Australia. Rodzinna msza święta

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Polskie duszpasterstwo to w Australii niemal jedyna możliwość łączności z ojczystym językiem i kulturą. Pomiędzy uczestnikami liturgii nawiązują się trwałe przyjaźnie.

Polacy w każdym kraju, do którego emigrują, stosunkowo łatwo adaptują się do nowych warunków. Jesteśmy znani nie tylko ze zdolności językowych, ale również z zaradności i pracowitości. Mimo, że trudno wyciągać wnioski dotyczące całej grupy Polaków – emigrantów, wszystkich w Australii łączy jedno: ogromna odległość od domu. W Sydney nie ma polskiej parafii, lecz działa duszpasterstwo prowadzone przez księży chrystusowców. Mamy trzy kościoły, gdzie w każdą niedzielę odbywa się Msza św. w języku polskim: w Kirribilli, Maroubra i Ashfield. W miejscowości Miller, która stanowi część metropolii sydnejskiej, mieści się Ośrodek Duszpasterstwa Polskiego. W liturgię włączają się wierni, każdy na własną miarę. Polskie pieśni liturgiczne są najbardziej rzewnym elementem liturgii. Szczególnie wówczas każdy z nas przypomina sobie ojczyznę i parafie, z których pochodzimy. Cała Eucharystia, włącznie z liturgią słowa, odbywa się po polsku, a na ekranie dostępny jest tekst w języku angielskim. Słowo kierowane do nas co niedzielę niesie ze sobą uniwersalne i jednocześnie kluczowe przesłanie w życiu chrześcijańskim: potrzebę nawrócenia, życia w przyjaźni z Jezusem, codziennej modlitwy, wzajemnej miłości, otwartości na innych.

Treść Dobrej Nowiny przekazywanej nam przez księdza Kamila zawsze zachęca do większego wysiłku i głębokiej ufności w Boże Miłosierdzie. Relacje, które nawiązaliśmy dzięki wspólnej Eucharystii w parafii w Kirribilli, przenosimy na grunt towarzyski. Nasza wspólnota jest tak mała, że mamy bezpośredni kontakt ze wszystkimi. Razem spędzamy czas, wychodzimy na kawę, troszczymy się o siebie. Jak ostatnio ktoś zauważył po Mszy św.: tutaj, w Sydney, mamy poczucie, że na Mszę św. chodzimy z przyjaciółmi. Przed świętami Bożego Narodzenia spotkałyśmy się w grupie kobiet i przygotowałyśmy dla naszych rodzin tradycyjne wigilijne potrawy: uszka, pierogi i barszcz. Wspólna praca nie tylko sprawia nam przyjemność, ale jest lekarstwem na tęsknotę za domem i bliskimi, którzy są tak daleko. Życie na emigracji przypomina ewolucje linoskoczka: ciągle balansujemy między jednym krajem a drugim, między tęsknotą a powinnością, między wyborem serca a podpowiedziami intelektu. Wielu Polaków spędza w kraju długie miesiące, planując jednak emeryturę w słonecznym Sydney. Inni realizują swój projekt migracyjny i wracają do kraju. Jeszcze inni pozostawiają wszystko w rękach Opatrzności i żyjąc z dnia na dzień, czekają aż okoliczności zmuszą ich do wyjazdu lub pozostania w Australii na zawsze.

Agata Mleczko
Sydney, 17 III 2018

Australia. Rodzinna msza święta
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze