fot. pixabay

Zapomniany Bóg, czyli dlaczego ateiści świętują Wigilię? [KOMENTARZ] 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dlaczego ateiści świętują Wigilię, skoro nie wierzą w BogaZ pewnością nie z powodu wiary, ale czy wystarczy uczestniczyć w niej z powodu tradycji? A może inaczej: czy mają prawo z perspektywy wierzących świętować w tym wyjątkowym dniu? Świętowanie leży jednak w naszej naturze, więc trudno również im odmówić tego prawa: świętuję, ale nie wierzę w Boga. W telewizji i w sklepach to świętowanie trwa już od oktawy uroczystości Wszystkich Świętych. 

Sześć tygodni zarzucania nas atmosferą odległych jeszcze Świąt i to atmosferą świecką... Rodzi się samouszczęśliwienie sycone materialnymi dobrami, a nie Bóg wcielony w betlejemskiej grocie. Nie ucieknie się przed chaosem choinek, kolęd w większości koniecznie po angielsku, Coca−Coli i Pepsi w bajecznej, świątecznej oprawie, gdzie pierwsze skrzypce gra kiczowaty Mikołaj wraz z przystojnymi elfami, nie ucieknie się przed iskrzącymi się na iglastym drzewie światełkami, daniami przygotowywanymi przez uszczęśliwioną (nie do pomyślenia, że zmęczoną ich przygotowywaniem) panią domu oraz uszczęśliwionymi twarzyczkami dzieci z powodu prezentu w postaci najnowszego modelu smartfona. Panuje wokół ogromny chaos, wzmagający się z każdym dniem zbliżającym nas do Świąt Bożego Narodzenia, a przecież On przychodzi na świat w ciszy. I nie otoczeniu bogactw tego świata, wiecznie nienasyconego, ale w dosłownie rozumianym ubóstwie. Przychodzi tak skrycie, łagodnie, że dopiero dzięki aniołowi pasterze dowiadują się o Jego narodzinach.   

EPA/Hemanta Shrestha

Bóg niepotrzebny 

Bóg Wcielony jest niemodny, a nawet niepotrzebny. Jest, mówiąc językiem natarczywych i zbyt obfitych reklam, niechodliwym „towarem”. Jest równie bajeczny, co antyczni, mali herosi. Wręcz niewygodny, niepasujący do stworzonych przez nas świąt Bożego Narodzenia. Nawet my, praktykujący chrześcijanie, mamy tendencję do przesuwania akcentu z Boga na nasze świąteczne widzimisię. W reklamach nikt nie wspomina, choćby na marginesie, o Tym, którego tak naprawdę rozreklamowane świętowanie dotyczy, a przecież to właśnie rocznica Jego urodzin przypada w wigilijną noc. Bóg na pewno jest mniej atrakcyjny w stworzonym przez człowieka bożonarodzeniowym świętowaniu od chociażby prezentów z salonów sieci komórkowych czy nawet od wypijanej przez elfa Pepsi. Dzisiaj świętuje się o Nim niepamięć. Może tylko słowa kolęd, o ile nie przeżywamy ich wykonania jedynie estetycznie, czy udział w Pasterce koniecznie o godzinie dwudziestej czwartej, choć ulotnie, uzmysłowi nam sens tych Świąt. I oczywiście kolejna, świąteczna atrakcja: żłobek w kościele, mimo iż Jezus wolałby narodzić się w ludzkim sercu.  

>>> „Na początku było Słowo”… czyli kiedy?

Droga do Jezusa 

Dla wielu święta Bożego Narodzenia to święta rodzinne, gromadzące często po kilka pokoleń. Jedyne takie bajeczne w całym roku liturgicznym, a nawet po części tchnące folkloremTo także „przelot” przez Pasterkę między jednym i drugim trzaśnięciem drzwiami samochodu. Gdzież chłód nocy i utrudzenie nóg pasterzy wędrujących do Betlejem i powracających do swych stad również na piechotę z owego Domu ChlebaPamiętam Pasterkę mojego dzieciństwa. Nie chciałam jechać samochodem, lecz tak jak pasterze pieszo iść do Jezusa, a grudniowe noce nie były tak łagodne, jak dzisiaj. Kilka postaci wędrowało na piechotę drogą między pokrytymi śniegiem polami do kościoła w sąsiedniej wsi. Śnieg iskrzył się u stóp o wiele wspanialej niż światełka na choince, a mróz bezlitośnie szczypał w policzki. Już sama taka wyprawa potęgowała niemalże mistyczny nastrój chwili, której najważniejszym bohaterem było Dziecię−ZbawicielOwszem w domu znajdowała się i choinka, i zimne ognie, smakołyki i prezenty, ale mimo to Bóg wcielony nie był dla nas, na wielkopolskiej wsi, drugorzędnym, koniecznym dodatkiem do Świąt, gdyż owe Święta nie postrzegano jeszcze przez pryzmat zakrzywionego zwierciadła.  

PAP/EPA/FEHIM DEMIR

Przywróćmy właściwe oblicze świętom Bożego Narodzenia. Niech towarzyszy im cisza oczekiwania, a nie chaos świątecznych, „rozszalałych” reklam, choć niekiedy mile łechcą ludzką potrzebę wewnętrznego ciepła i rodzinności, ale jedynie łechcą. Czar świąt Bożego Narodzenia może pozostawić w nas pustkę, jeśli nie zostanie na poważnie zakorzeniony w betlejemskim Misterium.  

Czas świętowania dla niewierzących  

Czas świąt Bożego Narodzenia to także czas świętowania dla niewierzących, nie tylko zatem dla tych, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa jako Boga i przyznają się do swoich chrześcijańskich przekonań. Nie mamy jednak prawa do odmawiania nikomu tego świętowania. Dla wierzących to pamiątka narodzenia się Zbawiciela w Betlejem, dla niewierzących może jedna z niewielu chwil w roku na zatrzymanie się w gronie rodziny, w atmosferze radości i pojednania, przy choince, choć nie u stajenki. Takie postawy i uczucia, jak przebaczenie, serdeczna miłość, radość i poczucie szczęścia są uniwersalne i dla jednych, i dla drugich, a swoją kumulację osiągają w Wigilię świąt Bożego Narodzenia. Dla jednych to głębokie, duchowe doświadczenie, dla drugich wielowiekowa tradycja warta kontynuowania.  

>>> Niemcy: z okazji Świąt Bożego Narodzenia wypuszczono ponad tysiąc więźniów

Dla jednych i drugich to także pewnego rodzaju sprawdzian chrześcijańskiej oraz filantropijnej autentyczności. Jest nim pusty talerz i otwartość na ubogiego, samotnego, bezdomnego, gdyż nie z tradycji będziemy rozliczani, ale z miłości miłosiernej, czyli z naszego Chrystusowego pochylenia się nad drugim człowiekiem i służenia mu konkretną pomocą. Tej „odwagi” wszystkim nam życzę. 

Zobacz także
Wasze komentarze