W małżeństwie jesteśmy jednym ciałem – i co z tego wynika? 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wracam dziś myślą do św. Pawła, a konkretnie do Ef 5, 31: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem”.

Jest to oczywiście odniesienie do Księgi Rodzaju, a słowa te wypowiedziane są w kontekście związku mężczyzny i kobiety, Adama i Ewy. Generalnie jednak, jeżeli przyjrzycie się kontekstowi tej wypowiedzi u św. Pawła, to jest komentarz do słów wypowiedzianych do mężów, których św. Paweł obliguje do miłowania żon jak siebie samych. 

Nie będę się skupiać jednak nad tym, jak mężowie mają traktować żony, ale chciałabym zwrócić uwagę na ten konkretny zwrot: „połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem”. Oczywiście najprostsza interpretacja tych słów zamyka się w jednym słowie – seks. I faktycznie jest to chyba czas, w którym fizycznie odczuwamy, że stanowimy jedno ciało z naszym współmałżonkiem. Z drugiej strony wydaje mi się, że małżeńska jedność nie powinna się ograniczać tylko do tego momentu fizycznej jedności, a daje nam odniesienie do czegoś większego. 

W małżeństwie stajemy się jednym ciałem. Ma to tak naprawdę ogromne konsekwencje. Jednego ciała nie można rozdzielić na dwie części, a jeżeli to zrobimy, traci ono życie. Chronimy nasze fizyczne ciała przed urazami, żeby móc zachować nasze fizyczne życie. I przykładamy do tego wielką wagę – ubieramy się ciepło, wkładamy kaski rowerowe, zapinamy pasy w samochodzie. Zachowujemy się prewencyjnie. Podobną filozofię powinnyśmy wprowadzić w nasze małżeńskie życie, żeby nie naprawiać naszego potłuczonego „jednego ciała”, tylko tak o nie dbać, aby nie było potłuczone, aby się nie rozrywało. 

Kiedy choruje jedna część ciała, całe ciało źle funkcjonuje. Zmagania, problemy i trudności w życiu naszych mężów nie należą tylko do nich – to są nasze wspólne sprawy. Nie możemy zostawiać najbliższych nam ludzi samych z tymi rzeczami, to chyba oczywiste. Myślę, że podobnie jest z grzechem każdego ze współmałżonków. Nie chodzi mi o zbiorową odpowiedzialność, lecz o to, że grzesząc, nie ranię tylko siebie, ale także tę drugą osobę, ponieważ stanowiąc jedno ciało, idziemy jedną drogą do Boga. 

My, kobiety, w ogóle nadajemy dość duże znaczenie naszym ciałom. Każda z nas oczywiście ma nieco inne upodobania dotyczące farbowania włosów, malowania paznokci czy maseczek na twarz, jednak generalnie lubimy być zadbane, na swój sposób modne i generalnie schludne. Lubimy też raz na jakiś czas rozpieszczać swoje ciało, czy to ciasteczkiem, czy masażem w spa. I chyba naszych mężów też tak należy traktować – dbać o nich, a nawet rozpieszczać. 

 

Zobacz: Szkoła Dobrych Żon

 

W małżeństwie jesteśmy jednym ciałem – i co z tego wynika? 
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze