Fot. PAP/EPA/MAURIZIO BRAMBATTI

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio krytykuje zamykanie kościołów z powodu koronawirusa

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio, prof. Andrea Riccardi, skrytykował zamykanie kościołów, które ma stanowić środek zaradczy przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa.

W komentarzu do turyńskiego dziennika „La Stampa” Riccardi stwierdził:

„Zamknięcie tylu kościołów w północnych Włoszech, odwołanie mszy św., pogrzeby tylko w najmniejszym kręgu rodzinnym i podobne działania wywołały we mnie pewną gorycz. Nie jestem specjalistą od epidemii, ale czy naprawdę mamy tak wielkie ryzyko, że musimy sobie radzić bez wspólnotowego życia religijnego? Ostrożność jest przydatna, ale może porwał nas wielki protagonista naszych czasów – strach”.

fot. EPA/Andrea Fasani

Czasy się zmieniają

Historyk przywołał badania amerykańskiego socjologa Rodneya Starka na temat zachowań wczesnych chrześcijan podczas epidemii. Według Starka takie zachowanie było jednym z decydujących czynników wzrostu chrześcijaństwa w pierwszych wiekach. Chrześcijanie nie byli jak poganie uciekający z miasta i od innych, raczej odwiedzali się i wspierali – motywowani wiarą – modlili się razem i chowali zmarłych. Z powodu tego sumiennego wsparcia oraz z powodu więzi wspólnotowych i społecznych liczba osób, które przeżyły była wyższa jako ochrzczonych. „Czasy się zmieniają” – stwierdził w tym kontekście założyciel Wspólnoty Sant’Egidio i dodał: „Jednak najnowsze środki związane z koronawirusem wydają się trywializować przestrzeń kościoła i tym samym ujawniać mentalność rządzących”.

>>> 10 przykazań ws. koronawirusa

W swoim komentarzu dotyczącym północnych Włoch Riccardi przypomniał, że sklepy, supermarkety i kawiarnie pozostały otwarte, a transport publiczny również nie został wstrzymany.

fot. EPA/ATEF SAFADI

„To jest w porządku. Z kolei miejsca kultu potraktowano prawie jak teatry i kina, które należy zamknąć. Kościoły mogłyby pozostać otwarte, ale bez wspólnej modlitwy. Trzeba zadać sobie pytanie, jakie niebezpieczeństwo niosą z sobą msze św. w dni robocze, w których bierze udział garstka ludzi, na pewno „mniej niż w pociągu metra lub supermarkecie”. Przypomniał, że tylko w regionie Emilia-Romagna możliwe są msze św. dni robocze.

Silny sygnał strachu

Riccardi nazywał obecną sytuację „silnym sygnałem strachu”, ale także wyrazem zrównania Kościoła do poziomu instytucji obywatelskich. Podkreślił, że miejsca kultu są nie tylko ryzykownymi „miejscami spotkań”, ale także miejscami ducha. „Miejsca, które dają nadzieję i pocieszenie w trudnych czasach, przypominają, że nie można samemu się uratować” – napisał.

>>> Papież, z powodu przeziębienia, odwołuje swój udział w wielkopostnych rekolekcjach

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio przypomniał św. Karola Boromeusza, który jako arcybiskup Mediolanu odwiedził chorych podczas wielkiej epidemii dżumy w stolicy Lombardii w latach 1576/77, modlił się z ludem i poprowadził procesję boso. „Wspólna modlitwa w kościele niewątpliwie przynosi nadzieję i poczucie solidarności” – zaznaczył Riccardi dodając, że „powszechnym doświadczeniem jest to, że silna motywacja duchowa pomaga przeciwstawić się chorobie”.

Zobacz także
Wasze komentarze