Zdjęcie: Radosław Pazura, fundator Fundacji Kapucyńskiej, fot. PAP

Radek Pazura: kapucyni to prostota, mądrość i wielka miłość

8 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

To kilka słów o wielkich dziełach braci mniejszych. Kapucyni, bo o nich mowa, posługują w kościele Przemienienia Pańskiego, który w Warszawie stoi na rogu ulic Kapucyńskiej i Miodowej. Wezwanie kościoła jest i symboliczne i adekwatne. Braciom udaje się, dzięki Bożej i ludzkiej pomocy oraz własnemu zapałowi, przemieniać życie tych najbardziej potrzebujących. 

Zdjęcie: „Artyści dla bezdomnych”, fot. misyjne.pl

Jałmużnik Warszawy  

Przypominają nam jednocześnie, że przez wydawałoby się bardzo proste i przyziemne sprawy można dokonać naprawdę wielkich rzeczy. Kapucyni przygotowują posiłki dla biednych i bezdomnych, ale przede wszystkim są! Są dla tych ludzi, rozmawiają z nimi, spowiadają ich, towarzyszą im na Eucharystii, w życiu generalnie. Robią to nie od święta, nie raz w tygodniu, ale cały rok, codziennie. Ostatnia sobota była jednak dniem wyjątkowym: kapucyni i cała wspólnota przeżywali swoje święto. Świętowali właśnie wtedy, bo w ubiegłym tygodniu Kościół wspominał 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej. W tej grupie jest pięciu kapucynów, a wśród nich bł. Anicet Kopliński. To z tego klasztoru był wzięty do niewoli. Był znany jako niezwykle oddany swej misji i skuteczny jałmużnik. Zbierał pieniądze i dary od zamożnych i rozprowadzał je wśród ubogich stolicy. Stworzył system wspomagania biednych. Już wtedy w całość zaangażowane były setki ludzi, a pomoc docierała do tysięcy. Z tej okazji, by być razem, podsumować to, co się udało i pomyśleć, co jeszcze można zrobić, na dziedzińcu kościoła i klasztoru przy ul. Kapucyńskiej odbyło się spotkanie „Artyści dla bezdomnych”. 

Zdjęcie: „Artyści dla bezdomnych”, fot. misyjne.pl

Kapucyńskie DNA  

Dlaczego artyści? Bo od lat z kapucyni współpracują ludzie kina, teatru, znani i lubiani. To między innymi Radosław Pazura z żoną Dorotą Chotecką. Pomoc biednym nie zakończyła się na Anicecie Koplińskim. Ta misja, można śmiało powiedzieć, wrosła w kapucyńskie DNA. To inicjatywa, która wychodzi z serca braci mniejszych kapucynów – mówi w rozmowie z misyjne.pl Radosław Pazura, fundator Fundacji Kapucyńskiej. Fundacja powstała w 2010 r., by zbierać potrzebne na tę misję środki. Bracia szukali wtedy osoby świeckiej, która będzie mogła założyć Fundację. Duchowni, zakonnicy nie mogli tego zrobić. A Fundacja była potrzebna do tego, by móc stworzyć to, co jest od września ubiegłego roku – mówi Radosław Pazura i wskazuje na budynek za nami:

Zdjęcie: Domu bł. Aniceta Jałmużnika Warszawy, fot. misyjne.pl

Ten dom to coś, z czego Fundacja i wszyscy, którzy ją wspierają, mogą być dumni. To Dom bł. Aniceta Koplińskiego. Jałmużnika miejsce, które było potrzebne już od dłuższego czasu. Potrzebny był kapucyński ośrodek pomocy z prawdziwego zdarzenia – mówi Pazura. 

Na Miodowej najsmaczniej  

Jeśli o warszawskich jadłodajniach mowa, to na mieście mówią, że na Miodowej jest najlepsze jedzenie. Niedawno od albertynki to usłyszałam! – śmieje się Milena Barysz z Fundacji.

Zdjęcie: „Artyści dla bezdomnych”, Milena Barysz z Fundacji Kapucyńskiej i brat Szymon Janowski, fot. misyjne.pl

Kapucyni przygotowują ciepłą strawę dla bezdomnych, biednych, ale na tym się nie kończy. To dopiero wstęp, otwarte drzwi… Gdy pytam, co za tymi drzwiami, co poza posiłkiem, od razu wylicza: Fundacja prowadzi spotkania wieczorne. W środę to spotkania z kulturą, w czwartek ze Słowem, a w piątek manufaktura kapucyńska, rzemiosło, którego efekty można zobaczyć też w sklepie internetowym. Jest magazyn, z którego wolontariusze wydają ubrania bezdomnym, jest punkt medyczny czynny dwa razy w tygodniu. Docenić trzeba to, że kapucyni działają praktycznie cały rok, bez przerwy. Są przecież ośrodki pomocy, które działają od poniedziałku do piątku, niektóre tylko w konkretne święta, a kapucyni cały rok. To naprawdę wymaga i dobrej logistyki i konsekwencji w działaniu.

Zdjęcie: klasztor braci mniejszych kapucynów w Warszawie, fot. kapucyni.warszawa.pl

Odbić się od dna 

Fundacja od czasu, gdy funkcjonuje Dom bł. Aniceta, nabrała jeszcze więcej wiatru w żagle. Warunki, w których byli przyjmowani potrzebujący, powoli zaczynały uwłaczać godności człowieka – mówi Radosław Pazura. Warszawiacy przez lata widywali długą kolejkę, która kończyła się właśnie u kapucynów. Teraz ta kolejka przeniosła się do części klasztoru od strony ul. Kapucyńskiej. Bezdomni mogą w końcu pomieścić się w normalnych warunkach, gdzie mogą zjeść. Mogą poczuć wspólnotowość.

Zdjęcie: „Artyści dla bezdomnych”, posiłki rozdawała m.in. Dorota Chotecka, małżonka Radka Pazury, fot. misyjne.pl

Bracia już od dawna chcieli, by ta pomoc była holistyczna, dogłębna. Chcieli pomagać w sposób integralny, przygotować nie tylko ciepłą zupę, ale zadbać też o duchowość i psychikę – podkreśla aktor i fundator Fundacji. Czy podopieczni Fundacji stają na nogi i czy na tych nogach wychodzą z bezdomności? pytam, a Radosław Pazura odpowiada: Przede wszystkim widzą, że jest takie miejsce, gdzie można znaleźć coś wartościowego, co pozwoliłby spojrzeć na siebie z innego punktu widzenia. Kapucyni pokazują, że można odbić się od dna, że jest ktoś, kto o nich myśli i daje pomysły, z którymi można coś sensownego zrobić. Po to ten dom funkcjonuje i daje efekty, bo mamy przykłady całkowitego wyjścia z bezdomności – dodaje.  

Twarz i nazwisko Pazury  

Radosława Pazurę pytam, czy znana twarz, znane nazwisko pomaga, by dotrzeć do sponsorów, ludzi, którzy chcą wspomóc to dzieło. Coś w rodzaju twarzy funkcjonuje, rzeczywiście. Takie jest moje zadanie, a jakie to przynosi efekty? To już nie zależy od braci ani ode mnie, ale od Tego, który tam na górze rządzi i zsyła łaski na naszą Fundację – odpowiada Pazura. Pytam też, czy działalność w Fundacji traktuje jako spłatę długu za wyjście z trudnej sytuacji sprzed lat. To konsekwencja mojej pracy nad sobą, budowania relacji z Panem Bogiem, ale też otwieranie się na innych, na miłość, którą chce się kierować. Jest tak potężna, że mam nadzieję, że będzie emanować na innych ludzi. 

Zdjęcie: „Artyści dla bezdomnych”, fot. misyjne.pl

Jak można określić duchowość kapucynów? Przede wszystkim prostota, mądrość i wielka miłość. To jest ten duch franciszkanki. Oni wiedzą, co to jest ubóstwo, jak traktować to ubóstwo, jak ono może służyć temu, by pracować nad sobą, jak można przez to ubóstw pomagać innym, którzy są w innym rodzaju ubóstwa – mówi Radosław Pazura.  

W czym mogę Państwu służyć?  

W tym roku był akordeon, zespół rockowy, poezja śpiewana, nawet swing. Była też pomoc prawna. Na początku tego świątecznego dnia na scenę wyszła Kasia Kowalska, młoda prawniczka. Pracuje w stowarzyszeniach, które świadczą bezpłatną pomoc prawną. Służy informacją, gdzie i co można załatwić, gdzie i o co można się starać. To bardzo ważny element pomocy, którą oferują kapucyni. Będę krążyła i każdego zainteresowanego wysłucham. Serdecznie Państwa witam, jestem dla Państwa – zachęcała ze sceny. I już za chwilę, do pani Kasi ustawiła się długa kolejka… 

Zdjęcie: „Artyści dla bezdomnych”, fot. misyjne.pl

 – Posiłek jest pretekstem, by móc spotkać się przy stole – podkreśla br. Szymon Janowski, z którym rozmawiam tuż przy rozpalanym właśnie grillu. Naszych ludzi często zachęcamy do Sakramentu Pojednania. I to daje efekty. Świadectwem niech będą chrzty dorosłych, spowiedzi po wielu latach, nawrócenia. To wspólnota duszpasterska a nie „tylko” jadłodajnia mówi brat Szymon. W Fundacji są bracia, ale i wolontariusze świeccy. Ich zresztą jest większość, wśród nich są i studenci, i klerycy seminarium, są lekarze, są starsi ludzie. Rano najważniejszym zadaniem jest przygotowanie posiłku, wieczorem są kanapki i przygotowanie liturgii, pomoc przy manufakturze. Działają cały rok, siedem dni tygodniu. Okresem, gdy na chwilę wygaszają działalność, jest sierpień. Bezdomni wyruszają wtedy na Jasną Górę, razem z niepełnosprawnymi. Zasada jest taka, że trzech bezdomnych jest odpowiedzialnych za jednego niepełnosprawnego. Na tę pielgrzymkę potrzebujemy: czapki z daszkiem, śpiwory, namioty, ubrania letnie, bieliznę męską i wszystko co się przyda w drodze. Jeśli macie ochotę wesprzeć tych, którym noga się w życiu podwinęła, no to zapraszam!– pisze na swoim Facebooku Milena Arysz z Fundacji.  

fot. misyjne.pl

Po imieniu  

Brata Szymona zapytałem o to, czy jest jakiś średni, statystyczny czas, po którym bezdomny przestaje być bezdomnym, kiedy wychodzi z tej sytuacji, kiedy wraca do społeczeństwa. Nie ma statystycznego bezdomnego, Każdy ma swoją historię, to są indywidualne historie, niekiedy bardzo przedziwne – odpowiada brat Szymon. Ci, którzy pracują w Fundacji w większości znają się po imieniu. Wiedzą, jak z nimi rozmawiać, jak do nich podchodzić. Jesteśmy z nimi, dla nich, jesteśmy jednymi z nich.  

 

Galeria (6 zdjęć)
Zobacz także
Wasze komentarze