Fot. YouTube

Tomasz Terlikowski: polski katolicyzm staje się coraz mniej racjonalny [OPINIA]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Już od dzisiaj zniesiony został limit osób, które mogą przebywać w kościele. To nie znaczy, że nie należy zachowywać środków ostrożności: dalej nakazany jest odstęp 2 metrów między wiernymi oraz zakrycie twarzy. Jednak brak limitowania wstępu do świątyni, szczególnie w wigilię Zesłania Ducha Świętego, wielu przyjmuje jako dobry symbol, znak, że „wraca normalność”. Czy aby na pewno wraca to, co było przed pandemią? O to zapytaliśmy publicystę i dziennikarza Tomasza Terlikowskiego.  

>>> Tomasz Terlikowski: Kościół stracił wiarę [ROZMOWA]

 Nie chciałbym być złym prorokiem, Kasandrą, która wieszczy straszne rzeczy, ale mam wrażenie, że okres lockdownu i związane z nim religijne ograniczenia, a także błędy, jakie jako wspólnota popełniliśmy w tym czasie, mogą się stać realnym momentem przełomu, od którego zacznie się błyskawiczna laicyzacja – mówi wprost już na początku Tomasz Terlikowski. Dziennikarz dodaje, że nie musi ona wyglądać jakoś niezwykle zjawiskowo, nie musi się wiązać z radykalnym wzrostem zachowań agresywnych, a może jedynie objawić się rosnącą obojętnością, wyznawaniem religii tumiwisizmu i wreszcie radykalnym spadkiem liczby osób realnie praktykujących. Tomasz Terlikowski podkreśla, że z każdym z tych zjawisk mamy już do czynienia, ale „»zatrzymanie świata« i Kościoła może to zjawisko ujawnić i przyspieszyć”. 

>>> Ks. Andrzej Kobyliński: pandemia przyspieszy galopującą laicyzację młodego pokolenia [OPINIA]

Gorszy pieniądz  

Dlaczego nasz rozmówca swoją wizję maluje raczej w ciemnych barwach? Powodów jest kilka. – Związane z tradycją, zwyczajem, społecznym przymusem „chodzenie na niedzielną mszę świętą” bardzo łatwo jest przerwać, właśnie przy pomocy dyspensy i stopniowego „odzwyczajania się” od tego, co zawsze w tygodniu się robiło – mówi publicystaTerlikowski przewiduje»Wygodniejsze« formy spełniania »niedzielnego obowiązku«, w szlafroku i kapciach przed telewizorem, jak gorszy pieniądz wypiera lepszy, wypierają pełne uczestnictwo, a gdy jeszcze dodatkowo  w dobrej wierze – część duchownych przekonuje, że Komunia duchowa jest tak samo dobra, jak ta sakramentalna, a udział wirtualny to coś niesamowitego, to nie widać powodów, by wracać do świątyńDziennikarz  ocenia, że istnieje poważna obawa, że pewna grupa letnich katolików już na cotygodniową mszę świętą nie powróci i nauczy się samodzielnie dyspensować od „niedzielnego obowiązku”. 

fot. EPA/MATTEO BAZZI

>>> Justyna Nowicka: wiara na pandemicznym zakręcie 

Metoda „na twierdzę” 

Na tym, niestety, nie koniec.  Jeśli do tego dołożyć wyraźnie (choć nie wiem, na ile świadomie) przyjętą przez większość biskupów i znaczącą część duchowieństwa strategię duszpasterską „utwierdzania twardych” i przekonywania do bycia „obleganą twierdzą”, a także świadomość odpływu młodzieży  to obraz zagrożenia, z jakim przyjdzie się nam zmierzyć, staje się poważny – ocenia Terlikowski. Publicysta  powagę sytuacji widzi głównie w tym, że nic nie wskazuje na to, by powstawał program realnej nowej ewangelizacji młodszych i starszych utraconych w ostatnich latach.  A strategia odrzucania ich chamskimi, pozbawionymi empatii, politycznie zaangażowanymi czy kompletnie nierozumiejącymi ludzi świeckich wypowiedziami działa w odwrotnym kierunku – mówi wprost Terlikowski 

>>> Robert „Litza” Friedrich: Kościół jest teraz otwarty bardziej niż kiedykolwiek [OPINIA]

Poważne braki… 

Terlikowski wskazuje też na pewne braki w treściach homilii i rozważaniach, których przecież w przestrzeni wirtualnej była cała masa.  Szkoda, że w czasie pandemii nie słychać było mocniej nauczania o rzeczach ostatecznych, o śmierci, sądzie Bożym, niebie i piekle, bowiem to nauczanie  poza  kontekstem gróźb w sytuacji grzechu  jest coraz mniej obecne w kaznodziejstwie – ocenia Terlikowski. Dodaje też, że poważnym brakiem było też niemal całkowite milczenie na temat Bożej Opatrzności, „która nad nami czuwa, ale też Boskiej wszechwiedzy, która sprawia, że nawet niezrozumiałe dla nas wydarzenia mogą być sensowne i mogą wpisywać się w historię zbawienia”. Na koniec obrywa się też samym duchownym, osobom konsekrowanym.  Powszechność, także wśród księży i sióstr zakonnych, spiskowych teorii na temat Covid-19 wyrasta właśnie z tego zaniedbania i uświadamia, że polski katolicyzm staje się coraz mniej racjonalny, co także oznacza coraz mniej atrakcyjny. Wszystko to razem nie nastraja optymistycznie – konkluduje nasz rozmówca.  

Zobacz także
Wasze komentarze