yt/skolim offical

YouTube/Skoilm Offical

Zgorszenie czy kultura odwołania? Koncert Skolima wywołuje dużo pytań [KOMENTARZ]

Pod koniec sierpnia internet rozgrzała dyskusja o muzyce, twórczości i sztuce jako nośniku wartości w kontekście wychowywania dzieci. Kontrowersje wokół Skolima są dobrym punktem wyjścia do refleksji nad tym, co przekazujemy kolejnym pokoleniom, gdzie przebiegają granice sztuki i kiedy próba ograniczenia określonych treści staje się uzasadniona.

W sierpniu zaczęło krążyć nagranie z jednego z koncertów, na którym Skolim, czyli Konrad Skolimowski, wykonuje utwór „Kamikaze” w otoczeniu dzieci. Problemem był tekst piosenki, zawierający wulgaryzmy i bardzo wyraźne aluzje seksualne. Nagranie wywołało falę krytyki. Publicznie reagowali m.in. Mariusz Kałamaga, Majka Jeżowska i Kasia Sienkiewicz. Krytyka dotyczyła nie tylko samego artysty, ale również rodziców i organizatorów dopuszczających dzieci do takiego repertuaru.

Muzyka Skolima przyszłością Polski?

Sprawa nabrała większego znaczenia kilka dni później, gdy okazało się, że Skolim został zaproszony do występu podczas „Przyszłość.pl”, wydarzenia organizowanego z inicjatywy prezydenta RP. Spotkanie było adresowane do młodych dorosłych w wieku 18-26 lat i miało obejmować m.in. debaty o przyszłości Polski oraz koncerty.

W związku z tym coraz więcej twórców publicznie pytało, czy artysta kojarzony z tekstami o mocno seksualnym i wulgarnym charakterze powinien występować na oficjalnym wydarzeniu organizowanym przez głowę państwa i przedstawianym jako spotkanie z młodym pokoleniem.

Anna i Adam Weberowie, muzycy, twórcy Pomelody i rodzice trzech synów, zaapelowali do prezydenta o odwołanie koncertu. Do krytyki przyłączyli się m.in. Michał Wiśniewski, Anna Rusowicz i Zbigniew Hołdys.

Do sprawy włączyła się także Państwowa Komisja do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15, która poparła apel o rezygnację z koncertu Skolima. Krytycy wskazywali przede wszystkim na niebezpieczeństwo normalizowania treści seksualizujących i wulgarnych w kulturze popularnej, szczególnie tam, gdzie mogą docierać do młodszych odbiorców.

Muzyka ma wielką moc

Przyglądając się sytuacji z bliska, warto zwrócić uwagę na argumentację Weberów. Ich motywacje nie sprowadzały się do stwierdzenia, że Skolim wykonuje muzykę niskiej jakości albo że disco polo nie pasuje do prezydenckiej rezydencji. Weberowie wskazywali przede wszystkim na treść.

Mówili, że „muzyka ma wielką moc”, pozostaje w człowieku i jest nośnikiem wartości. Zwracali uwagę na obrazy dzieci śpiewających podczas koncertów Skolima teksty o charakterze seksualnym. Adam Weber pytał, czy młodym ludziom nie należy pokazywać kultury, która nie tylko przyciąga uwagę, ale również rozwija wrażliwość. Anna Weber apelowała natomiast o zastąpienie Skolima artystą, którego twórczość będzie promowała „dobro, prawdę, piękno”.

Fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

W późniejszej rozmowie z WP Weberowie doprecyzowali swoją argumentację. Ich problemem nie był fakt, że dorosły człowiek prywatnie idzie na koncert Skolima. Problem widzieli w tym, że to urząd prezydenta dokonuje wyboru artysty i tym samym nadaje jego obecności szczególną rangę.

Według Adama Webera teksty Skolima promują m.in. wulgaryzmy, alkohol, przygodny seks i przedmiotowe traktowanie kobiet. Anna Weber argumentowała z kolei, że samo usunięcie przekleństw z repertuaru nie rozwiązuje problemu, jeżeli pozostaje pytanie o wartości reprezentowane przez twórczość artysty.

Odwołanie koncertu nie rozwiązuje sprawy?

Inaczej do apelu podszedł Tomasz Samołyk, jeden z bardziej rozpoznawalnych katolickich twórców internetowych. Opublikował sześciominutowy komentarz, w którym wyraził sceptycyzm wobec postulatu odwołania koncertu Skolima.

Warto zauważyć, że Samołyk nie pochodzi ze środowiska, które chciałoby bronić wulgarnych czy seksualizujących tekstów jako czegoś moralnie obojętnego. Od lat publicznie mówi o wierze, nawróceniu i chrześcijańskiej wizji człowieka. Sednem odmiennego spojrzenia staje się pytanie o to, czy negatywna ocena części twórczości człowieka powinna prowadzić do usuwania samego człowieka z przestrzeni publicznej?

Można znaleźć „chrześcijańskie” argumenty „za” i „przeciw”

Z punktu widzenia nauczania Kościoła argument Weberów ma mocne podstawy. Katechizm Kościoła Katolickiego nie rozumie zgorszenia jako zwykłego oburzenia czy urażenia czyichś uczuć. Zgorszeniem jest zachowanie, które prowadzi drugiego człowieka do zła. Co więcej, jego ciężar rośnie wtedy, gdy dotyczy osób słabszych albo gdy sprawca posiada szczególny autorytet.

Katechizm mówi również o odpowiedzialności tych, którzy wykorzystują swoją władzę w sposób bezpośrednio lub pośrednio sprzyjający złu. Właśnie w takim kontekście opisuje zgorszenie w punktach 2284-2287. Z tej perspektywy trudno zlekceważyć problem dzieci śpiewających seksualizujące teksty albo uznać, że odpowiedzialność za przekaz kończy się w momencie wypuszczenia utworu na rynek.

Kościół wyraźnie mówi również, że wychowanie dzieci i młodzieży powinno prowadzić do odkrywania godności osoby. Katechizm w punktach 2523-2525 przypomina o potrzebie szacunku dla intymności osoby, odpowiedzialnym wychowaniu oraz obowiązku zachowania szacunku i umiaru w środkach społecznego przekazu. Pytanie staje się jeszcze poważniejsze, gdy w grę wchodzi instytucja publiczna. Władza nie jest przecież wyłącznie organizatorem wydarzenia. Dokonując wyboru artystów, w pewnym sensie nadaje im także rangę reprezentantów określonego wydarzenia i jego przesłania.

PAP/Jakub Kaczmarczyk

Chrześcijaństwo stawia jednak również bardzo mocną granicę przed utożsamieniem człowieka z jego najgorszym czynem. Można powiedzieć, że tekst piosenki uprzedmiotawia kobietę, można uznać jego przekaz za moralnie zły, ale nie wynika z tego jeszcze, że sam artysta powinien zostać potraktowany jako człowiek niegodny publicznej sceny.

Nauczanie Kościoła nakazuje rozróżnić moralną ocenę czynu od godności osoby. Godność człowieka jest zakorzeniona w stworzeniu go na obraz i podobieństwo Boga. Czyny człowieka mogą być moralnie złe, ale nie oznacza to utraty przez niego ludzkiej godności. Człowiek bywa również wewnętrznie niespójny. Potrafi jednocześnie czynić dobro i podejmować decyzje, które zasługują na moralną krytykę. Ta niespójność może być również przestrzenią rozwoju i nawrócenia.

W przypadku Skolima problem staje się jeszcze bardziej złożony, ponieważ Kancelaria Prezydenta argumentowała, że przy wyborze wykonawców brała pod uwagę nie tylko ich popularność, ale także działalność pozasceniczną. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zwracał uwagę m.in. na działalność charytatywną Konrada Skolimowskiego.

Pytania o odpowiedzialność, sztukę i przyszłość kultury

Ostatecznie Skolim 29 sierpnia wystąpił w Juracie zgodnie z planem, mimo apeli o odwołanie koncertu. Oficjalna strona Prezydenta RP opublikowała także materiał fotograficzny z jego występu. Dyskusja jednak nie umilkła – i być może dobrze, bo sprawa wykracza daleko poza jeden koncert oraz jednego artystę.

Pierwsza intuicja mocniej akcentuje odpowiedzialność twórcy za kulturę, którą wprowadza do przestrzeni publicznej, oraz odpowiedzialność instytucji, która swoją sceną nadaje artyście prestiż. Drugi kierunek przypomina, że krytyka dzieła nie może automatycznie zamienić się w kulturę odwoływania człowieka. Chrześcijańska ocena osoby musi pozostawić miejsce na jej dobro, może nawet niespójność, ale i rozwój oraz zmianę.

pap
EPA/MIGUEL A. LOPES
Dostawca: PAP/EPA.

Kancelaria Prezydenta tłumaczyła wybór m.in. popularnością artysty wśród młodych. Warto więc zapytać, czy państwowa instytucja powinna jedynie odzwierciedlać gusta społeczne, czy także dokonywać pewnej selekcji i proponować określone wzorce kultury. Czy zaproszenie artysty oznacza legitymizację całej jego twórczości? Czy zmiana repertuaru podczas konkretnego wydarzenia rozwiązuje problem? I gdzie przebiega granica między odpowiedzialnością rodziców a odpowiedzialnością twórcy za sposób, w jaki jego utwory odbierają dzieci?

W obronie Skolima wskazywano także na jego działalność charytatywną. To ważny fakt, ale pozostaje pytanie, czy dobre czyny mogą równoważyć problematyczny przekaz artystyczny. Z drugiej strony chrześcijaństwo bardzo wyraźnie każe odróżnić ocenę czynu od oceny osoby. Nie można więc z moralnej krytyki twórczości automatycznie wyprowadzać przekonania, że twórca jako człowiek zasługuje na odrzucenie. Spór o Skolima stawia pytania o to, czy kultura publiczna ma jedynie odzwierciedlać popularne gusta, czy również proponować hierarchię wartości, a zarazem jak robić to bez przekreślania człowieka razem z krytyką jego twórczości.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze