Dương Trần Quốc/Unsplash

Zaczyna się zawsze tak samo [REPORTAŻ]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Gdy Mikołaj przybył do Holandii, nie wiedział jeszcze, że będzie żyć w ciągłym strachu o utratę pracy. Otrzymywał za nią marne grosze. Tak samo Diana – pracowała za pół darmo w Warszawie. Oni, a także kilka tysięcy innych osób, są codziennie ofiarami handlu ludźmi. W cywilizowanej Europie.

Przez wiele lat, wśród osób które zwracały się o pomoc, przeważały kobiety, dziewczyny zmuszane do prostytucji. Teraz trafia ich do nas mniej, ponieważ rynek usług seksualnych się zmienił – przyznaje Joanna Garnier z Fundacji „La Strada”, która zajmuje się przeciwdziałaniem niewolnictwu i handlowi ludźmi w ramach Krajowego Centrum Interwencyjno-Konsultacyjnego. – Jest teraz więcej „seksu za darmo”. Poza tym, prostytucja w dużej mierze przeniosła się do Internetu, do różnego rodzaju aplikacji. Z tego względu trudniej dotrzeć do osoby, która jest w opresji – dodaje kobieta. Dziewczynki i chłopcy są wciąż porywani do Niemiec, Francji i Anglii. Tam zmuszani są do prostytucji. Stosunkowo nową formą świadczenia usług seksualnych stały się tzw. kamerki, a więc internetowe pokazy erotyczne odbywające się w czasie rzeczywistym, w których odbiorca ma wirtualny kontakt z daną kobietą czy mężczyzną i może mieć realny wpływ na ich zachowanie. – Być może te osoby zgadzają się początkowo na takie pokazy. Ale może też są do nich zmuszane? Może zostały porwane? Nie wiemy. W każdym razie, nie możemy do nich dotrzeć, bo nie wiadomo skąd są nadawane te przekazy – komentuje ekspertka.

>>> Aby ratować ofiary handlu ludźmi, zakonnice przebierają się za prostytutki

Ciągły strach

Zazwyczaj wygląda to podobnie. Ogłoszenie o pracę. Pracodawca daje nie tylko zajęcie, ale też nocleg, deklaruje, że załatwi wszystkie formalności…Tak było w przypadku Mikołaja, który znalazł pracę sezonową w Holandii. Proceder ten dotyczy także Niemiec, Hiszpanii czy Francji… Po przyjeździe na miejsce Mikołaj zorientował się, że nikt na niego nie czeka. Gdy skontaktował się z pracodawcą, okazało się, że zaszło„nieporozumienie” i praca rozpocznie się dopiero za jakiś czas. – Gdy wprowadzałem się do baraku, w którym spaliśmy, „zapomnieli” mi powiedzieć,że prócz czynszu za nocleg trzeba też zapłacić kaucję, której zresztą nigdy mi nie zwrócono. Niektórym Polakom, nie wiedzieć dlaczego, kazano opłacić podwójną stawkę – mówi mężczyzna. Jak się okazuje, problemem nie są nadgodziny, ale… brak pracy. A za coś trzeba żyć. – Są takie sytuacje,w których właściciel przychodzi do nas, i pokazuje, jak mamy prawidłowo pracować. Kiedy on jest wśród nas, towarzyszy nam ciągły strach. Szef nie zwraca nam uwagi, on nas na różne sposoby upokarza. Wszyscy mają świadomość tego, że nie jesteśmy chronieni żadnym prawem pracy, ponieważ pracujemy „na czarno” – komentuje wykorzystywany pracownik. Czasem nam się płaci, a czasem nie. Po odciągnięciu pieniędzy za nocleg, jedzenie, czasami nic mi już nie zostaje – dodaje. Tak dzieje się nie tylko na Zachodzie. W Polsce zdarza się, że ofiarami takiego procederu padają Ukraińcy. Co rusz słyszy się, że ktoś pracuje prawie za darmo, śpi w tzw. mieszkaniu pracowniczym, nie zawsze dostaje wynagrodzenie i w przypadku problemów zdrowotnych jest podrzucany na przystanek autobusowy, czy do lasu.

pexels

Tuż pod naszym nosem

Jedna z Ukrainek, Diana, przez kilkanaście miesięcy była wykorzystywana przez Polaków. – Do Warszawy przyjechałam cztery lata temu, przez agencję, której musiałam zapłacić pieniądze. Wyłożyłam na to wszystkie swoje oszczędności. Obiecano nam, że pensja będzie wynosić 700 dolarów, a za mieszkanie nie miałyśmy nic płacić – opowiada kobieta. Jak się okazało, wszystko to było oszustwem. – Po miesiącu pracy ponad siły dostałam nieco ponad 300 złotych. Sytuacja w mojej rodzinnej wsi na Ukrainie była tak trudna, że nie mogłam tam wrócić z niczym. Wciąż nas szantażowano – wspomina Diana. Zdarzały się miesiące, w których pracowała nieraz 13 dni z rzędu. – Nie miałam siły myśleć o jakichś dokumentach czy zmianie pracy. Gdybym nie poszła któregoś dnia do pracy, natychmiast zostałabym wyrzucona z tego mieszkania,w którym zresztą mieszkały inne kobiety, z którymi pracowałam – dopowiada.

>>> Papież o Talitha Kum: awangarda w walce z handlem ludźmi

Bóg, który uzdrawia

W Polsce, oprócz Fundacji „La Strada”, w ramach Krajowego Centrum Informacyjno-Konsultacyjnego działa także Stowarzyszenie Po-Moc, założone przez siostry Maryi Niepokalanej czy Sieć Bakhita. Jedna z założycielek, streetworkerka s. Anna Bałchan, opowiada: „Handel ludźmi tonie tylko prostytucja. To ma naprawdę o wiele większy zasięg. W tej chwili najwięcej przypadków handlu ludźmi to praca niewolnicza, na plantacjach czy na gospodarstwach. To naprawdę różne formy używania człowieka”. Do ośrodka siostry Bałchan wciąż trafiają różne kobiety. Niektóre są samotne, inne mają ze sobą dzieci. Są to zarówno ofiary przemocy domowej, jak i handlu ludźmi. – Są u nas różne osoby, nie tylko katoliczki. Nikogo nie zmuszamy do modlitwy, ale tworzymy przestrzeń, by ta relacja z Bogiem mogła zaistnieć. Nie robimy nic wielkiego,to codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu czy prosta modlitwa.Owszem, zdarzają się przypadki nawróceń. Ale to nie nasza zasługa, ponieważ to Bóg uzdrawia, nie my– dzieli się siostra Bałchan. – To jest jednak bardzo piękne: obserwować jak ktoś znów odkrywa swoją wartość i godność jako dziecka Bożego. Bóg kocha nas zawsze, bezwarunkowo – dopowiada zakonnica.Współczesne, europejskie niewolnictwo jest ukryte. Zazwyczaj objawia się w ciemnych zaułkach warszawskiego pigalaka, czy w oddalonych od głównych traktów zakładach, plantacjach, polach, domach… Tych miejsc w Europie i w Polsce jest więcej, niż nam się wydaje. Proceder dotyka nie tylko dorosłych, ale też nieletnich. Taka powinna być nasza chrześcijańska misja: nie udawać, że nie ma tego zjawiska, a reagować i zmieniać świat obok nas. Na taki, który będzie bardziej podobał się Bogu.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze