fot. OMI WORLD/Facebook

Rzym: polski oblat przebiegł maraton w Wiecznym Mieście [+ZDJĘCIA]

Polski oblat, o. Piotr Malczewski OMI, ukończył swój czwarty oficjalny maraton – tym razem w wyjątkowej scenerii Rzymu. Jak sam przyznaje, był to bieg zupełnie inny niż wszystkie dotychczasowe – zarówno ze względu na miejsce, jak i osobiste doświadczenie. W tym samym maratonie uczestniczył również niemiecki oblat, o. Patrick Vey OMI.

Rzymski maraton odbył się w niedzielę 22 marca br. – Oczywiście, przeżywa się taki maraton inaczej. To był mój czwarty oficjalny maraton, ale Rzym jest dla mnie miejscem wyjątkowym. Kocham to miasto, kocham je zwiedzać i oprowadzać po nim ludzi – mówi o. Piotr Malczewski OMI. Dla oblata był to także powrót do miejsca, w którym spędził kilka lat formacji.

Trasa biegu stała się więc nie tylko sportowym wyzwaniem, ale i podróżą przez dobrze znane mu miejsca. – Przez te niecałe cztery godziny zwiedziłem bardzo dużo miejsc, które normalnie odwiedzam, oprowadzając innych. Start niedaleko Koloseum, później pomnik Wiktora Emanuela, Plac św. Piotra, Via della Conciliazione… Nawet próbowałem zrobić zdjęcie Bazyliki św. Piotra w trakcie biegu – opowiada z uśmiechem misjonarz oblat.

fot. arch. Piotra Malczewskiego OMI

Maraton bez przygotowania

Tegoroczny start był o tyle wymagający, że – jak przyznaje o. Piotr – nie czuł się dobrze przygotowany. – W styczniu nie biegałem nic, w lutym tylko trochę. Chciałem po pierwsze przebiec, po drugie dobiec, a po trzecie – jeśli się uda – zrobić to w mniej niż cztery godziny. I to się udało – mówi.

Na starcie stanęło około 36 tysięcy biegaczy z ponad 150 krajów świata, co stworzyło wyjątkową atmosferę. – Przez pierwsze kilometry mijaliśmy chyba sześć, siedem, a może nawet osiem orkiestr – policji, straży pożarnej. Do tego DJ-e, mnóstwo kibiców. Słychać było Włochów, ale też Hiszpanów, Francuzów. Prawie cały świat w jednym miejscu – relacjonuje.

fot. sportograf.com

Choć Rzym kojarzy się z siedmioma wzgórzami, trasa – jak podkreśla – była stosunkowo płaska. Największym wyzwaniem okazała się jednak nawierzchnia. – Około sześć kilometrów biegnie się po niewygodnym bruku – kocich łbach. To jest trudność, trzeba bardzo uważać, żeby nie skręcić kostki – zaznacza polski duchowny. Warunki pogodowe jednak sprzyjały biegaczom. – Na starcie było około ośmiu stopni, na mecie kilkanaście. Idealna pogoda do biegania. Delikatna mżawka na końcówce, ale naprawdę minimalna – dodaje.

„Maraton zaczyna się po 30 kilometrze”

Jak w poprzednich startach, decydujący okazał się moment po przekroczeniu 30 kilometra. – Maraton to nie są dwie „połówki”. Maraton zaczyna się od 30 kilometra. Te ostatnie 12 kilometrów to już walka – dużo się dzieje w głowie, ale nogi dają o sobie znać – tłumaczy.

fot. sportograf.com

W Rzymie ta walka również była obecna. – Myślę, że od 24–25 kilometra zaczynałem czuć spadek energii. Same żele już nie wystarczały, musiałem sięgnąć po izotoniki – mówi o. Malczewski. – Widziałem ludzi, którzy upadali, mieli skurcze, do jednego leżącego biegacza przyjechała karetka. Modliłem się, żeby bezpiecznie dobiec i żeby obyło się bez skurczów. I się udało – podkreśla.

Meta na Circo Massimo przyniosła nie tylko satysfakcję, ale i silne emocje. – Wzruszyłem się, tak jak po pierwszym maratonie. Po prostu – że dobiegłem. A drugi powód – że przebiegłem maraton w Rzymie. Kiedyś bym w to nie uwierzył – przyznaje.

Życie zakonne pomaga w maratonie?

Ojciec Piotr Malczewski OMI zwraca uwagę, że jego powołanie realnie wpływa na sposób przygotowania i przeżywania biegu. – Życie zakonne daje pewną dyscyplinę. Mamy rytm dnia, regularność – i to pomaga zarówno w treningu, jak i w samym biegu – mówi.

Dodaje, że maraton staje się także czasem duchowym. – Miałem prawie cztery godziny wdzięczności. To był też czas modlitwy – zaznacza.

fot. sportograf.com

Zapytany o kolejne wyzwania, oblat jasno określa swoje granice. – Ironman nie wchodzi w grę. Pływanie tylko rekreacyjnie. Maraton jest dla mnie wystarczający – mówi. Plany są jednak konkretne: dwa maratony rocznie – jeden wiosną, drugi jesienią. – Jesienią chcę ponownie pobiec Silesia Marathon. A jeśli chodzi o Rzym… chciałbym tam wrócić i może powalczyć o życiówkę – zapowiada.

Maraton w Rzymie, w obecnej formie organizowany jest od 1995 r. Wyróżnia się wyjątkową trasą prowadzącą przez historyczne centrum miasta – od Koloseum po Plac św. Piotra. Szczególny charakter miała edycja jubileuszowa w 2000 r., gdy start odbył się przy Placu Świętego Piotra, a sygnałem rozpoczęcia biegu były dzwony bazyliki. Wówczas na rozpoczęciu był obecny również św. Jan Paweł II. Dziś wydarzenie przyciąga dziesiątki tysięcy uczestników z całego świata i pozostaje jednym z najbardziej symbolicznych maratonów Europy.

Galeria (4 zdjęcia)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze