fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Stanisława Leszczyńska – „anioł życia” w Auschwitz [ROZMOWA]

– Cały świat zna nazwisko Josefa Mengele – „anioła śmierci” z Auschwitz. Niewielu wie, że w tym samym miejscu był „anioł życia” – Stanisława Leszczyńska. Mała, drobna kobieta, która w świecie przemocy i śmierci pokazała, że miłość i wierność życiu mają ostatnie słowo – tłumaczy ks. Dominik Sujecki, postulator procesu beatyfikacyjnego Stanisławy Leszczyńskiej.

Matka, żona, położna, tercjarka franciszkańska – Stanisława Leszczyńska przez całe życie konsekwentnie wybierała Ewangelię. O tym, dlaczego jej świętość dojrzewała w codzienności opowiada postulator procesu beatyfikacyjnego Stanisławy Leszczyńskiej, ks. Dominik Sujecki.

Anna Gorzelana (misyjne.pl) – Jesteśmy w Łodzi, mieście, w którym urodziła się i zmarła Stanisława Leszczyńska.  Najczęściej kojarzy się ją z hasłem „położna z Auschwitz”, ale to przecież tylko część jej historii.

Ksiądz Dominik Sujecki: – Właśnie – trzeba patrzeć na nią całościowo. Najważniejsze jest to, by nie redukować jej do jednego epizodu, nawet tak dramatycznego jak Auschwitz. Była przede wszystkim matką, żoną, kobietą głęboko wierzącą. Miała własne dzieci, budowała dom, w którym panowała miłość i troska o relacje. To bardzo ważne, bo pokazuje, że jej heroizm nie zaczął się w obozie – on dojrzewał przez lata w codzienności.

Bardzo mocno mnie uderza, że mimo tego, że z własną córką przeszła przez największą fabrykę śmierci, jaką mógł wymyślić człowiek drugiemu człowiekowi czyli niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady, który prowadzili i założyli Niemcy, i gdzie  dokonywali eksterminacji, ona nie pozwalała źle mówić z nienawiścią i wrogością o Niemcach.

Nie patrzyła na narodowość, wyznanie czy język. Miała też wielu przyjaciół żydowskiego pochodzenia. To pokazuje ogromną dojrzałość i wewnętrzną wolność. Jej świętość była świętością codzienności – cierpliwości, wierności, budowania więzi rodzinnych.

Stanisława Leszczyńska z rodziną, fot. prawa zastrzeżone Archiwum Kurii Metropolitalnej w Łodzi

Stanisława Leszczyńska ratowała życie w Auschwitz, ale co to oznaczało w realiach obozowych?

– Kiedy trafiła do Auschwitz-Birkenau, miała najprawdopodobniej przy sobie niemieckie dokumenty potwierdzające jej kwalifikacje jako położnej. To sprawiło, że została skierowana do pracy jakopołozna na bloku położniczym. Wcześniej noworodki były w sposób bestialski topione w beczce z szambem, a następnie wyrzucane w błoto za blok. Leszczyńska w tym świecie skrajnego zła była znakiem sprzeciwu, iskrą ludzkiego dobra i miłości. Przyjmowała porody w nieludzkich warunkach: bez leków, bez narzędzi, bez odpowiednich warunków higienicznych.

Matki były wygłodzone, wycieńczone. Choć wiedziała, że większość dzieci umrze z powodu warunków obozowych, ona nigdy nie pozwoliła na zabicie żadnego dziecka. Co więcej, dzięki niej matki mogły potrzymać dziecko, nadać mu imię. Każde z dzieci chrzciła. Budowała choćby chwilową więź między matką a dzieckiem w miejscu, które miało tę więź unicestwić. To było dbanie o przywracanie godności w sytuacji całkowitego jej odebrania.

Czy takie drobne gesty, jak znakowanie dzieci, by matki mogły je później rozpoznać, też można uznać za element heroiczności?

– Zdecydowanie tak. Każde takie działanie było ryzykiem. Za najmniejsze odstępstwo od rozkazów groziła kara śmierci. Znakowanie dzieci, troska o ich tożsamość, o pamięć o nich, było aktem odwagi i sprzeciwu wobec systemu. To pokazuje nie tylko jej heroizm, ale i głęboką moralną konsekwencję. Właśnie takie postawy są dziś analizowane w procesie beatyfikacyjnym jako przejawy heroiczności cnót.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Podstawą otwarcia procesu beatyfikacyjnego może być ofiarowanie życia, męczeństwo albo heroiczność cnót – jak było w tym przypadku?

– Nie mówimy o męczeństwie, bo nie zginęła w obozie. Proces dotyczy heroiczności cnót w całym jej życiu. Stanisława Leszczyńska nie jest kandydatką na ołtarze za to, co się stało od zesłania do obozu koncentracyjnego, aż do momentu, kiedy obóz został wyswobodzony, ale za całe jej życie. Za to, jakim była człowiekiem, jak przyjmowała Ewangelię w swoim życiu i jak ją praktykowała na co dzień, w każdym miejscu.

Chodzi o to, jak przeżywała Ewangelię na każdym etapie: jako młoda dziewczyna, jako żona i matka, jako studentka szkoły położnych w Warszawie, jako położna chodząca do rodzących kobiet także w nocy, jako więźniarka obozu, a potem jako kobieta, która po wojnie wróciła do pracy i dalej służyła życiu. Całość jej postawy – spójność życia z wiarą – jest kluczowa dla osoby, która szczególnie dzisiaj może być dla nas przykładem matki, realizującej się również zawodowo, w każdym momencie chroniącej życie nienarodzonego dziecka.

A czy zachowały się świadectwa jej życia duchowego, z których moglibyśmy się dowiedzieć, jak wyglądała relacja służebnicy Bożej z Bogiem?

– Wiemy, że należała do Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego, była osobą głęboko zakorzenioną w duchowości. Regularnie uczestniczyła w Eucharystii, modliła się, praktykowała konkretne formy pobożności. Zachował się jej brewiarz tercjarski, który odmawiała przez lata. Należała także do różnych bractw, m.in. związanych z Dzieciątkiem Jezus. Jej duchowość nie była spektakularna – była wierna, codzienna, konsekwentna. I właśnie ta zwyczajność jest niezwykle wymowna.

fot. prawa zastrzeżone Archiwum Kurii Metropolitalnej w Łodzi

Sprzeciwiła się bezpośrednio Josefowi Mengele. Jak dziś możemy naśladować taką odwagę?

– W sytuacji absolutnie skrajnej powiedziała jednoznacznie: „Nie wolno zabijać dzieci”. Bez żadnego „ale”. Dziś nie żyjemy w realiach obozu, ale stoimy wobec wielu moralnych wyzwań. Każdy świadomy wybór życia, każda decyzja podjęta bez kompromisu ze złem, jest naśladowaniem takiej postawy. Heroizm nie zawsze ma wymiar spektakularny – czasem jest to konsekwencja w codziennych decyzjach.

Stanisława Leszczyńska jest jedną z kilku Polek, które mogą być dla nas wzorem ochrony życia. Myśli Ksiądz, że położne lub właśnie obrońcy życia mogą mieć w niej swoją patronkę?

Jak najbardziej. Choć proces beatyfikacyjny nie zakłada z góry konkretnego patronatu. To Kościół i wierni odkrywają z czasem, w czym dana osoba jest szczególnym wzorem. Już dziś można powiedzieć, że jest inspiracją dla środowiska medycznego, dla położnych, dla pielęgniarek, dla matek – zarówno oczekujących dziecka, jak i tych, które się o nie starają czy zmagają się z trudnościami. Ale jej świadectwo jest uniwersalne – dotyczy wierności powołaniu i ochrony życia na każdym etapie. Myślę, że za każdym razem, kiedy dzisiaj współczesny człowiek wybiera życie bez żadnego „ale”, wybiera drogę naśladowania miłości Pana Boga, miłości Chrystusa, ale również postawę sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Jakie mamy świadectwa dotyczące jej życia rodzinnego?

– Zostały one zebrane w czasie procesu beatyfikacyjnego i opublikowane wcześniej m.in. w książce „Macierzyńska miłość życia”. Jej bliscy wspominają ją jako osobę kochającą muzykę i kwiaty. W domu śpiewano, grano, pielęgnowano relacje. Była autentyczną kobietą z krwi i kości – nie tylko „położną z Auschwitz”. Jej synowie przekazali wiele świadectw o jej zyciu

Na jakim etapie jest obecnie proces beatyfikacyjny Stanisławy Leszczyńskiej?

Etap diecezjalny zakończył się 11 marca 2024 roku, w 50. rocznicę jej śmierci. Dokumenty zostały przekazane do Watykanu i są analizowane. Jeśli zostanie potwierdzona heroiczność cnót, otrzyma tytuł czcigodnej sługi Bożej. Do beatyfikacji potrzebne będzie jeszcze potwierdzenie cudu za jej wstawiennictwem.

Co dziś może nam dać historia Stanisławy Leszczyńskiej jako zaangażowanej społecznie świeckiej kobiety, a zarazem matki?

– Pokazuje, że można łączyć życie rodzinne, zawodowe i społeczne w harmonii. Miała czworo dzieci, pracowała jako położna, angażowała się społecznie. Jej życie pokazuje, że praca nie stoi w sprzeczności z powołaniem do rodziny. Uczy wierności wartościom, odwagi w obronie życia i budowania cywilizacji miłości w codzienności. Jeśli ktoś doświadczył łaski za jej wstawiennictwem, prosimy aby zgłosił to do Kurii Metropolitalnej w Łodzi.

fot. prawa zastrzeżone Archiwum Kurii Metropolitalnej w Łodzi

Dziś powinniśmy budować cywilizację miłości, do której często nas zachęcał Święty Jan Paweł II. Cały świat zna lekarza, pseudo-lekarza Józefa Mengele, który był „aniołem śmierci” w Auschwitz-Birkenau, dokonywał pseudonaukowych eksperymentów medycznych na ludziach, którzy tam przebywali. A nie wszyscy wiedzą, że w Auschwitz-Birkenau był też „anioł życia” – Stanisława Leszczyńska, mała, drobna kobieta, która przeciwstawiła się złu i swoją postawą pokazała, że miłość, życie potrafi zwyciężyć zło, śmierć.

W dzisiejszym świecie powinniśmy takie postawy ukazywać współczesnym ludziom. Powinniśmy promować pozytywnych bohaterów, którzy czasem są anonimowi, cisi lub niezauważeni, a robią wspaniałe, wielkie, heroiczne rzeczy.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze