Fot. Justyna Nowicka/Misyjne Drogi
15 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Rodzin
15 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Rodzin. Tegoroczne hasło ONZ zwraca szczególną uwagę na nierówności społeczne i ekonomiczne widziane przez pryzmat dobra dzieci. To ważne, bo bieda, brak stabilności, ograniczony dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej nadal odbierają wielu najmłodszym szansę na bezpieczne dorastanie.
Warto jednak tego dnia poszerzyć perspektywę
Dobro dziecka obejmuje warunki materialne, bezpieczeństwo, edukację i ochronę zdrowia. Obejmuje także coś trudniejszego do zmierzenia: bliskość, zaufanie, wiarę, przebaczenie, rozmowę i odpowiedzialność dorosłych za tych, którzy zostali im powierzeni. Gdy mówimy o nierównościach w życiu najmłodszych, trzeba mówić także o dzieciach, które dorastają bez wystarczającej uwagi dorosłych, bez spokojnej rozmowy i bez poczucia, że ich wewnętrzny świat naprawdę kogoś obchodzi.
Ubóstwo materialne
ONZ słusznie przypomina o nierównościach ekonomicznych. Rodzina bez stabilnej pracy, mieszkania, dobrej szkoły, opieki medycznej i społecznego wsparcia często zostaje sama z ciężarem, którego sama dobra wola nie uniesie. Dzieci bardzo szybko płacą za to cenę.
Ubóstwo materialne odbiera dziecku poczucie bezpieczeństwa. Ogranicza dostęp do edukacji, leczenia, spokojnego domu i warunków potrzebnych do rozwoju. W takim świecie dzieci zbyt wcześnie uczą się lęku o jutro.

Ubóstwo więzi
Istnieje także ubóstwo, którego nie da się zmierzyć samym dochodem. To ubóstwo więzi.
Dziecko traci wtedy, gdy brakuje mu zabezpieczenia materialnego. Traci również wtedy, gdy dorasta bez spokojnej rozmowy, bez czułości, bez wiary, bez modlitwy i bez dorosłych, którzy widzą, co dzieje się w jego sercu.
Jedno dziecko wraca do domu, w którym ktoś zapyta, co się stało. Drugie ma telefon, zajęcia dodatkowe, pełny kalendarz i pokój wypełniony rzeczami, a w najtrudniejszym momencie nie ma komu powiedzieć, że się boi, że nie daje rady, że potrzebuje pomocy. Czasami w domu jest miłość, ale brakuje bliskości.
Można zapewnić dziecku dobre warunki, a równocześnie nie dać mu poczucia, że jest naprawdę wysłuchane. Można świetnie zorganizować jego dzień, a zgubić rozmowę. Można troszczyć się o jego przyszłość, a przegapić jego samotność dzisiaj.
>>> Leon XIV na największej świeckiej uczelni w Europie: zdolność łączenia kompetencji i sumienia
To, co naprawdę ważne
Ilu ludzi, odchodząc z tego świata, żałowało, że nie zrobiło doktoratu, nie zdobyło fortuny, nie otworzyło firmy albo nie zajmowało wyższego stanowiska? A ilu w ostatnich chwilach życia żałowało, że zbyt mało czasu poświęciło rodzinie, dzieciom, bliskim i rozmowom, które powinny odbyć się dużo wcześniej?
Odpowiedź na te pytania jest powszechnie znana. Właśnie ona odsłania brakujący wymiar rozmowy o rodzinie, szczególnie wtedy, gdy mówimy o nierównościach w życiu młodego pokolenia.

Kiedy dom zmienia się w logistykę
Współczesny człowiek może bardzo wiele. Pracuje szybciej, zdobywa kolejne kompetencje, buduje pozycję, pomnaża majątek, tworzy projekty, które jeszcze niedawno wydawałyby się niemożliwe. Nigdy wcześniej nie miał tylu narzędzi rozwoju.
Samo dążenie do rozwoju nie jest problemem. Życie, które człowiek otrzymał od Boga, jest darem. Trzeba je przeżyć dobrze. Wykorzystać talenty dane przez Stwórcę, pracować uczciwie, szukać szczęścia i zostawić po sobie dobro.
Dramat zaczyna się wtedy, gdy praca połyka relacje
Rodzina potrafi wówczas działać bardzo sprawnie. Ktoś odwozi, ktoś odbiera, ktoś płaci, ktoś organizuje, ktoś przypomina. Wszystko jest zapisane w kalendarzu. Brakuje spotkania, uważności i czasu bez pośpiechu. A dziecko potrzebuje czegoś więcej niż sprawnego zarządzania dniem. Potrzebuje twarzy zwróconej w jego stronę. Potrzebuje dorosłego, który usłyszy także milczenie.
Miłość zaczyna się blisko
Rodzina jest jednym z najpełniejszych miejsc realizacji przykazania miłości. Właśnie tam miłość przestaje być deklaracją. Przybiera kształt decyzji, cierpliwości, przebaczenia i odpowiedzialności.
Ma kształt wstawania w nocy do płaczącego dziecka. Rozmowy po trudnym dniu. Milczenia, które nie rani. Rezygnacji z własnej wygody, gdy ktoś bliski naprawdę potrzebuje pomocy.
Kto trzymał w ramionach dziecko powierzone jego trosce, zna miłość bez publiczności. Bez oklasków, kalkulacji i autopromocji. Miłość, która bierze odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Dlatego pytanie z początku tekstu wraca z taką siłą. Na końcu życia człowiek rzadko wraca do tabel, awansów i projektów. Wraca do twarzy. Do dzieci. Do rodziców. Do współmałżonka. Do przyjaciół. Do słów wypowiedzianych za późno albo niewypowiedzianych nigdy.

Nazaretanki i charyzmat domu
W tym miejscu szczególnie mocno wybrzmiewa charyzmat Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, który dla wielu rodzin może być realnym wsparciem.
Nazaretanki patrzą na rodzinę przez dom Jezusa, Maryi i Józefa. Przez codzienność pracy, modlitwy, troski, wychowania i wzajemnej miłości. Nazaret był miejscem zwyczajnego życia, w którym Bóg wzrastał w rodzinie, przy pracy Józefa, przy trosce Maryi, w rytmie domu, modlitwy i odpowiedzialności. Nie było tam przepychu. Była ważność.
Dom jest i pozostanie pierwszą szkołą człowieczeństwa. Dla chrześcijan jest także pierwszą szkołą wiary. Tam dziecko widzi, czy modlitwa ma związek z życiem, czy przebaczenie jest możliwe, czy miłość oznacza codzienną odpowiedzialność. Dlatego praca Nazaretanek z dziećmi i rodzinami odpowiada na brakujący wymiar rozmowy o nierównościach. Jest dodatkowym wsparciem i znakiem, że rodzice we współczesnym świecie nie muszą być sami w trosce o swoich najbliższych. Siostry są blisko miejsc, w których dziecko potrzebuje warunków do rozwoju, relacji, zaufania, modlitwy, wychowania i poczucia, że jest osobą powierzoną miłości.
W szkołach, przedszkolach, domach rekolekcyjnych, wspólnotach i spotkaniach z rodzicami ta misja staje się codziennością. Czasem oznacza obecność, zanim samotność stanie się kryzysem. Czasem wsparcie rodzica, który nie ma już siły udawać, że wszystko jest dobrze. Czasem spojrzenie nauczyciela, który widzi więcej niż ocenę.

Nie odkładać miłości
Międzynarodowy Dzień Rodzin przypomina, że przyszłość dziecka zaczyna się wcześniej niż w systemach, reformach i strategiach. Zaczyna się w domu. Przy stole. W rozmowie. W codziennych gestach dorosłych. Rodziny nie muszą być jednak same. Mogą korzystać ze wsparcia wspólnot, które chcą pomagać w codziennej trosce o dzieci, młodzież i rodziców.
ONZ przypomina o nierównościach materialnych. Kościół, nie pomniejszając tego problemu, dopowiada, że dobro dziecka wymaga także więzi, wiary, przebaczenia, czasu i miłości.
Naprawiając światowe nierówności materialne, trzeba pamiętać także o duszy. Dlatego 15 maja warto zapytać, czy najbliżsi naprawdę zajmują w naszym życiu miejsce, które deklarujemy im w słowach. Bo miłości odłożonej na później często nie da się już nadrobić.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Abp Szewczuk: jesteśmy zabijani, niszczeni i ranni a Bóg tworzy przestrzeń uzdrowienia
Przewodniczący Episkopatu zachęca do udziału w nabożeństwach majowych
Dziecko może być autentycznym świadkiem wiary. Spotkanie o apostolacie dzieci





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny