Fabryka plastiku [MISYJNE DROGI]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Kościoły na Ukrainie stawały się muzeami ateizmu, salami koncertowymi, fabrykami plastiku. Jeden z nich ożywa dzięki młodym z Ukrainy, Polski i Niemiec.

Tywrów to niewielkie miasto (ok. 4,5 tys. mieszkańców) położone 30 km na południe od Winnicy, w środkowej części Podola. Ludność miasta boryka się z licznymi problemami takimi jak bezrobocie, bieda, pijaństwo, degradacja moralna i kulturowa, co często stanowi przyczynę rozpadu rodzin. Warunki te nie stwarzają młodym ludziom szansy na normalne życie. Obraz miasta zdominowany jest przez architekturę komunistyczną, o czym świadczy m.in. umieszczony na głównym placu pięciometrowy pomnik Stalina czy pomnik upamiętniający bohaterów komunistycznych w parku. Z ważniejszych zabytków architektury warto wyróżnić Pałac Jaroszyńskich (obecnie mieści się tam liceum) oraz położone na skarpie zabudowania kompleksu
klasztornego i kościoła, które dominują w niezwykle atrakcyjnym krajobrazie doliny Bugu. Kościół ma bardzo bogatą historię, zarówno piękną, jak i tragiczną. Najkrwawszą jednak kartę zapisali
komuniści, którzy przekształcili kościół w fabrykę plastiku.

Robiliśmy swoje

Starsi mieszkańcy miasta mówią o świętokradztwach, jakich dopuszczali się komuniści. Organizowali oni bowiem specjalne „komanda” zajmujące się w początkowej fazie zastraszaniem
i prześladowaniem parafian, osłabieniem struktury wspólnoty, a po zamknięciu kościoła głównie profanacją i niszczeniem wszelkich elementów sakralnych. Postanowiłem odnaleźć byłych
pracowników fabryki, by zdobyć więcej szczegółowych informacji. Dotarłem do pana Jarosława, który był operatorem wtryskarki plastiku. Z chęcią opowiadał o pracy w fabryce, o trudach i zwyczajnej monotonii pracy. Jego żona, pani Lena, bardzo pobożna kobieta, zaznaczyła, że zwykli pracownicy nie mieli nic wspólnego z profanacją kościoła, za którą odpowiadały „komanda”: „my po prostu robiliśmy swoje i szliśmy do domu” – wspomina. Na pytanie, co czuli, mając świadomość, że znajdują się w Domu Bożym, odpowiadali wymijająco. Uzasadnieniem może być fakt, że niebezpieczna i ciężka praca w fabryce pozwalała im wyżywić rodzinę. Bieda zmuszała ludzi do pracy w tym miejscu. „Czuło się, że to Dom Boży, ale trzeba było pracować” – wspomina pani Lena. Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się, że ludzi związanych z fabryką, a zwłaszcza odpowiedzialnych za profanację świątyni, prześladowały życiowe tragedie, natomiast w fabryce zdarzało
się dużo groźnych wypadków, które były postrzegane jako kara Boża. Wówczas nasi rozmówcy bardzo posmutnieli, bowiem ich córka popełniła samobójstwo.


Pechowa fabryka

Dotarłem do kolejnego pracownika fabryki. Pan Igor nie chciał jednak rozmawiać, dając do zrozumienia, że „młodych ludzi nie powinno to obchodzić i niech znajdą sobie inne zajęcia”. Jego
żona natomiast, początkowo również sceptyczna, dała się przekonać i po kilku minutach wróciła na podwórko z dość pokaźnym pudłem. Pokazała nam stare zdjęcia z fabryki oraz dyplomy męża za wyrobione normy pracownicze. Mówiła o tym z niekrytą dumą i sentymentem do czasów młodości, czasów pracy i regularnych zarobków. Podczas opowieści żony pan Igor co jakiś czas reagował z poirytowaniem, mówiąc, że żona już nic nie pamięta z tamtych czasów i wszystko przekręca. Przedstawiał wówczas własne wersje wydarzeń. Oboje również niechętnie przyznali, że fabrykę prześladował pech, a ludziom związanym z nią nie powiodło się w życiu najlepiej. Pan Igor zapytany o to, co sądzi na temat odbudowy klasztoru, z niechęcią wypowiadał się w stosunku do wszelkich inicjatyw religijnych, jego żona zaś żywo wyraziła zadowolenie z działań podejmowanych przez oblatów z Tywrowa. Podkreśliła, że sama z chęcią przychodzi na większe święta, mimo że jest wyznania prawosławnego. Cieszy się, że dzieje się coś dobrego, a młodzież ma gdzie pójść i może normalnie spędzać czas.

Do klasztoru może przyjść każdy

Podczas przebudowy kościoła na fabrykę zburzono wieże, zawalono podłogę oraz sklepienie, a następnie zbudowano dwa piętra z żelbetonu. Obecnie powoli postępuje remont całego kompleksu. Oblaci pragną skupić się przede wszystkim na odbudowie klasztoru i tworzeniu infrastruktury centrum młodzieżowego oraz domu rekolekcyjnego. Celem projektu zapoczątkowanego przez nich jest przywrócenie dawnej świetności temu miejscu, które było największym obiektem sakralnym na Podolu, a do sanktuarium maryjnego pielgrzymowało ponad 20 tys. pątników rocznie.
O. Rafał Strzyżewski to oblat prężnie zajmujący się odbudową klasztoru. Jest również odpowiedzialny za tworzenie centrum młodzieżowego. Pragnie, by to miejsce miało wymiar międzynarodowy i było otwarte nie tylko dla młodzieży ukraińskiej, ale dla wszystkich: „Chcemy uczyć młodzież normalności, by widzieli, że można żyć inaczej, tworzyć piękne relacje z ludźmi” – mówi o. Rafał. Do klasztoru może przyjść każdy, kto pragnie się rozwijać i budować swoje życie pierwszy raz, szybko zaczyna czuć się jak w domu. Dzięki wspólnej pracy i modlitwie młody człowiek ma poczucie wspólnoty, czuje się akceptowany i potrzebny. Dlatego też przyszedł pomysł na Festiwal Młodzieżowy, który jest doskonałą okazją do realizacji tych pięknych założeń.


Trzeba zaczynać od ludzi

Festiwal „Tchnienie życia” jest inicjatywą młodzieży ukraińskiej, a rozwija się dzięki pracy oblatów oraz zaangażowania wolontariuszy z m.in. Ukrainy, Polski i Niemiec. Potrzeba rozwoju tego miejsca jest wielka, ponieważ już teraz gromadzi się tu młodzież z całej Ukrainy: nie tylko z regionu podolskiego, ale także ze Lwowa, Kijowa, Czernihowa, Krzywego Rogu czy Ługańska. Na początku pojawiły się pytania, czy jest sens zaczynać tak duże dzieło w tak małej parafii? Teraz już wiemy, że Dom Boży w Tywrowie pragnie skupiać wokół siebie całą młodzież z Ukrainy poprzez
coroczny festiwal „Tchnienie życia” czy cykl różnorodnych rekolekcji. W posowieckim świecie młodzi ludzie bardzo potrzebują miejsc, które rozpalałyby w nich na nowo ducha wiary, budowały
trwałe wartości moralne i kulturowe, dlatego też koniecznym jest przywrócenie świetności sanktuarium w Tywrowie i nadanie mu nowego, głębszego znaczenia. „Trzeba zaczynać od ludzi, a nie od murów” – słowa bp. Leona Dubrawskiego doskonale odzwierciedlają etapy rozwoju tutejszej wspólnoty.

Człowiek zawsze jest wartością nadrzędną

Obecnie wspólnota silnie się rozwija, przybywa ludzi, zwłaszcza młodych, pragnących stać się jej częścią, gotowych do współpracy i poświęceń. Wielu młodych z Tywrowa, Czernihowa czy Kijowa
przyjeżdża w ciągu całego roku na wiele tygodni, by pomóc w pracy duszpasterskiej i w odbudowie klasztoru.


Brak miejsca

Igor, student z Czernihowa, pracuje jako wolontariusz przy odbudowie. W rozmowie wielokrotnie podkreśla, że młodzież nie ma gdzie się podziać, dlatego sięga po alkohol i popada w patologie.
„U was w Polsce jest bardzo dużo kościołów, na Ukrainie nie ma ich prawie wcale, choć są bardzo potrzebne jako alternatywa dla konsumpcyjnego stylu życia” – wspomina z niekrytym żalem.
Wspólnota nie zaistnieje w próżni, a infrastruktura materialna jako środek niezbędny do jej rozwoju musi być rozbudowywana wraz z rosnącymi jej potrzebami. Kościół partykularny musi oprzeć się na solidnym fundamencie, by wydać obfity owoc. Praca na Ukrainie przynosi takie owoce, bowiem również i w tym roku na Festiwalu było obecnych kilku nowych seminarzystów z Ukrainy i jeden z Turkmenistanu. Festiwal „Tchnienie życia” to wspaniały czas rekolekcji, spotkań i poszerzania horyzontów intelektualnych i kulturowych młodzieży. Uczestnik festiwalu, nigdy nie jest pozostawiony sam sobie, może poczuć tu prawdziwą wspólnotę. Festiwale nie są czasem nudy i każdy znajdzie coś dla siebie. Organizowane są liczne warsztaty: fotografii, tańca, gry na
bębnach, fire show, każdy może poczuć się odpowiedzialny za jego przebieg poprzez pracę: dyżury w kuchni, sprzątanie łazienek, organizację modlitwy.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze