Rogalove wariactwo w Poznaniu

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Prawdziwy jest tylko ten z certyfikatem. Ma swoje święto, muzeum i legendę. 11 listopada cukiernicy sprzedają średnio około 300 ton, a ciągu całego roku 500, co daje około 2,5 miliona sztuk. Mowa oczywiście o rogalu świętomarcińskim. 


Legenda głosi, że… 

… w parafii pw. Św. Marcina co roku przed odpustem proboszcz opowiadał swoim parafianom o świętym patronie. Rycerz Marcin jechał na swoim białym koniu. Spotkał przy drodze biedaka, który umierał z zimna. Więc Marcin wziął swój płaszcz, rozdarł go na pół, by jedna część oddać biedakowi. 

Tę historię w 1891 roku usłyszał piekarz Walenty. Przejął się postawą świętego do głębi i chciał w jakiś sposób naśladować jego czyn. Nie miał jednak pojęcia, co mógłby zrobić. Modlił się więc do świętego Marcina, by ten podpowiedział mu jakiś sposób. 

W nocy, dzień przed odpustem, usłyszał przed domem stukot końskich kopyt na bruku. Wyjrzał za próg i zobaczył, jak na pięknym siwym koniu oddala się postać rycerza. Kiedy piekarz zrozumiał, kto to był, zobaczył, że na ziemi leży podkowa. Wtedy w mgnieniu oka pojął, co ma zrobić. 

Całą noc piekł ciastka z makowym nadzieniem, uformowane w kształt podkowy. A następnego dnia po sumie odpustowej rozdał je biednym. 

A historia na to… 

Niektórzy podejrzewają, że zwyczaj pieczenia rogali wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich, kiedy to w czasie jesiennego święta ofiarowano bogom woły lub ciasto uformowane na kształt wolich rogów. Kościół potem przejął ten zwyczaj i połączył go z postacią świętego Marcina. 

W Poznaniu ta tradycja na pewno była już żywa w 1860 roku. Możemy tak powiedzieć, ponieważ w „Dzienniku Poznańskim” z 11 listopada tego właśnie roku znajdziemy reklamę rogala świętomarcińskiego. 

Legenda mówi o piekarzu Walentym. Natomiast historia zapamiętała postać cukiernika Jana Melzera. Jan był obecny na Mszy św., podczas której proboszcz, ksiądz Jan Lewicki, prosił parafian, by wzorem świętego Marcina zrobili coś dla biednych. Cukiernik namówił więc swego szefa, by wskrzesić tradycję. I udało się. Bogatsi poznaniacy rogale kupowali, a biedniejsi dostawali je za darmo. 

Rogalowa tradycja była niezmiennie wskrzeszana także po I i II wojnie światowej. 

Dziś w Poznaniu rogalowe szaleństwo 

Orzechy i gruszki pokrychać drobniuteńko na kawałyszki, mak oparzyć i przemelić przez maszynkę do siekanego. Zaś mak wymojtać razem z masłem, farną i cołką resztą, a na koniec dołożyć ubite na sztram białka – tak mógłby poznaniak podać przepis na nadzienie do rogala. 

Ale aby rogal był prawdziwym rogalem świetomarcińskim, czy też rogalem Marcińskim, musi posiadać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego. 

Rogal może być wytwarzany tylko w Poznaniu i Wielkopolsce zgodnie z określoną procedurą i przepisem. Musi mieć półfrancuskie ciasto i nadzienie z białego maku, cukru, okruchów biszkopta, jajek, margaryny, orzechów, rodzynek, owoców w syropie lub kandyzowanych, wanilii. Jego waga musi oscylować pomiędzy 150 a 250 gram. 

Rogal doczekał się już swojego muzeum. Można tam zobaczyć, jak powstaje, a także samemu zrobić, upiec i oczywiście zjeść. 

 

Ale nie tylko rogale 

Święty Marcin, oprócz Piotra i Pawła – patronów miasta, jest najpopularniejszym poznańskim świętym. Dzień Świętego Marcina jest połączony z obchodami ulicy Święty Marcin. To nie błąd redakcyjny – ulica ma nazwę Święty Marcin, a nie Świętego Marcina, ponieważ wywodzi się od nazwy osady, która kiedyś była w tym miejscu. 

Zdjęcie: korowód świętomarciński w 2015 roku, fot: PAP

Oprócz rogali jest także barwny korowód, któremu przewodzi nie kto inny niż sam święty Marcin, niezmiennie na białym koniu. Na końcu co roku prezydent miasta przekazuje świętemu klucze do miasta. Świętowanie trwa do wieczora. Można uczestniczyć w różnych atrakcjach i koncertach.

Wielu, nie tylko Wielkopolan, przybywa do miasta, by świętować z poznaniakami i oczywiście skosztować świętomarcińskich rogali. 

Rogalove wariactwo w Poznaniu
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze