fot. cathopic/Angie Menes

Uczeń-misjonarz to ten, który jest zakochany w tym, co głosi

Pragnienie przyciągania do Chrystusa nowych ludzi musi być tożsame z pragnieniem bycia coraz bardziej w Nim zakorzenionym. Czyli z pragnieniem bycia coraz bardziej zaangażowanym w bycie uczniem. Jedno nie może istnieć bez drugiego. 

Hasło bieżącego roku duszpasterskiego to „Uczniowie-misjonarze”. Ale co to tak naprawdę oznacza? 

Nie godzić się na przeciętność 

Wszyscy „jesteśmy wezwani, by wzrastać jako ewangelizatorzy. Jednocześnie starajmy się o lepszą formację, o pogłębienie naszej miłości i jaśniejsze świadectwo Ewangelii. (…) Serce twoje wie, że życie nie jest takie samo bez Niego, dlatego to co odkryłeś, to co pomaga ci żyć i co daje ci nadzieję, powinieneś przekazywać innym. Nasza niedoskonałość nie powinna stanowić wymówki. Przeciwnie, misja stanowi stały bodziec, aby nie godzić się z przeciętnością i stale wzrastać – pisze papież Franciszek w adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium (121). 

To właśnie świadomość, że to, co uczeń przeżył i przeżywa w relacji z Bogiem nie jest darem tylko dla niego samego, ale jest także darem dla wszystkich, których spotyka, sprawia, że uczeń może znaleźć dla siebie motywację do duchowego wzrastania. Nie chodzi więc o to, by zadowolić się średnią krajową, a może nawet pocieszyć się, że na tle średniej krajowej to nie jest ze mną tak źle, ale o to, by naprawdę się zaangażować. 

Nie posiadanie, ale poszukiwanie 

Franciszek w czasie rozważania przed modlitwą Anioł Pański 13 lutego 2022 r. mówił, że tożsamość ucznia określają biblijne błogosławieństwa. Mówił także, że często być może słuchamy Jezusa, ale nie idziemy za Nim, ponieważ jesteśmy zbytnio przywiązani do własnych idei i pewników, do własnej logiki, a Bóg często mówi językiem paradoksów. „To nie Bóg ma wejść w naszą logikę, ale my w Jego” – podkreślił wtedy papież. 

Kim jest więc uczeń? Jest tym, który ryzykuje wejście w logikę Boga, gdzie błogosławieni, są ubodzy. To oni mają prawdziwe bogactwo. Dotyczy to spraw materialnych ale „to ubóstwo jest również postawą w odniesieniu do sensu życia. Uczeń Jezusa nie myśli, że go posiada, że już wszystko wie – ale wie, że musi się uczyć każdego dnia. Dlatego jest osobą pokorną, otwartą, wolną od uprzedzeń i rygoryzmu” – mówił papież. 

Kiedy uczeń zostawia swoje kalkulacje, nie zabezpiecza się swoimi pomysłami, swoją logiką. Jest otwarty na to, by Ewangelia go kształtowała.  

>>> Gdy zakonnik zostaje misjonarzem [MISYJNE DROGI]

Ten, który ma inicjatywę  

W adhortacji Evangelii gaudium papież Franciszek wymienia także cechy, a zarazem etapy bycia uczniem: „Kościół «wyruszający w drogę» stanowi wspólnotę misyjną uczniów, którzy przejmują inicjatywę, włączają się, towarzyszą, przynoszą owoc i świętują” (24). A zatem, uczeń to ten, który podejmuje inicjatywę ewangelizacji, włącza się w misję Kościoła, który od 2000 lat głosi Słowo. A także towarzyszy innym na drodze do Boga, sprawdza, czy jego działanie przynosi owoce, i potrafi cieszyć się nawet z najmniejszego owocu. 

Dalej, także mówiąc o wspólnocie ewangelizacyjnej, papież wymienia kolejne cechy ucznia. Uczeń to ten, który wchodzi w codzienność innych, zbliża się do nich i nie tworzy dystansu. Poza tym nie przychodzi z pozycji siły, nie jest kimś wszechwiedzącym, „uniża się aż do upokorzenia, jeśli to jest konieczne”. Przychodzi także, by dotykać ran Chrystusa, które są obecne w życiach i sercach innych ludzi. 

fot. PAP/EPA/MASSIMO PERCOSSI

Franciszek pisze także, że „ewangelizacja wymaga cierpliwości i uwzględniania ograniczeń”, a więc i uczeń powinien mieć taką postawę. „Siewca, widząc wyrastający kąkol pośród ziarna, nie reaguje, lamentując i wszczynając alarm. Znajduje sposób, aby Słowo wcieliło się w konkretnej sytuacji i wydało owoce nowego życia, chociaż pozornie wyglądają na niedoskonałe lub niedokończone. Uczeń jest zdolny ofiarować całe życie i ryzykować nim aż po męczeństwo jako świadectwo Jezusa Chrystusa, ale jego marzeniem nie jest przysporzyć sobie nieprzyjaciół, ale raczej to, aby Słowo było przyjmowane i ukazało swą wyzwalającą i odnawiającą moc. W końcu, radosna wspólnota ewangelizacyjna potrafi «świętować». Obchodzi i świętuje każde małe zwycięstwo, każdy krok naprzód w ewangelizacji. Radosna ewangelizacja przybiera postać piękna w liturgii i codziennie pomnaża dobro” (24) – pisze papież Franciszek w adhortacji. 

Uczeń Słowa 

Uczniowie Jezusa – więc cały Kościół „musi wzrastać w swoim interpretowaniu objawionego Słowa i w swoim zrozumieniu prawdy. (…) Ludziom śniącym o monolitycznej doktrynie, bronionej bez żadnych wyjątków przez wszystkich, może się to wydawać niedoskonałym rozpraszaniem. Ale prawdą jest, że tego rodzaju różnorodność pomaga w ukazywaniu i lepszym pogłębianiu różnych aspektów niewyczerpanego bogactwa Ewangelii” (40). Uczeń więc słucha Słowa, ale nie po to, by je tylko cytować, ale by je wprowadzać w swoje życie, by je zgłębiać i interpretować, by stawało się żywe, to znaczy by „komentowało” życie ucznia i kształtowało je. „Szybkie zmiany kulturowe wymagają, abyśmy nieustannie zwracali uwagę na to, by starać się wyrażać niezmienne prawdy w języku pozwalającym dostrzec ich stałą nowość. (…) pozostajemy wierni jakiemuś sformułowaniu, ale nie przekazujemy istoty rzeczy. To jest najpoważniejsze ryzyko. Pamiętajmy, że «wyrażanie prawdy może przybierać różne formy. Właśnie odnowa form wyrazu staje się konieczna, aby można było przekazywać współczesnemu człowiekowi ewangeliczne orędzie w jego niezmiennym sensie»” (41). Przy czym papież zwraca także uwagę, że „taka postawa pokornej i pełnej zadziwienia czci wobec Słowa znajduje wyraz w studiowaniu go z najwyższą uwagą i ze świętym lękiem przed manipulowaniem nim. Aby móc interpretować tekst biblijny, potrzeba cierpliwości, uwolnienia się od wszelkiego niepokoju i poświęcenia czasu, zainteresowania i bezinteresownego oddania” (146). 

>>> Jarosław Różański OMI: z hasłem „Uczniowie-Misjonarze” wiąże się pewne ryzyko

Być uczniem to znaczy być gotowym 

Każdy uczeń może codziennie głosić Ewangelię. „Jest to nieformalne przepowiadanie słowa, które może się urzeczywistniać podczas rozmowy, a także to, które podejmuje misjonarz odwiedzający jakiś dom. Być uczniem znaczy być zawsze gotowym, by nieść innym miłość Jezusa i dokonuje się to spontanicznie w jakimkolwiek miejscu, na ulicy, na placu, przy pracy, na drodze (127)” – pisze papież Franciszek w Evangelii gaudium. Nie tyle chodzi więc o jakieś specjalne miejsce, chociaż takie także są ważne, czy o jakieś specjalne okazje. Chodzi o pewien styl życia, w którym mówienie o miłości Boga jest czymś zupełnie naturalnym, bo tak miłość Boga jest w nie wrośnięta.  

Papież daje także wskazówki, jak takie głoszenie Ewangelii powinno wyglądać: „W tym przepowiadaniu, zawsze pełnym szacunku i uprzejmym, pierwszy moment polega na dialogu osobistym, w którym druga osoba się wypowiada i dzieli się swoimi radościami, nadziejami, zatroskaniem o swoich najbliższych i tyloma innym sprawami leżącymi jej na sercu. Dopiero po takiej rozmowie możliwe jest przedstawienie słowa, zarówno w formie lektury jakiegoś fragmentu Pisma, lub opowiadania, ale zawsze przypominając fundamentalne przesłanie: osobista miłość Boga, który stał się człowiekiem, wydał samego siebie za nas, i jako żyjący ofiaruje swoje zbawienie i swoją przyjaźń” (128). 

Jeśli uczeń to też misjonarz 

Rozdzieliliśmy ucznia od misjonarza, ale tylko chwilowo, by bardziej przyjrzeć się aspektowi uczniostwa, bardziej go zaakcentować. Ale tak naprawdę nie należy mówić, że istnieje i uczeń, i misjonarz, albo uczeń lub misjonarz. Istnieje uczeń-misjonarz. Te dwa aspekty są ze sobą tak głęboko złączone, że nie można być misjonarzem bez bycia uczniem i nie można być uczniem bez bycia misjonarzem. 

fot. cathopic

„Na mocy otrzymanego chrztu, każdy członek Ludu Bożego stał się uczniem-misjonarzem (por. Mt 28,19). Każdy ochrzczony, niezależnie od swojej funkcji w Kościele i stopnia pouczenia w swojej wierze, jest aktywnym podmiotem ewangelizacji i byłoby rzeczą niestosowną myśleć o schemacie ewangelizacji realizowanym przez kwalifikowanych pracowników, podczas gdy reszta ludu wiernego byłaby tylko odbiorcą ich działań. (…) Każdy chrześcijanin jest misjonarzem w takiej mierze, w jakiej spotkał się z miłością Boga w Chrystusie Jezusie. Nie mówmy już więcej, że jesteśmy «uczniami» i «misjonarzami», ale zawsze, że jesteśmy «uczniami-misjonarzami»” (120) – pisze papież Franciszek we wspomnianej adhortacji. 

Misjonarz nigdy nie przestaje być uczniem 

A ponieważ te dwa aspekty istnienia Kościoła i każdego jego członka są tak bardzo połączone, tak wzajemne, to „prawdziwy misjonarz, który nigdy nie przestaje być uczniem, wie, że Jezus kroczy z nim, rozmawia z nim, oddycha z nim, pracuje z nim. Dostrzega Jezusa żywego towarzyszącego mu pośród całego zaangażowania misyjnego. Jeśli ktoś nie odkryje tego w samym sercu działalności misyjnej, szybko traci entuzjazm i przestaje być pewnym co do tego, co przekazuje, brakuje mu siły i pasji. A osoba, która nie jest przekonana, która nie jest entuzjastą, która nie jest pewna tego, co głosi, i zakochana w tym, nie przekonuje nikogo” (266) – czytamy w Evangelii gaudium. 

Bycie uczniem-misjonarzem to droga miłości, odkrywania jej w Ewangelii i w tym, w jaki sposób ta Ewangelia realizuje się tu i teraz. Jak realizuje się w życiu poszczególnych ludzi i w życiu kościoła. To nie droga usłana różami, ale nadzieją. Nie, nie tą, która jest matką głupich. Ale tą, która wypływa z zaufania Bożej obietnicy, z Bożej obecności z nami i z Kościołem. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze