Z tego będziemy sądzeni po śmierci

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Teologia mówi o tym, że po śmierci czekają nas dwa, a pewnym sensie nawet trzy sądy. Jeden tak zwany szczegółowy, a drugi powszechny. Kiedy więc trafimy do nieba, czyśćca albo niestety piekła? A skoro już będziemy w niebie, to po co jeszcze jeden sąd? 

W pewnym sensie pierwszym stopniem sądy jest nasza teraźniejszość. Chrystus nikomu nie przynosi potępienia. On jest samym zbawieniem.  Kto w ziemskim życiu staje przy Nim, ten staje w kręgu zbawienia. Potępienie natomiast jest wszędzie tam, gdzie człowiek trwa w oderwaniu od Chrystusa. 

Ochotnicy do nieba, ochotnicy do piekła 

Drugi sąd, który nas czeka odbywa się w momencie śmierci. Człowiek staje wtedy wobec Boga i w Jego świetle zobaczymy wszystko to, co robiliśmy za życia. To tutaj będzie rozstrzygało się, gdzie będziemy przebywać na wieki. 

Skąd o tym wiemy? Choćby z rozmowy na Krzyżu Jezusa ze Skruszonym Łotrem (Łk 23, 43). Prosi Jezusa o to, aby o nim pamiętał, gdy przyjdzie do swego królestwa. Jezus mu odpowiada: „Dziś ze mną będziesz w raju”. Sąd do Jezusa należy już teraz. Bycie z Jezusem „w raju” nastąpi po ocenie stanu duszy grzesznika.  

To wszystko pokazuje jak bardzo Bóg szanuje człowieka. To nie Bóg potępia, ale człowiek, korzystając ze swojej wolności mówi „nie” Bogu. Bóg przez ramiona ukrzyżowanego Syna chce wszystkich przygarnąć do siebie. Można więc powiedzieć, że w niebie lub piekle będą sami ochotnicy. 

Fot. Wikipedia

I jeszcze jeden sąd 

Trzeci stopień sądu ujawnieniem historycznych owoców naszego postępowania, czyli tego, co każdy pozostawił po sobie na tym świecie. Ponieważ człowiek jest zanurzony w społeczność w relacje, dlatego wszystko co robi ma odbicie w życiu innych ludzi.  

Główne kryterium sądu to stosunek do Chrystusa wykazany wobec bliźnich. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Na sądzie liczy się więc miłość. Druga nowość w Ewangeliach synoptycznych to powiązanie sądu ze zbawczą męką Chrystusa, która jest sądem nad grzechem świata. 

Dobre lub złe oddziaływanie na innych może się ujawnić nawet po śmierci człowieka, np. nawet po odejściu z tego świata dobrych rodziców ich przykład będzie formował ich dzieci. Podobnie może być też z ich złym przykładem, przez który zdemoralizowali. Dobra lub zła książka może formować do końca świata wielu ludzi, których albo będzie pobudzać do świętości, albo do grzechu. Na sądzie ostatecznym poznamy, ilu ludzi nawróciło się do Boga dzięki naszym modlitwom, ofiarom, głoszeniu Ewangelii, cierpieniom. Męczennicy zobaczą, ilu nowych wyznawców Chrystusa zrodziła ich przelana krew.  

Jak to będzie? Apokalipsa a może wcale nie? 
 
Co do sposobu realizacji sądu ostatecznego niekoniecznie trzeba się opowiedzieć za dramatycznym charakterem znanych z Biblii opisów. Chrystus będzie naszym sędzią, przy czym nie musi zachodzić przesłuchanie, zasiadanie na tronie i całą zewnętrzną oprawę apokaliptyczną. 

Nie musimy pogrążać się w przesadnym lęku przed Bożym gniewem i zagładą pełna udręki i cierpienia, który niejednokrotnie dręczy ludzi, szczerze religijnych. Pozostaje ona w ostrym kontraście do inspirowanego  przez Nowy Testament liturgicznego wołania pierwotnego Kościoła: „Marana tha ” – przyjdź Panie Jezu. Poświadczają to także słowa świętych, którzy tęsknili do tego, by żyć krócej i jak najszybciej przebywać z Bogiem na wieki. 

 
Trzeba jednak powiedzieć, że wszystkie te rozważania mają charakter hipotez postawionych na podstawie badań biblijnych. Jak będzie na pewno? Jeden z moich profesorów w takich okolicznościach mówił: „na to pytanie odpowiadamy: nie wiemy”. 

 

 

 

Z tego będziemy sądzeni po śmierci
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze