Fot. cathopic.com

Trzy rzeczy, których nie warto robić w Wielkim Poście

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Rozpoczynamy 40 dni duchowej walki przygotowującej nas na przeżycie Wielkiejnocy. Wraz z Jezusem wyjdziemy na pustynię, by spotkać się z prawdą o samym sobie. Kościół zachęca nas w tym czasie do podejmowania różnych działań. A czego lepiej nie robić w Wielkim Poście?

Po pierwsze: nie rezygnuj ze swojego dotychczasowego życia

>>>Franciszek: wyłącz telewizor, otwórz Biblię

Na początku Wielkiego Postu zewsząd dochodzą do nas wezwania do wielkiej zmiany swojego życia. Chciałoby się nawet powiedzieć, że to wezwania do zmiany całego życia. Tymczasem… Bogu nie zależy na tym, by przy świątecznym stole Jana Kowalskiego zastąpiła jakaś wersja premium Jana Kowalskiego. Nie, Bóg chce w trakcie Paschy spotkać dokładnie Ciebie – takiego, jaki jesteś na co dzień. Dlatego Wielki Post nie polega na tym, by radykalnie odrzucić swoje dotychczasowe życie. W tym czasie chodzi o to, by ulepszać to życie, które mamy. I w tym czasie chodzi też o to, by pomimo wezwań do postu, jałmużny i pokuty – normalnie żyć. Czyli: nie zawalać swoich obowiązków.

Fot. unsplash.com

Nie mamy więc w imię wielkich duchowych przeżyć, nawet tych najbardziej mistycznych, rezygnować z pracy, nauki i swoich domowych obowiązków. Wielki Post nie jest bowiem usprawiedliwieniem od codzienności. Nie chodzi w nim o postawę typu „będę się non stop modlił, więc nie znajdę na nic innego czasu”. Nie. Wielki Post ma się rozgrywać w Twoim tu i teraz. Nikt nie wstrzyma Twojej pracy czy szkoły, żebyś Ty w komfortowy sposób mógł sobie duchowo kontemplować ten czas. Byłoby to zwyczajnie absurdalne. Zatem, w Wielkim Poście nie masz rezygnować ze swojego dotychczasowego życia. Bo tylko – i zarazem aż – to właśnie życie masz. To Ty przeżywasz ten czas, nie Twoja wersja premium.

Po drugie: nie rezygnuj z siebie i z… przyjemności!

>>>WEŻ UDZIAŁ W NASZEJ AKCJI. Kliknij tu i wylosuj swego „Misjonarza na post”

Wielki Post to czas pokutny, to fakt. Ale znów – nie oznacza to, że nagle przez 40 dni mamy żyć o chlebie i wodzie czy klęczeć przez pół dnia. A tym bardziej nie chodzi o to, by się biczować albo podejmować inne cielesne praktyki pokutne, tak popularne w dawnych wiekach (najlepiej jeszcze tak, by inni zdecydowanie mieli okazję zobaczyć, jak „pościmy”). Nie. To nie ma być czas, który zakończymy tak duchowo, fizycznie i psychicznie potargani, że naszym jednym marzeniem będzie zwykły odpoczynek i „święty spokój” (a o jakimkolwiek „przeżywaniu” Wielkiejnocy nawet nie będziemy mieli ochoty myśleć…). Wielki Post nie ma pozbawić nas sił – ma nam ich dodać. Dlatego, jeśli damy się przeczołgać tak, że nie będziemy mieć w sobie żadnej energii – to taki post będzie totalnie nietrafiony. Będzie bezowocny. Oczywiście, warto sobie coś konkretnego postanowić na ten czas. Coś, co nas w jakiś konkretny sposób dotknie. To może być jakieś wyrzeczenie fizyczne, ale nie tylko. Każdy z nas zna siebie najlepiej i wie, co go zaboli. Poprzeczka powinna być postawiona wysoko – ale musi być też dla nas osiągalna. Bo jak założymy sobie zbyt wiele – to w pewnym momencie może się to skończyć spektakularnie – porażką.

Fot. pixabay.com

Zatem, z jednej strony postanowienia, a z drugiej znów… normalność. To nie ma być dla nas czas wielkiej smuty. Przecież zaczyna się zaraz wiosna, przyroda budzi się do życia, wlewa się w nas nadzieja. Nawet nienaturalnie byśmy wyglądali, gdybyśmy na to nie reagowali. Gdybyśmy byli w tym czasie wiecznie smutni – „bo przecież mamy Wielki Post”. Zatem, bądź w tym czasie sobą, miej jakieś postanowienia, ale miej też czas na swoje przyjemności. Chcesz iść do kina? Idź! Masz ochotę na spacer? Idź? Chcesz spędzić godzinę z ulubioną książką? Czytaj! Przyjaciel chce się umówić na kawę? Spotkaj się! Nie masz się w czasie postu zrobić duchowym zombie. Paradoksalnie, może dla niektórych – zwłaszcza tych zapatrzonych w pracę – dobrym postanowieniem będzie właśnie znalezienie każdego dnia chwili dla siebie?

Po trzecie: nie zapominaj o Bogu

Na koniec zostawiłem najważniejszą radę – byśmy w czasie Wielkiego Postu nie zapominali o Bogu. Ktoś pomyśli, że napisałem coś bardzo oczywistego. Przecież Wielki Post jest z zasady religijnym czasem, a więc „kręci się” wokół Boga. Tak jest, to fakt. Ale my, po ludzku, potrafimy często odrzeć ten czas z całego sacrum i uczynić go czasem profanum – i to pomimo realizacji często licznych postanowień. Mamy tendencję do tego, by zmieniać Wielki Post z czasu realnej przemiany na 40-dniowy turnus duchowego fitnessu. Takich ćwiczeń, po których „mam się poczuć lepiej”. Tyle, że nie o to w poście chodzi. Nie chodzi w nim o to, żeby poczuć się lepiej, tylko żeby odkryć prawdę o sobie w towarzystwie Boga. Wszystko, co robimy w tym czasie, powinniśmy przepuścić przez taki Boży pryzmat.

Fot. unsplash.com

Mamy się zastanowić, czy robimy coś dla siebie czy dla Boga. Robienie czegoś dla siebie nie jest złe. Chcesz się odchudzić, bo chcesz lepiej wyglądać? Odchudzaj się! Chcesz popracować nad porannym wstawaniem, żeby mieć dla siebie więcej czasu? Pracuj nad tym! Ale nie musisz do tego dodawać ideologii pod tytułem „takie mam postanowienie wielkopostne”. Ale jeśli robisz coś z racji Wielkiego Postu – to powinieneś to robić ze względu na Boga i miłość do Niego. Zmieniasz nawyki żywieniowe – ale nie po to, by lepiej wyglądać i podobać się sobie i innym (to mogą być argumenty z dalszego planu). Zmieniasz je, bo chcesz potraktować serio dar życia, który podarował Ci Bóg. Postanawiasz segregować śmieci i wyrzucać mniej jedzenia – ale nie dlatego, że inni tak robią i modne jest teraz bycie eko. Robisz to, bo chcesz uszanować świat, który stworzył Bóg i powierzył go Twojej opiece. Zatem, to najważniejsza rada: w Wielkim Poście nie zapominaj o Bogu. Wtedy ten czas będzie na pewno owocny. I zaskakujący – o czym z pewnością przekonasz się w czasie świąt! Dobrego Wielkiego Postu!

Zobacz także
Wasze komentarze