Fot. pixabay

Bp Dowlaszewicz: trzeba młodych wyrwać z rąk karteli narkotykowych

1 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

– W pogoni za łatwiejszym życiem, tysiące młodych ludzi ucieka z wnętrza Amazonii do wielkich miast. Żeby przeżyć często angażują się w transport narkotyków, a kiedy przestają być potrzebni, giną z rąk sicarios, płatnych morderców – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Stanisław Dowlaszewicz, franciszkanin od 33 lat pracujący w Boliwii.

– Kościół robi wszystko, aby im pomóc, ale sam potrzebuje pomocy – dodał uczestniczący w synodzie hierarcha.

Młodzi ludzie szukający lepszego życia na obrzeżach Amazonii nie są przygotowani na spotkanie z wielkim miastem. – Mają w swoich wioskach Internet i telewizję, ale i tak jest to dla nich szok, kiedy trafiają do dwumilionowej metropolii, jaką jest np. Santa Cruz. Popadają w biedę i po pomoc zwracają się do karteli, które za małe pieniądze wykorzystują ich do transportu narkotyków – wyjaśnił hierarcha.

>>>Boliwia. Nauczyłam się, że towarzyszenie ma głęboki sens [ROZMOWA]

– Z takiej drogi nie ma powrotu, co najwyżej przez śmierć, dlatego też młodzi ludzie, którzy tutaj przyjeżdżają są narażeni na to, że trafią w ręce tzw. sicarios, czyli płatnych morderców. Na synodzie mówiłem o tym, że młodzież powinna przyjeżdżać do wielkich miast choć trochę przygotowana na to, co tam zastanie. Powinni się tym zająć ci, którzy mieszkają z nimi w ich wioskach, czyli rodzice, wspólnoty kościelne, wszyscy muszą mówić im o konkretnych niebezpieczeństwach, które na nich czyhają – mówił bp Dowlaszewicz. – Natomiast my w mieście, w ramach duszpasterstwa młodych chcemy stworzyć miejsca, gdzie ci młodzi mogą przyjechać i zatrzymać się na samym początku, wtedy kiedy jest najtrudniej. Tam będą mogli żyć swoją wiarą, swoimi tradycjami, rozmawiać w swoim języku, nabiorą pewności. To jest jedna z dróg ewangelizacji, o które prosił nas synod, a która potrzebuje natychmiastowych decyzji duszpasterskich. Nie możemy tych ludzi zostawić samych”.

Zobacz także
Wasze komentarze