Nigeria. Niedługo wrócę [MISYJNE DROGI]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Tymczasowość jest wpisana w codzienność szkoły podstawowej w Uyo. Dlatego budowa szkoły z prawdziwego zdarzenia jest tam niezbędna. Bo w wychowaniu najważniejsza jest stałość i konsekwencja.

Na samą myśl, że się rozstajemy na czas wakacji, w sercach dzieci pojawił się smutek, w oczach łzy, a na ustach wołanie; „my chcemy jechać z siostrą!” I co tu począć? Dobrze, że mamy mapę
świata, więc jedziemy palcem przez wszystkie kraje, kontynenty i znajdujemy Polskę w sercu Europy. Uczymy się jak powiedzieć „dzień dobry”, „dziękuję”, poznajemy nazwę stolicy, barwy i znaczenie Polskiej flagi. Dowiadujemy się, że tam nie rosną słodkie pomarańcze czy smaczne banany. A w dodatku jest zimno! Brrrrrr, nic przyjemnego! Będę tęsknić, ale przecież niedługo wrócę.
Szkoła Our Lady Queen of Peace Nursery and Primary funkcjonuje od pięciu lat. Jest to katolicka szkoła przy parafii św. Pawła Apostoła w dużym mieście Uyo w stanie Akwa Ibom, w południowej części Nigerii. Dzieci mają od dwóch do trzynastu lat. Są kochane i bardzo chcą się uczyć. Już od siódmej rano przychodzą do szkoły w swoich niebieskich mundurkach. Najpierw trzeba spełnić obowiązki – pozamiatać, napełnić dzbany wodą i ustawić się do apelu, a po nim odmaszerować jak w wojsku, przy akompaniamencie bębnów, do poszczególnych klas na zajęcia. Rozpoczynamy modlitwą, zaraz po niej trwają czterdziestominutowe lekcje według planu danej klasy. O dziesiątej długa przerwa – dzieci mogą coś zjeść, chętnie dzielą się z tymi, którzy nic nie mają do zjedzenia.
Mogą też pobiegać, a ostatnio nawet udało się zdobyć huśtawki, zjeżdżalnie oraz sprzęt do badmintona, więc jest trochę urozmaicenia. Kiedy dzwonek zadzwoni, wszyscy biegną z powrotem do klasy i kontynuują lekcje. Przedmiotów jest dużo, dzieci uczą się w języku angielskim. W południe modlitwa Anioł Pański, Litania do Matki Bożej, modlitwa o pokój w Nigerii i na świecie, za zmarłych i ofiarodawców. Zajęcia trwają do 13.30.


Warunki nauczania są bardzo trudne. W jednym pomieszczeniu starego kościoła uczy się osiem klas. Z dykty zrobione są tymczasowe przenośne przegródki. Jest ciasno i gorąco. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jedna klasa śpiewa, druga liczy, trzecia powtarza alfabet, czwarta czyta historię o magicznym garnku, inna znowu poznaje części ciała itd. Robi się jak w ulu i o rozproszenie nietrudno. Dwie klasy uczą się na zewnątrz, a jak zawieje mocniejszy wiatr, to wszystko fruwa. Trzy pomieszczenia wynajmujemy i trzeba za nie dodatkowo płacić. W każdy piątek po zajęciach trzeba opróżnić sale, poprzenosić wszystkie stoliki, krzesełka, tablice, przegródki. Jest tego dużo i dla takich małych dzieci to ogromny wysiłek. Podczas weekendu sala jest używana na rozmaite potrzeby parafii, spotkania grup, próby chóru, śluby czy też inne uroczystości. W poniedziałek dzieci muszą przyjść wcześniej, aby na nowo wszystko uporządkować. Nic więc dziwnego, że tęsknimy do własnego kąta. Mamy nawet przygotowany plan. Ma być to trzypiętrowy budynek– na dole sala multimedialna, która będzie zarabiała na szkołę. Drugie i trzecie piętro pomieszczą klasy, pracownie, archiwum, bibliotekę, biura i sanitariaty. Jest to piękna, ale kosztowna inwestycja. Wierzę, że z Bożą pomocą osiągniemy cel – piękny, solidny budynek, gdzie dzieci przez całe pokolenia będą wzrastać w mądrości i wiedzy.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze