżnia ich spośród innych duszpasterstw akademickich. Do Wspólnoty Ciupa-Wózkowicze należą też osoby niepełnosprawne. A jak wyglądają jej spotkania i jak funkcjonuje ta wspólnota sprawdziła Karolina Binek.

Karolina Binek (misyjne.pl): Skąd nazwa wspólnoty? Przyznam, że jest dość oryginalna.

Lena Olejnik: Ciupa to Ciupa ze względu na miejsce, w którym się kiedyś spotykaliśmy. Jeden z członków wspólnoty wszedł kiedyś pierwszy raz do pomieszczenia, w którym się spotykaliśmy, a było to w piwnicy, gdzie są małe okna z kratami. I powiedział wtedy: „Ale ciupa!”. No i tak zostało. Na szczęście teraz mamy już piękną salkę w budynku duszpasterstwa.

Do nazwy wspólnoty dodano tylko słowo „wózkowicze”. Zatem pełna nazwa wspólnoty to „Ciupa-Wózkowicze”, by wiedziano, co ją wyróżnia od innych wspólnot.

fot. archiwum wspólnoty

A jak ty trafiłaś do wspólnoty?

Do wspólnoty trafiłam przez jedną z podopiecznych – Madzię. Opiekowałam się nią w wakacje i już wtedy mnie namawiała do przyjścia do duszpasterstwa. Ale ja wtedy jeszcze nie studiowałam i niezbyt czułam się na to gotowa. I tak, w wakacje spotykałyśmy się przez trzy lata. Po drugim roku studiów poszłyśmy wspólnie na czwartkowy obiad. Madzia namówiła mnie wtedy, żebym zawiozła ją na spotkanie, potem poprosiła, żebym została na mszy i poszła z nimi na spacer. Poszłam! Potem pomogłam odwieźć jeszcze innego podopiecznego, ostatecznie w domu byłam o północy, zmęczona jak rzadko kiedy, ale szczęśliwa. Potem niestety nie mogłam chodzić na spotkania, bo zaczęłam praktyki wyjazdowe. Ale dzięki ówczesnej szefowej pojechałam na obóz i właśnie tam pokochałam Ciupę!

>>> Franciszek o wspólnotach chrześcijańskich: bliskość i jedność to styl odkupionych

Jesteś liderem Ciupy. Na czym więc polega twoja rola?

Tak, jestem szefową wspólnoty. Śmieję się czasem, że nie wiem, co tu robię, ale mówią do mnie „szefie”. A tak na poważnie, szefowa to taka „ciupowa mama”. Dbam o to, by każdy podopieczny mógł być na spotkaniu, żeby miał po niego kto przyjechać. Organizuję też różne wyjścia – na przykład za tydzień idziemy do kina na „Nieplanowane”. Organizuję obozy (co roku Ciupa wyjeżdża na obóz na tydzień w inne miejsce w Polsce), Sylwestra, wyjazd na Lednicę. Ciupa była nawet na Światowych Dniach Młodzieży! Koordynuję dużo działań, ale wszyscy (opiekunowie i podopieczni) się w nie angażują. Przez cały rok zbieramy pieniądze na nasz obóz – pieczemy i sprzedajemy pierniczki, organizujemy turniej piłki nożnej, koncerty, wspólne kolędowanie, zrzutki itp. Dbam o to, by każdy był we wspólnocie czuł się zaopiekowany.

fot. archiwum wspólnoty

Kto może więc do was dołączyć?

Każdy może dołączyć do Ciupy. Jesteśmy duszpasterstwem akademickim, więc poza budowaniem relacji z drugim człowiekiem, budujemy ją przede wszystkim z Bogiem. Dobrze więc, gdy ludzie zasilający nasze szeregi, czują potrzebę wzrastania w wierze. Wystarczy przyjść w czwartek do Duszpasterstwa Akademickiego św. Rocha w Poznaniu (biały budynek na terenie kościoła). Staramy się dbać o nowe osoby, ktoś od nas zawsze przedstawia wszystkich po kolei, odbywa się to w szumie innych rozmów, więc nie jest to krępujące.

fot. archiwum wspólnoty

A jak wyglądają wasze spotkania?

Spotykamy się w czwartki. O 19 mamy mszę w kaplicy w Centrum Akademickim, potem wszystko zależy od planu. Zazwyczaj idziemy do salki, pijemy rozgrzewającą herbatę z goździkami i rozmawiamy. Opowiadamy sobie, co się u nas działo w tygodniu, poznajemy się, zaprzyjaźniamy, jesteśmy ze sobą. Czwartkowe spotkania są często początkiem pięknych przyjaźni. A gdy człowiek się z kimś zaprzyjaźnia, chce się spotykać częściej niż tylko w czwartek, wiec pojawiają się sobotnie wyjścia na kawę. W niedziele spotykamy się na akademickich mszach świętych na Rocha, spędzamy też ze sobą wakacje, czasami nawet poza obozem. Organizujemy tez zabawy taneczne z okazji urodzin czy andrzejek. Ciupa lubi tańczyć.

fot. archiwum wspólnoty

Jakie jest twoje najmilsze wspomnienie związane z Ciupą?

Tegoroczna Lednica! Od samego początku mieliśmy duże problemy organizacyjne, zniknęły na poczcie wjazdówki pod rybę dla naszych autokarów. Kierowcy usłyszeli, że nie będą mogli po nas wrócić i myślałam, że będziemy musieli wracać pieszo – w nocy, 3 km z podopiecznymi. Jednak udało się! Podjechaliśmy pod samą rybę, mieliśmy swoje miejsce w sektorze, do tego podczas mszy zauważyłam, jak pod rybę wjeżdżają nasze autokary. Kierowcy sami z siebie uznali, że przyjadą kilka godzin przed umówioną godziną, żebyśmy nie musieli iść pieszo. Podczas przeistoczenia jedna z dziewczynek z grupy obok z zespołem Downa powiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy „widziałam Jezusa”. Do teraz ciarki mnie przechodzą, jak o tym sobie przypominam. Wyjazd pełen cudów!

fot. archiwum wspólnoty

A czym dla ciebie jest Ciupa?

Podczas mszy świętej inauguracyjnej usłyszałam takie zdanie od biskupa Damiana Bryla: „Starajcie się, żeby wasze duszpasterstwo było dla studentów drugim domem, twórzcie atmosferę rodziny”. Do tego staram się dążyć. Dla mnie Ciupa jest często wyzwaniem, ponieważ nigdy nie byłam w takiej roli, nigdy nawet nie byłam przewodniczącą klasy, więc wielu rzeczy się jeszcze uczę. Czasami nie wszystko wyjdzie tak, jakbym chciała, ale na szczęście Ciupa radzi sobie w każdych warunkach. Pan Bóg też w ten sposób uczy mnie pokory, pokazuje: „Zobacz Lena, nie wszystko potrafisz sama, poproś mnie o pomoc”. Teraz już idzie mi to trochę lepiej, choć jeszcze czasami moja pycha się wychyla. Wtedy też przypominam sobie słowa, które śpiewa TGD: „Bo tam, gdzie możliwości moich kres, tam Jego początek”.

fot. archiwum wspólnoty

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że Ciupa uczy miłości. I rzeczywiście tak jest. Kiedy nie ma już  sił, chociażby na obozie (bo tam nie śpi się zbyt długo) i wchodzi zmęczenie, a trzeba komuś w czymś pomóc, jest taki moment, że chce się wrócić do domu i wyspać. Ale właśnie z miłości czerpie się siłę, by jednak jeszcze zostać, być i służyć. Jak piękny byłby świat, gdyby nikt nie musiał martwić się o siebie, bo ktoś inny by o niego zadbał!

Ciupowa miłość to nie taka, która oczekuje czegoś, tylko taka która daje. Życzę jej każdemu!

Zobacz także
Wasze komentarze