Spora grupa ludzi buntuje się na samą myśl o walentynkach. Czasem chodzi o amerykański szał komercyjny nakręcany przez sklepy i media, a czasem o to, że dana osoba nie jest w żadnym związku. Jednak nie ma co być takim zgorzkniałym. Weźmy przykład z krajów hiszpańskojęzycznych, gdzie akcent położony jest na co innego.

Dlaczego akurat kraje Ameryki Łacińskiej? W wielu rankingach, wśród których jest np. słynny „World Happiness Report”, kraje tego kontynentu zajmują czołowe miejsca pod względem poczucia szczęścia mieszkańców. Wskaźnik ten obejmuje rozbawienie, śmiech, uśmiech, dobre samopoczucie po odpoczynku i bycie traktowanymi z szacunkiem przez ostatnie 24 godziny. Wśród ok. 140 krajów (w zależności od roku) blisko 15 krajów Ameryki Łacińskiej zdobyło powyżej 75 punktów procentowych. W czołówce są Paragwaj, Panama, Gwatemala, Nikaragua, Ekwador, Kostaryka, Kolumbia, Honduras, Wenezuela i Salwador.

Niektóre z nich niekoniecznie kojarzą się ze szczęściem – bo niska stopa życiowa, bo Trzeci Świat, bo chaos i wieczna „mañana”. Jednak nie w tym rzecz. Ich szczęście urzeczywistnia się w relacjach międzyludzkich – w tym, jak się tam traktuje innych ludzi. Właśnie dlatego, tytułem wstępu, pozwoliłam sobie na tę dygresję. Latynosi są doskonałym przykładem na to, że czułość, miłość, przywiązanie można wyrażać zawsze i wszędzie. Może dlatego ich walentynki obchodzi się prawie przez cały rok?

Duża część krajów amerykańskich została przy dacie 14 lutego, ale są też takie, które wybrały sobie do tego celu czerwiec, lipiec czy wrzesień. Również patron to nie koniecznie św. Walenty: w Brazylii świętym od zakochanych jest św. Antoni z Padwy, który podobno był swatem. Nazwa tego dnia też nie zawsze pochodzi od imienia świętego. W wielu państwach jest to po prostu Święto Zakochanych, Dzień Czułości czy Dzień Miłości i Przyjaźni. Najważniejsze jest jednak to, że w większości przypadków tego dnia chodzi o poświęcenie czasu i wyrażenie miłości nie tylko drugiej połówce, jeśli się ją ma. To czas spotkań i drobnych podarunków w gronie rodziny, przyjaciół czy nawet pomiędzy kolegami z pracy.

Najciekawszym przypadkiem jest chyba Kolumbia, gdzie już w 1969 r. handlowcy postanowili, że Dzień Miłości i Przyjaźni obchodzony będzie we wrześniu. Był to miesiąc, w którym nie było żadnych świąt, na których mogliby zarobić, stąd decyzja o przeniesieniu ogólnoświatowych walentynek. Kolumbijczycy świętują więc w każdą trzecią sobotę września, życząc wszystkim bliskim (rodzina, przyjaciele, koledzy) i dalekim (sąsiedzi, koledzy w pracy i w szkole) dobrego Dnia Miłości i Przyjaźni oraz obdarowując się wzajemnie słodyczami, kwiatami czy innymi drobiazgami, zapraszając na obiad lub kolację czy wspólnie spędzając czas. Ciekawy jest też zwyczaj zabawy w „sekretnego przyjaciela”. Zaczyna się ją tydzień lub dwa przed świętem. Na skrawkach papieru pisze się imiona i nazwiska osób biorących udział, a potem się je losuje. Przez cały ten czas, bez mówienia, kogo się wylosowało, w ciekawy, wymyślny sposób zostawia się tej osobie prezenty w postaci słodkości lub drobnych upominków. Dopiero tego właściwego dnia każdy dowiaduje się, od kogo pochodziły podarki oraz dostaje ostatni, już większy prezent z okazji Dnia Miłości i Przyjaźni.

Jak widać, wszystko polega na drobiazgach i samej chęci zrobienia komuś przyjemności. Latynosi poszerzyli sobie formułę tego święta, dzięki czemu już nikt nie musi czuć presji znalezienia sobie partnera na walentynki, by nie czuć się samotnymi i zapomnianymi przez świat. Tak naprawdę każdy dzień może, albo nawet powinien być dniem miłości i dzielenia się z innymi. Nie trzeba wiele, by codziennie mieć walentynki.

Walentynki: nie tylko w lutym i nie tylko dla zakochanych
6 (100%) 1 ocen.



Wspomóż nas Przyjaciele misji

«
»

Wasze komentarze

Skomentuj jako pierwszy.