fot. Prywatne Oratorium
Tutaj po lekcjach dzieci nie spieszą się do domu. Spędzają czas w oratorium salezjanek [REPORTAŻ]
Choć lekcje w szkole już się skończyły, dzieci nie spieszą się do domu. Wręcz przeciwnie, pukają do drzwi oratorium, zanim jeszcze oficjalnie się otworzy. Dlaczego? Bo tu nikt do niczego nie zmusza, a każdy może być sobą. Tak wygląda codzienność w oratorium sióstr salezjanek w Ostrowie Wielkopolskim.
Na początku nowego roku umówiłam się na spotkanie z siostrą Angeliką Piechocką FMA, która pracuje w Oratorium dla Dzieci i Młodzieży prowadzonym przez siostry salezjanki w Ostrowie Wielkopolskim. Placówka ta działa w Zespole Szkół Sióstr Salezjanek, przed którym widać akurat wielu młodych ludzi, którzy właśnie skończyli lekcje.
Spotykam się z siostrą w portierni, a stamtąd przechodzimy kilkoma korytarzami do miejsca, w którym zaledwie wczoraj można było spotkać niemal pięćdziesięciu uczniów. I tak jest tutaj dwa razy w tygodniu.
Oratorium w Ostrowie Wielkopolskim w takiej formie, w jakiej funkcjonuje dziś, działa od roku, jednak – jak podkreśla moja rozmówczyni – sama historia tego miejsca jest znacznie dłuższa.
>>> Święta Rodzina jako plan na życie. Jak działa szkoła dla uczniów-misjonarzy? [ROZMOWA]

– Wcześniej to były tylko sobotnie spotkania, raz w miesiącu, ale oratorium działa od ponad 30 lat. Początkowo znajdowało się w Domu Zakonnym przy ul. Skorupki 56, gdzie mieszkała wspólnota sióstr i gdzie dzieci i młodzież uczęszczały do codziennego oratorium, które już od samego początku działało prężnie – wyjaśnia.
Siostra Angelika jest związana z oratorium w Ostrowie już czwarty rok. Sama zaznacza, że choć to stosunkowo krótki czas w porównaniu z wieloletnią obecnością sióstr w tej placówce, to wystarczający, by zobaczyć, jak bardzo to miejsce wpływa na dzieci i na nią samą.
Jak przyznaje siostra – codzienność w oratorium jest bardzo nieprzewidywalna i dynamiczna. Dzieci przychodzą do placówki na godzinę 15.00. Salezjanka jest na miejscu już godzinę wcześniej i czasem się zdarza, że uczniowie, którzy spędzają czas na świetlicy – pukają do drzwi już o czternastej, by pomóc wszystko przygotować.

– Po przyjściu jest czas na naukę i odrobienie lekcji. Jeśli ktoś zajmuje się tym dłużej, reszta uczestników oratorium stara się zachować ciszę, by mógł się skupić. Następnie przychodzi pora na kółka zainteresowań, których mamy naprawdę bogatą ofertę. Jest język chiński, układanie klocków Lego, zajęcia kulinarne, sportowe, plastyczne i kreatywne. Wszystko po to, aby dzieci mogły rozwijać swoje talenty. Jest też czas na wspólny śpiew. Mamy słówko, które w tradycji salezjańskiej jest momentem kluczowym. To krótkie, codzienne przesłanie wychowawcze wywodzące się z tradycji św. Jana Bosko. Zawiera prostą myśl, radę lub przykład, który ma pomagać w dobrym przeżywaniu dnia – szczególnie w rozwoju moralnym, duchowym i społecznym młodych ludzi. Każdy może też zjeść podwieczorek. Czasami przygotowuje go grupa kulinarna, a innym razem nasi wolontariusze. Ostatnie 45 minut każdy spędza tak, jak chce. Chociaż zdarza się, że organizujemy wtedy tak zwaną akcję dnia. Na przykład wczoraj przygotowywaliśmy maski karnawałowe na nasz bal, który odbędzie się już niedługo – opowiada siostra Angelika.
Każdego dnia dzieci mają możliwość wyboru, co chcą robić, a ten wybór jest jednym z kluczowych elementów wychowawczych.
>>> Oborniki Śląskie: proboszcz, który śpiewa gospel i parafia z sercem [ROZMOWA]
Patrzeć na drugiego człowieka
Choć mogłoby się wydawać, że oratorium jest przeznaczone wyłącznie dla dzieci ze szkoły prowadzonej przez siostry salezjanki, to nic bardziej mylnego – wspólnie z salezjańskimi wychowankami mogą spędzać czas uczniowie z innych placówek.

– Większość to rzeczywiście dzieci z tej szkoły, ale są też dzieci z zewnątrz, z innych szkół w Ostrowie. One przyciągają kolegów, koleżanki, kuzynów, więc oratorium się rozszerza.
Moja rozmówczyni, zapytana o to, dlaczego dzieci chcą tu przychodzić mimo wielu godzin spędzonych wcześniej w szkole, odpowiada bez wahania: „Chyba chodzi o klimat. O to, że nie ma przymusu. Dzieci mogą się zaangażować, mogą wybrać, co chcą robić. Ale też zawierają tutaj przyjaźnie i same bardzo się starają, by to miejsce było domem”.
W życiu oratorium czynnie biorą udział siostry ze wspólnoty: od najstarszej, siostry Zofii, która pomaga i towarzyszy dzieciom w ich oratoryjnej codzienności, poprzez siostry prowadzące kółka zainteresowań (np. s. Weronika, która poprzez kółko kreatywne wprowadza dzieci w świat Biblii), aż po siostry, które w miarę swoich możliwości wspierają codzienną działalność oratorium.

W działanie oratorium bardzo angażują się też rodzice podopiecznych oraz animatorzy. Widząc przestrzeń, w której dzieci czują się dobrze – chcą dać coś od siebie, przynoszą produkty na podwieczorek, pieką ciasta. Pomagają, jak mogą, by atmosfera była tutaj bardzo rodzinna. Bez nich nie byłoby tak wielu różnych kółek zainteresowań i tak ciekawych form spędzania wspólnie czasu.
Oratorium jest też miejscem rozmów, często takich na ważne tematy.
– Wielokrotnie słyszałam rozmowy dzieci o przyszłości, o tym, że nie wiedzą, co będą robić, że może chciałyby być siostrami albo świętymi. To są rozmowy, które bardzo mnie dotykają. Podobnie jest, gdy rozmawiam z młodzieżą. Dla nich są piątkowe popołudnia. Z nimi nie tylko w coś gramy, ale rozmawiamy na nieco trudniejsze tematy. Tutaj mają możliwość wygadania się i są wysłuchani. A widząc, z czym się mierzą i że często z tym wszystkim są pozostawieni sami sobie – czuję, że jesteśmy im jako siostry oraz jako oratorium bardzo potrzebni – przyznaje siostra Angelika.
W oratorium dzieci uczą się także wzajemnej pomocy. Zaledwie dzień przed moimi odwiedzinami jedno dziecko pomagało drugiemu w lekcjach. – Oni uczą się tutaj patrzeć na drugiego człowieka – słyszę.
>>> Nawet jeśli tylko jedno z naszych dzieci wyjdzie na prostą, to będzie sukces [REPORTAŻ]
To jedno miejsce
O oratorium dowiedziałam się z Facebooka, na którym wyświetliła mi się informacja dotycząca zbiórki utworzonej przez siostry na portalu siepomoga.pl. W taki sposób salezjanki chcą pozyskać pieniądze konieczne na rozbudowę placówki, w której dziś trudno o to, by bez problemu pomieściły się w niej wszystkie dzieci.

– Mamy jedno pomieszczenie, które jest już za ciasne dla naszej pięćdziesiątki. Chociaż na liście mamy około stu trzydziestu dzieci. Jeśli przyjdą prawie wszystkie, to naprawdę trudno nam się pomieścić, więc widzimy, że remont jest konieczny – tłumaczy s. Angelika.
Plany na wyremontowane sale są konkretne. Jedna sala będzie przeznaczona do nauki oraz do odrabiania zadań domowych. To w niej dzieci będą miały możliwość nauki i pracy w ciszy i skupieniu. W drugim pomieszczeniu mają natomiast znajdować się piłkarzyki i bilard. Zostanie w nim stworzona przestrzeń dla młodzieży.

Przed utworzeniem zbiórki siostry wzięły udział w szkoleniu zorganizowanym przez platformę siepomaga.pl, które było skierowane do podmiotów kościelnych i zgromadzeń zakonnych.
– Cieszymy się z każdej złotówki, którą otrzymamy. My nie znamy wszystkich osób, które nas wspierają, ale za wszystkie się modlimy. Wczoraj powiedziałam dzieciom, że jest już osiemdziesiąt osób, które nam pomagają. Bardzo się ucieszyły. A zaledwie przed naszą rozmową wydarzyła się bardzo wzruszająca sytuacja. Przyszedł do mnie jeden z naszych uczniów i powiedział, że chcą razem z siostrą wesprzeć naszą zbiórkę. W takich chwilach mam łzy w oczach – przyznaje siostra Angelika.
W oratorium odbył się już jeden remont sali, w której obecnie przebywają dzieci. Włączyli się w niego wychowankowie oraz rodzice. Teraz jest podobnie – ktoś, kto nie ma możliwości wsparcia zbiórki finansowo, mówi, że przyjdzie pomóc przy malowaniu albo sprzątaniu. Wiele osób czuje odpowiedzialność za to jedno, wyjątkowe miejsce.
Bóg wie najlepiej
Chociaż oratorium i szkoła prowadzone są przez siostry salezjanki, to wiara tutaj nie jest wymagana. Niektórzy uczniowie i podopieczni są wierzącymi katolikami, inni wyznają inne religie.
– Mówimy wszystkim: uszanuj to, że my wierzymy. Nie musisz się z nami modlić. To daje przestrzeń do tego, by każdy czuł się u nas przyjęty. I rzeczywiście udaje się nam stworzyć atmosferę pełną szacunku.
Moja rozmówczyni sama jest wychowanką salezjańskiego oratorium. I – jak wspomina – doświadczyła czegoś podobnego, czego dziś doświadczają dzieci w Ostrowie.

– Zachwyciłam się w pewnym momencie swojego życia księdzem Bosko i jego działalnością. Wtedy jeszcze nie planowałam wstąpić do zgromadzenia. Teraz, kiedy już sama jestem odpowiedzialna za oratorium, widzę, ile wysiłku trzeba włożyć w to, by dobrze funkcjonowało. Ale ten wysiłek później pięknie owocuje. W dodatku udało nam się stworzyć w Ostrowie przestrzeń, w której ja sama się rozwijam, zmieniam i wzrastam. Uczę się też tutaj cierpliwości i elastyczności, bo często chciałabym coś zrobić po swojemu, na przykład ubrać choinkę albo posprzątać. Ale już wiem, że to, czego chcą dzieci, niekoniecznie musi być tożsame z moimi planami i że oni może robią niektóre rzeczy dłużej, ale też dobrze. Co ciekawe, jeszcze zanim zostałam salezjanką, przyjechałam do naszego ostrowskiego oratorium jako animatorka salezjańska, by razem z jednym księdzem głosić rekolekcje wielkopostne. I nawet wtedy nie myślałam o tym, że kiedyś będę za to miejsce odpowiedzialna – podsumowuje siostra Angelika.













| Galeria (13 zdjęć) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Hospicjum dla dzieci w Olsztynie – aniołowie stróżowie mają tu dyżur całą dobę [REPORTAŻ]
„Chłopcy muralowcy” odmieniają Wrocław i kościoły [REPORTAŻ]
DPS dla dzieci i dorosłych w Sieradzu. „Tutaj cuda się zdarzają” [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny