Misjonarka: módlcie się za mnie!

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Witajcie! Wybaczcie mi, proszę, długą nieobecność na blogu. Mieliśmy trochę zawirowań w naszym młodym mongolskim kościele.

W parafii, w której pracuję już od 7 lat, nastąpiła zmiana proboszcza. Mamy nowego pasterza, młodego księdza z Korei Południowej, ojca Thomasa. Już od ponad roku nasza parafia działa bez oficjalnego pozwolenia, co powoduje okresowe zamykanie i ponowne otwieranie kościoła. To takie urzędnicze uciążliwości trzymające nas w nieustannym napięciu.  

Dla mnie osobiście wydarzyło się kilka sytuacji, które były bardzo bolesne. Zmarł bardzo drogi mi członek wspólnoty, Erdne, o którym napiszę wkrótce. Poza tym rodzina z Polski, posłana również przez nasze Stowarzyszenie ProMisja, która pracowała ze mną przez trzy lata, zdecydowała się wrócić do ojczyzny ze względu na zdrowie dziecka. Tak więc ponownie zostałam tutaj sama. Musiałam zmierzyć się z wieloma rozczarowaniami, poczuciem niesprawiedliwości, beznadziei i samotności. 

Wiem, że bez osłony modlitwy moich braci i sióstr ze wspólnoty, byłoby krucho. 

Po raz kolejny doświadczyłam mocy wszechmogącego Boga, który właśnie w takich sytuacjach, gdy kończą się nasze siły i możliwości, ma stuprocentowe pole do działania.  

 

Przez te siedem lat w Mongolii byłam odpowiedzialna za placówkę oddaloną o 40 km od Ułan Bator, w miasteczku powiatowym Zuunmod. Mieliśmy tam wierzących, ale przez wiele lat nie mogliśmy otrzymać pozwolenia na działalność religijną, ponieważ przy władzy utrzymywali się zwolennicy komunizmu. Z tego powodu prowadziliśmy tam centrum socjalne. Było to moje pierwsze miejsce posługi misyjnej, wkładałam w nie całe serce. Czasami było bardzo ciężko. Jednak z czasem zaprzyjaźniałam się z tamtejszymi ludźmi. Po wielu latach starań udało nam się zdobyć pozwolenie na otwarcie kościoła. Miałam regularne spotkania ze wspaniałą młodzieżą. I kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie, musiałam opuścić to miejsce, poczułam się bardzo zraniona. Pytałam Boga, jak mogę zostawić tych drogich mi ludzi. Potrzebowałam chwili, żeby przypomnieć sobie, że Bóg doskonale wie, co robi, że On troszczy się o tych ludzi znacznie mocniej, a jeśli chodzi o mnie, to skoro On zamyka jedne drzwi, to na pewno ma dla mnie coś lepszego. I rzeczywiście teraz pracuję już tylko w kościele w Ułan Bator. Ponownie opiekuję się młodzieżą, kontynuuję pracę z dziećmi oraz prowadzę kurs Alfa. Mam znacznie więcej czasu na spotkania z Mongołami, czuję się wolna, ale mam też pewność, że Bóg ma dla mnie więcej jeszcze nieotwartych drzwi, dlatego oczekuję z radością nowych rzeczy. 

Przekonuję się, że kiedy staję w pokorze przed moim Panem, nie mam nikogo i nic poza Nim samym, On czyni mnie zwycięzcą!  

Dzięki cudownemu i nieustannie zaskakującemu Bogu pozostaję w Mongolii i z wielką radością dzielę się Dobra Nowiną z tutejszymi mieszkańcami, wypełniając Jego nakaz: Idźcie i głoście… 

Przy tej okazji chciałabym podziękować wszystkim, którzy modlili i modlą się za mnie. Wierzę, że Wasze modlitwy stawiały mnie na nogi, kiedy nie miałam już sił i upadałam. Nie zapominajcie nigdy o modlitwie za misjonarzy! 

Fot. Justyna Homa

Galeria (46 zdjęć)
Misjonarka: módlcie się za mnie!
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze