Madagaskar. Pierwsze wolontariuszki.

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dzieci na każdej szerokości geograficznej są twórcze. Wystarczy tylko pokazać im możliwość i dać  do rąk materiały. Dzięki polskim wolontariuszkom ich wakacje nabrały barw. 

Nie każde dziecko na świecie ma czas na beztroską zabawę oraz możliwość twórczej aktywności i rozwijania zdolności. Na Madagaskarze dzieciństwo najczęściej wiąże się z obowiązkiem pracy wraz z rodzicami i opiekowania się młodszym rodzeństwem. Edukacja jest płatna i wielu rodzin na nią nie stać. Najuboższym mieszkańcom wyspy, w tym dzieciom pomagają misjonarze, między innymi zakładając szkoły. W trakcie tegorocznych wakacji po raz pierwszy na oblackich misjach na Madagaskarze pracowały dwie polskie wolontariuszki: Iwona i Kasia. Przygotowały i przeprowadziły zajęcia plastyczne, artystyczne i sportowe dla dzieci w dwóch szkołach. Szkoła w miejscowości Morondava powstała zaledwie kilka lat temu i wciąż się rozwija. Odpowiedzialnymi za misje i szkołę są ojcowie Grzegorz Janiak OMI i Riri Andriamanantena OMI. W tym roku była miejscem zjazdu dzieci ze wszystkich diecezji katolickich na Madagaskarze. Zanim jednak do tego doszło, spotkali się najmłodsi podopieczni misji. Tutejsze dzieci są bardziej otwarte niż ich rówieśnicy mieszkający w buszu. Od początku żywiołowo reagowały na wspólne zabawy i zawody sportowe. Pod zadaszeniem z liści palmowych przy długich, drewnianych stołach chętnie pracowały artystycznie. Większość uczestniczyła w zajęciach wraz z młodszym rodzeństwem. Było wesoło i gwarnie. Powstawały kolorowe baobaby, ptaki, girlandy i wiele innych przedmiotów, które potem dzieci zabierały ze sobą i traktowały jak cenne skarby. Niekiedy taka własnoręcznie wykonana rzecz stawała się najważniejszą i jedyną zabawką. Korzystając z otrzymanych materiałów, dzieci często tworzyły prace według własnych pomysłów. Wyraźnie było widać, że zajęcia sprawiały im dużą radość. W trakcie pobytu wolontariuszek odbył się także trzydniowy festyn misyjny, kermes. Wówczas dzieci spędzały czas na wspólnej zabawie i tańcu. Wolontariuszki czynnie angażowały się w przygotowania, robiły dekoracje i pomagały o. Grzegorzowi.

W Befasy znajduje się najmłodsza misja prowadzona przez oblatów, gdzie obecnie pracuję z klerykiem Tojosoa Andrianjafy OMI. Istnieje od niespełna roku. Jedyna droga, jaka tu prowadzi, jest piaszczysta i przebiega przez rzekę Kabatomena. Szkoła jest dopiero budowana. Dzieci dotychczas uczyły się w pomieszczeniach kościoła. Na wakacyjne zajęcia przyszli jednak nie tylko uczniowie, a było ich około trzystu. Brali w nich udział również mali Malgasze z dalszej okolicy, a nawet z wioski nad rzeką Kabatomena. Początkowo dzieci były dość nieśmiałe w kontakcie z wolontariuszkami. Już po pierwszym spotkaniu to się zmieniło i wówczas na misji zrobiło się bardzo głośno. Na dużej macie rozłożonej na podłodze w kościele, bo miejsc w ławkach szybko zabrakło, dzieci rysowały, malowały i tworzyły kolorowe ozdoby. Były bardzo skupione na swojej pracy i bez reszty nią pochłonięte. Z dumą potem prezentowały własne rysunki i dekoracje. W tym czasie na terenie obok kościoła druga grupa dzieci bawiła się chustami animacyjnymi lub uczestniczyła w innych zabawach. Było też wspólne oglądanie bajek i filmu. Nawet wieczory były twórcze i radosne, bo wtedy młodzież robiła dekoracje dla misji, biżuterię lub szyła zabawki. Towarzyszyło temu wspólne śpiewanie i atmosfera święta.

Najważniejsza w pracy wolontariusza jest chęć dzielenia się sobą, wielkie serce, odwaga i głowa pełna pomysłów. Dzięki temu dzieci miały szansę ciekawego i pożytecznego spędzenia choć część wakacji. Przy okazji często ujawniały i wykorzystały własne talenty. Być może również wzmocniły swoją więź z misją. Mam nadzieję, że ten twórczo spędzony czas obudzi potencjał tkwiący w młodych Malgaszach i przyniesie owoce w niedalekiej przyszłości. Pewne jest, że uczniowie misyjnych szkół w Morondava i Befasy będą mogli cieszyć się nowo poznanymi zabawami także po wakacyjnej przerwie. Każda ze szkół, w których pracowały wolontariuszki,otrzymała bowiem chustę animacyjną jako prezent od polskich przyjaciół. To pierwsze doświadczenie wolontariatu wśród oblatów na Madagaskarze. Dziękujemy Iwonie i Kasi za ich zaangażowanie, otwartość, ofiarność i poświęcenie. To był piękny czas i myślę, że w przyszłości wolontariat świeckich w naszych misjach będzie się rozwijał.

Marek Ochlak OMI
Befasy, 26 X 2017 r.

Madagaskar. Pierwsze wolontariuszki.
2.4 (40%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze