Turkmenistan. Życie pod słońcem [MISYJNE DROGI]

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dobre stosunki z miejscowymi władzami i wysiłki dyplomatyczne zostały wzmocnione gorącą modlitwą. Cierpliwość i wytrwałość dają efekt: po ponad dwudziestu latach jest szansa na wybudowanie katolickiej kaplicy w Aszchabadzie.

Turkmeńskie lato powoli odchodzi w niepamięć. Z 45°C pozostaje już tylko niecałe 30. Noce przyprowadzają ze sobą miły chłód, który pomaga odpocząć po wielogodzinnej służbie i pracy. Zupełnie odwrotnie niż latem, częściej można spotkać spacerujących ludzi, cieszących się miłym i przyjaznym słońcem niż walczących w poszukiwaniu cienia. Niezmienny pozostaje tylko zapach pustyni Kara-kum i pył unoszący się w powietrzu. Są to również dni, kiedy można spotkać setki osób, szczelnie wypełniających chodniki i ulice, przygotowujących ponad dwugodzinną paradę z okazji Dnia Niepodległości, który przypada 27 września. Tak jak w poprzednich latach, również w tym roku w naszej wspólnocie gościmy nuncjusza, abp. Paula Fitzpatricka Russella, który stara się wykorzystać czas pobytu na ziemi turkmeńskiej i jako watykański dyplomata spotkać się z władzami. Wszystko wskazuje na to, że po 22 latach służby i pobytu oblatów, jedynych księży w tym muzułmańskim kraju, wspólnota wierzących w Jezusa Chrystusa będzie mogła rozpocząć budowę nowej kaplicy w Nuncjaturze Apostolskiej, a może nawet kościoła. Zapewne potrzeba dalszych pertraktacji ze stroną rządową, ale przede wszystkim waszej modlitwy w tej intencji. Jest to również czas wytężonej pracy Caritas. Niestety od trzech lat idea Altyn Asyr (Złotego Wieku) w Turkmenistanie dosyć mocno kuleje ze względu na kryzys ekonomiczny. Daje o sobie znać inflacja i spadek wartości manata (waluty Turkmenistanu).

foto: Rafał Chilimoniuk OMI

Niestety tak jak na całym świecie, również i tutaj przede wszystkim odbija się to na osobach najbiedniejszych. Coraz częściej słyszymy, że ludzie nie są w stanie wykupić w aptece podstawowych lekarstw ponieważ zdrożały aż pięciokrotnie, nie mówiąc już o jakiejkolwiek wizycie lekarskiej. Wielu puentuje to z dosadnością i rozczarowaniem wschodnim porzekadłem „smieszno i greszno”, żartując przy tym, że już niedługo będą obdarowywać się lekarstwami z okazji urodzin, by dożyć kolejnego roku. Jednakże wraz z ubożeniem społeczeństwa dostrzegamy więcej otwartości innych osób na to, by stale pomagać. Są to dla nas wyraźne znaki Bożej opieki i troski. Modlimy się i prosimy o modlitwę. Jak na pustyni niewielka ilość wody powoduje, że to, co było bez życia i nadziei, zaczyna kwitnąć, niech również i tutaj dzięki pracy niewielkiej wspólnoty wierzących w Jezusa Chrystusa rodzą się jak najlepsze owoce dla Turkmenistanu.

Rafał Chilimoniuk OMI

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze