fot. Freepik

Czy AI zabierze nam pracę? [FELIETON]

Najpierw miała zabrać pracę kasjerom. Potem kierowcom. Dziś coraz częściej słyszymy, że zagrożeni są także prawnicy, programiści, urzędnicy, a nawet dziennikarze. Czy sztuczna inteligencja rzeczywiście zmierza po nasze etaty, czy może bardziej po sposób, w jaki pracujemy?

Gdy szukam odpowiedzi na pytanie o to, czy AI zabierze nam pracę, mam przed oczami od razu mema, na którego niedawno się natknęłam. Bo czy sztuczna inteligencja potrafi wysłać maila z dopiskiem „Pizdrawiam”, a do tego jeszcze zapomnieć o dołączeniu załącznika? Niekoniecznie. A my – ludzie – już tak. To zdecydowanie coś, w czym jesteśmy nie do zastąpienia.

Wracając na nieco poważniejsze tory – mogłoby się wydawać, że sama wykonuję zawód, który bardzo łatwo może zastąpić nawet ChatGPT. Bo co to za filozofia napisać tekst? Otóż okazuje się, że duża. Bo AI – podobnie zresztą jak ludzie – ma swój styl. Przesadnie długie myślniki, krótkie zdania, często nawet takie z jednym wyrazem. A do tego jeszcze wyraźnie ubarwione opisy. To coś, co charakteryzuje teksty napisane przez sztuczną inteligencję. A jednocześnie coś, co po pewnym czasie zdecydowanie może się znudzić. Bo ile takich samych tekstów możemy przeczytać? W dodatku – ChatGPT może mi pomóc wymyślić pytania do wywiadu. Może nawet udawać, że jest drugą osobą i na te pytania odpowiedzieć. Jednak zawsze w jego wypowiedziach będzie mniej emocji. Bo zwyczajnie ten twór ich nie ma.

Sztuczna inteligencja raczej też nie wyleczy człowieka, nie ugotuje za nas obiadu, nie zabierze pościeli do prania. Można tak jeszcze długo wymieniać…

>>> „Czy w niebie będę mógł chodzić?”. U józefitek w Wierzbicach [REPORTAŻ]

Dziś kelnerka, jutro magazynier

Świetne rozważania na temat AI w służbie pracy można znaleźć w książce pt. „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości” Marka Szymaniaka (Wydawnictwo Czarne). Publikacja ta zaczyna się od ciekawej historii. Jej bohaterka, Marta, pracuje poprzez (a może w sumie dzięki) aplikacji Tikrow. Umożliwia ona pracę w dowolnym dniu i w dowolnej firmie. Codziennie można być więc kimś innym – magazynierem, kelnerem, sprzedawcą albo wykładać towar w sklepie. I o ile dla niektórych może być to wygodne, o tyle czasem staje się dość trudne, szczególnie jeśli chodzi o kwestię relacji międzyludzkich. Bo wielu stałych pracowników danej firmy albo w ogóle samych korzystających z aplikacji wychodzi z założenia, że po co poznawać kogoś, kogo jutro już tam nie będzie.

Również na kwestię relacji (a raczej na ich brak) wpływa praca w firmach typu Uber Eats, gdzie – często obcokrajowcy – rozwożą jedzenie, podają je komuś i… to tyle. Jak mówi więc jeden z bohaterów „Młócki” – można pracować przez kilka lat w Polsce, a potrafić powiedzieć po polsku jedynie „dzień dobry” i „do widzenia”.

A jak o Uberze mowa – to taksówkarze z tej firmy często są bardzo konkurencyjni dla taksówkarzy, którzy musieli uzyskać specjalną licencję czy zdać egzamin z topografii miasta. Dlatego też jest ich coraz mniej. Bo te kilka kliknięć w telefonie czasem jest o wiele wygodniejsze niż telefon do taksówkarza, któremu trzeba jeszcze dużo więcej zapłacić.

fot. pixabay

Kiedy będziesz w toalecie?

Niewątpliwym atutem aplikacji typu Uber jest też możliwość śledzenia, gdzie aktualnie znajduje się taksówkarz, kiedy do nas podjedzie i jak długo będziemy jechać na miejsce. Jednak tego typu możliwości, oferowane nam przez algorytmy, nie zawsze tak dobrze się sprawdzają. Bo śledzenie i sztuczna inteligencja często idą w parze. Współczesne systemy potrafią dokładnie śledzić ruchy naszego kursora podczas pracy zdalnej albo ułożyć grafik. Jednak ten robiony przez AI – choć powstaje szybciej niż wykonany przez człowieka – ma wiele minusów. W książce Marka Szymaniaka opowiada o nich m.in. mężczyzna, który pracował w call center, w którym z tygodniowym wyprzedzeniem musiał powiedzieć, kiedy będzie miał zamiar pójść do toalety. W przeciwnym razie – gdy w określonym czasie nie było go przy stanowisku pracy – zostawał negatywnie oceniany przez specjalny system. Po ludzku patrząc – jest to po prostu przykre i może bardzo źle wpływać na naszą psychikę. A patrząc z perspektywy AI? Na takie zachowanie zapewne nie ma żadnego usprawiedliwienia. Co więcej – jest ono karygodne. Mimo to wiele firm nie odchodzi od tak absurdalnych rozwiązań. Wręcz przeciwnie – coraz częściej są one wdrażane.

Czy wszystko smakowało?

„Mówimy, że algorytm czy sztuczna inteligencja coś rozumie, kontroluje albo wyciska pracownika jak cytrynę. To bzdury. Przecież to komputerowy program, który robi to, do czego został zaprogramowany przez ludzi” – wyjaśnia menadżer jednego z dużych hoteli. I o ile jego wypowiedź może napawać człowieka jakąś nadzieją, że mimo wszystko zawsze to on będzie „rządził”, dalsza część tej historii pokazuje, że niekoniecznie może tak być. Bo niemal wszystko w tym hotelu jest zarządzane przez AI. I nawet miły kelner, który podchodzi do stolika zapytać, czy aby na pewno klientowi wszystko smakuje, robi to dlatego, że wcześniej dostał przypomnienie na telefon.

>>> W świecie hałasu szukają ciszy. Rekolekcje na Morasku pomagają odnaleźć sens [ROZMOWA]

Kobiety

„… wskutek wykorzystania sztucznej inteligencji niektóre zadania dziś wykonywane przez ludzi zostaną uproszczone, ale część po prostu zniknie. Szacują, że wśród dwudziestu zawodów najbardziej wystawionych na wpływ AI dominują te specjalistyczne, między innymi finansiści, prawnicy, niektórzy urzędnicy państwowi, specjaliści do spraw administracji czy programiści. Pracuje w nich prawie 3,7 miliona Polaków, z czego 2,16 milionów to kobiety”. Te zdania dotyczące raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „AI na polskim rynku pracy” szczególnie mnie zaniepokoiły. Bo wychodzi na to, że niedługo przebranżowienie albo utrata pracy czeka wiele kobiet. To niepokojące zwłaszcza dlatego, że wiele z tych profesji przez lata uchodziło za stabilne i odporne na gwałtowne zmiany technologiczne, a żeby zdobyć określone stanowisko we wspomnianych branżach, konieczne było zdanie wielu egzaminów czy też przejście trudnej rekrutacji.

Pozostaje nadzieja, że dane te nie muszą oznaczać masowego bezrobocia, lecz raczej konieczność zdobywania nowych kompetencji i dostosowywania się do zmieniających się warunków pracy. Myślę, że coraz większego znaczenia będą nabierały umiejętności, których sztuczna inteligencja nie potrafi łatwo zastąpić, takie jak budowanie relacji, kreatywność czy krytyczne myślenie. Kluczowym wyzwaniem dla państwa, pracodawców i samych pracowników stanie się więc zapewnienie skutecznych możliwości przekwalifikowania i rozwoju zawodowego.

fot. materiały prasowe wydawnictwa

Stoponiowo, nie katastroficznie

O ile powyższy raport faktycznie jest niepokojący, tak samo jak przytoczone przykłady i historie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, o tyle jest też coś, co jednak daje odrobinę nadziei. Tak naprawdę wciąż nie wiadomo, kiedy nastąpi wielka rewolucja, na skutek której stanowiska pracy zostaną masowo likwidowane ze względu na zastąpienie pracowników przez AI. Historia rozwoju technologii pokazuje zresztą, że katastroficzne prognozy nie zawsze się sprawdzają. W przeszłości wiele zawodów zniknęło, ale jednocześnie powstały zupełnie nowe profesje, których wcześniej nikt nie był w stanie przewidzieć. Sztuczna inteligencja może więc nie tylko zastępować ludzi, lecz także stać się narzędziem zwiększającym ich produktywność i tworzącym nowe miejsca pracy. Nie bez znaczenia są również ograniczenia samych systemów AI, które nadal popełniają błędy i wymagają nadzoru człowieka. Dlatego, także ze względu na lekturę „Młócki”, mogę stwierdzić, że bardziej prawdopodobny wydaje się stopniowy proces zmian niż nagła i masowa likwidacja stanowisk pracy.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze