Misja w Indonezji

Z o. Stefanem Wroszem i ministrantami z parafii Nangarawa/fot. arch. Józef Trzebuniak

Wesołego Alleluja! 

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Młody Kościół w Indonezji wyjątkowo intensywnie przeżył tegoroczne święta paschalne. 

Święta Wielkanocne w tym roku przeżyłem wraz z o. Stefanem Wroszem SVD w prowincji Manggarai, a dokładnie w stacji misyjnej parafii Kisol. Wyjechałem z seminarium w Ledalero już w czwartek przed Niedzielą Palmową, gdyż w Ogrodzie Miłosierdzia odbywał się pogrzeb zasłużonego i długoletniego misjonarza Indonezji – o. Czesława Osieckiego. Następnie pojechałem do Mataloko, aby poczekać na transport do zachodniej części wyspy Flores – Manggarai. Dotarłem tam w Niedzielę Palmową i od razu spotkałem się z o. Stefanem, który już od kilku dni mnie oczekiwał. 

O Stefan Wrosz SVD

O. Stefan Wrosz SVD w parafii Nangarawa/fot. arch. Józef Trzebuniak, Facebook

Przygotowania 

Po kilku dniach spędzonych razem, w Wielki Czwartek, udaliśmy się wspólnie do stacji misyjnej o nazwie Nangarawa. Ludność miejscowa przyjęła nas bardzo serdecznie, ponieważ budowniczym tamtejszego kościoła był również polski misjonarz, o. Jan Olęcki. Każdy dzień Triduum Paschalnego rozpoczynaliśmy od śpiewania lamentacji o poranku, czyli godzinie 6:00. Później było przygotowanie do liturgii wieczornej wraz z wiernymi, którzy bardzo chętnie przychodzili, aby sprzątać kościół, ćwiczyć śpiew i liturgię. Byli bardzo samodzielni, ponieważ rzadko mają okazję uczestniczyć w Eucharystii odprawianej przez kapłana. Droga do stacji misyjnej jest zniszczona przez powodzie, a na miejscu prąd jest tylko z generatora przy kościele. Nie ma zasięgu sieci telefonicznej, a tym samym dostępu do Internetu. 

Triduum w stacji misyjnej 

Mieszkaliśmy przy kościele i choć było bardzo skromnie, to mieliśmy dobre samopoczucie. Nie brakowało nam jedzenia, bo przez cały czas naszego pobytu ludzie przynosili nam posiłki. Zawsze na stole były świeże owoce i woda do picia. Ze względu na niewielki dystans do morza mogliśmy delektować się smacznymi rybami. Oczywiście do każdego posiłku był też ryż. W Wielki Czwartek przewodniczyłem Eucharystii, w Piątek i Sobotę liturgię prowadził o. Stefan, a Niedziela Wielkanocna znowu należała do mnie. Każdego dnia było pełno wiernych, którzy przychodzili gorliwie z najbardziej oddalonych części parafii. Codziennie był inny chór, który śpiewał pieśni zarówno po łacinie, jak i w języku miejscowym. W uroczystościach paschalnych uczestniczyły także dzieci, które po Komunii świętej zawsze podchodziły prosić o błogosławieństwo. Niektóre trochę się bały, a nawet płakały widząc białych misjonarzy – może po raz pierwszy w życiu. 

Misja w Indonezji

Z o. Stefanem Wroszem i ministrantami z parafii Nangarawa/fot. arch. Józef Trzebuniak

Codzienność na Flores 

Miałem okazję porozmawiać i doświadczyć codziennego życia mieszkańców zachodniej części Flores. Są to ludzie niezwykle sympatyczni i otwarci na wiarę chrześcijańską. Osoby konsekrowane są tutaj otaczane szacunkiem i życzliwością. Misjonarzowi naprawdę nie brakuje tutaj niczego. Czasami trochę się jednak dziwią, że my przyjechaliśmy z tak daleka, aby im głosić Ewangelię. Bo chociaż wiara tutaj jest silna, to jeszcze w opisywanej stacji misyjnej nie było jeszcze nigdy powołania do życia zakonnego czy kapłańskiego. Dlatego też prosiłem ich o modlitwę o powołania z ich rodzinnej parafii, aby w przyszłym roku była już choć jedna osoba, która zdecyduje się na pójście za Jezusem. 

Proszę o modlitwę za Kościół w Indonezji, ponieważ jeszcze wiele potrzeba włożyć trudu w głoszenie Ewangelii i formowanie wiernych.   

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze