fot. Facebook Zakład Opiekuńczo Lecznicy dla Dzieci w Wierzbicach
„Czy w niebie będę mógł chodzić?”. U józefitek w Wierzbicach [REPORTAŻ]
Pracuje tu jedenaście sióstr, ale jest też personel medyczny, rehabilitanci, nauczyciele, opiekunowie i wolontariusze. Bez nich to miejsce nie mogłoby funkcjonować. Działają wspólnie, by dzieciom z niepełnosprawnościami żyło się po prostu lepiej. Bardzo ważna jest tu po prostu zwyczajność – by podopieczni czuli się jak w domu.
Do Wierzbic przyjechałam pociągiem. Stacja pomiędzy polami, choć miejscowość znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Wrocławia. Ruch tutaj jest dużo mniejszy, a po przejściu kilkuset metrów widać zabudowania budynków należących do sióstr józefitek. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda spokojnie i zwyczajnie. Dopiero po chwili człowiek zaczyna rozumieć, jak wiele codziennego wysiłku kryje się za murami tego miejsca.
W jednym z budynków rehabilitant pomaga kilkuletniemu chłopcu stawiać kolejne kroki. Każdy ruch wymaga ogromnej koncentracji i siły. Kilka metrów dalej opiekunka karmi dziewczynkę leżącą na specjalistycznym łóżku. A w dużej sali najmłodsze dzieci bawią się zabawkami. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim zaczynam rozmowę z siostrą Anielą – dyrektorką Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla Dzieci.
Historia tego domu zaczęła się zaraz po wojnie. W 1946 roku siostry józefitki przyjechały tutaj ze Wschodu razem z sierotami. To właśnie dla nich powstał pierwszy dom dziecka. – Na początku były tutaj głównie dzieci osierocone po wojnie albo porzucone – opowiada siostra Aniela. – Siostry po prostu chciały dać im dom i bezpieczeństwo.

Charyzmat w pełni
Z czasem zaczęły trafiać tutaj również dzieci chore i z niepełnosprawnościami. Najpierw głównie z różnymi niepełnosprawnościami fizycznymi, później także z głęboką niepełnosprawnością intelektualną. Dzisiaj, oprócz wspomnianego zakładu, funkcjonuje tutaj również ośrodek rewalidacyjno-wychowawczy dla dzieci z umiarkowaną i głęboką niepełnosprawnością. – Zakład w obecnej formie działa od 2001 roku, po reformie służby zdrowia, ale sam dom istnieje dużo dłużej – tłumaczy siostra.
W placówce mieszka obecnie pięćdziesięcioro jeden dzieci. Najmłodsze ma cztery miesiące, najstarsze dwadzieścia lat. Większość wymaga całodobowej opieki. Najczęstsze schorzenia to dziecięce porażenie mózgowe, dystrofie mięśniowe, rozszczep kręgosłupa czy zespół FAS. Niektóre dzieci poruszają się samodzielnie, inne nigdy nie będą chodzić. Są takie, które mówią dużo i chętnie, ale są też dzieci niemówiące, reagujące jedynie spojrzeniem albo drobnym ruchem dłoni.

Siostra Aniela mówi, że właśnie tutaj w pełni realizuje się charyzmat Zgromadzenia Sióstr Świętego Józefa. – Nasze zgromadzenie zostało założone przez świętego księdza Zygmunta Gorazdowskiego. On pomagał ludziom ubogim, chorym i opuszczonym. Często mówi się, że ten dom jest sercem naszego charyzmatu, bo tutaj rzeczywiście spotyka się człowieka najbardziej potrzebującego pomocy.
W Wierzbicach pracuje jedenaście sióstr, ale oprócz nich jest także personel medyczny, rehabilitanci, nauczyciele, opiekunowie i wolontariusze. Bez nich to miejsce nie mogłoby funkcjonować.\
>>> W świecie hałasu szukają ciszy. Rekolekcje na Morasku pomagają odnaleźć sens [ROZMOWA]
Małe i duże sukcesy
Dzień tutaj zaczyna się bardzo wcześnie. Dzieci trzeba obudzić, nakarmić, umyć, przygotować do zajęć i rehabilitacji. W ciągu dnia część podopiecznych uczestniczy w zajęciach szkolnych, część w terapii indywidualnej. Rehabilitacja odbywa się codziennie i dla wielu dzieci jest jedyną szansą na poprawę sprawności. – Czasem sukcesem jest pierwszy krok, czasem możliwość samodzielnego utrzymania kubka albo wypowiedzenie jednego słowa – przyznaje siostra Aniela. – Wszystko zależy od stanu dziecka, ale zawsze staramy się zrobić tyle, ile tylko jest możliwe.
W tym miejscu bardzo mocno widać, że sukces dla każdego oznacza coś innego. Tutaj wielkim wydarzeniem może być samodzielne podniesienie ręki albo pierwszy uśmiech po długiej chorobie. Opiekunowie uczą się cieszyć drobiazgami. Dzieci również. I, co ciekawe, one często w ogóle nie patrzą na siebie, jak na osoby chore. Po prostu żyją i cieszą się z małych rzeczy, z obecności innych dzieci, z zabawy, z wyjścia do parku. A zwyczajność jest w Wierzbicach czymś bardzo ważnym. Siostry robią wszystko, żeby dzieci miały poczucie domu, a nie pobytu w instytucji. Organizowane są urodziny, imieniny i różne małe uroczystości. Jest tort, prezenty i wspólne świętowanie. – Dzieci bardzo na to czekają. To są dla nich naprawdę ważne dni – opowiada siostra Aniela.
Czy kolega już wrócił?
Na ścianach ZOL-u wiszą kolorowe rysunki i zdjęcia z poprzednich uroczystości. W pokojach stoją pluszaki, kolorowe poduszki i fotografie. Od razu widać, że mimo ogromu cierpienia ktoś bardzo pilnuje tutaj dziecięcej normalności.
Najbardziej poruszające są jednak relacje między samymi dziećmi. Siostra Aniela mówi, że są ze sobą bardzo związane. Kiedy któreś trafia do szpitala, inni podopieczni od razu pytają, kiedy wróci. Tęsknią za sobą i naprawdę martwią się o siebie. Dzieci są podzielone na trzy grupy: dziewczyn, chłopaków i dzieci najmłodszych. W starszych grupach bardzo wyraźnie widać wzajemną pomoc. Ktoś poprawia drugiemu koc, ktoś inny pyta opiekuna, czy kolega już wrócił z rehabilitacji, a jeszcze ktoś inny podjeżdża wózkiem bliżej przyjaciela. – Nawet dzieci w ciężkim stanie rozpoznają osoby, które są blisko nich. Czasem komuś z zewnątrz wydaje się, że takie dziecko nic nie rozumie, ale to nieprawda. One bardzo przywiązują się do opiekunów i do siebie nawzajem – tłumaczy siostra Aniela. Co więcej – dzieci mają swoich ulubionych opiekunów. I swoje ulubione siostry.

>>> Kapelan żużlowców: nie można być kibicem tylko wtedy, gdy drużyna wygrywa [ROZMOWA]
Głębokie pytania
Ważną częścią życia w Wierzbicach jest wiara. W budynku znajduje się niewielka kaplica, w której odprawiane są msze święte. Dzieci przygotowują się do przyjęcia chrztu, pierwszej Komunii świętej i bierzmowania, oczywiście na tyle, na ile pozwala ich stan zdrowia i możliwości poznawcze. – To nie wygląda tak jak w zwykłej parafii – tłumaczy siostra. – Tutaj bardziej chodzi o obecność, o doświadczenie modlitwy i liturgii.
Niedawno dwoje dzieci przystąpiło do pierwszej Komunii świętej. Dla sióstr i opiekunów było to bardzo ważne wydarzenie. – Dzieci lubią modlitwę i często zadają bardzo głębokie pytania – mówi siostra Aniela. – Pytają, jak wygląda niebo, czy będą tam zdrowe, czy będą mogły chodzić. Te pytania brzmią inaczej, kiedy zadaje je dziecko przykute do łóżka albo poruszające się wyłącznie na wózku.
W Wierzbicach również śmierć jest częścią codzienności. Nie da się jej ukryć ani odsunąć. Niektóre dzieci odchodzą po długiej chorobie i cierpieniu. – To zawsze jest bardzo trudne. Dzieci pytają o swoich kolegów, pytają o śmierć. Rozmawiamy wtedy dużo o Panu Bogu i o niebie – mówi moja rozmówczyni. Kilka tygodni temu temu udało się stworzyć wspólny grobowiec i pomnik dla dzieci na cmentarzu w Wierzbicach. – Chcieliśmy, żeby nawet po śmierci były razem – dodaje józefitka.
Czym jest cud?
W tym miejscu inaczej rozumie się też słowo „cud”. To nie zawsze spektakularne uzdrowienia. Czasem cudem jest pierwszy krok po latach rehabilitacji. Albo też moment, gdy dziecko zaczyna mówić. – Ale dla mnie wielkim cudem są też adopcje – przyznaje siostra Aniela, dyrektorka Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla Dzieci. Zdarza się, że dzieci znajdują rodziny. Proces trwa długo. Rodziny przyjeżdżają do Wierzbic, poznają dziecko, budują z nim relację. Wszystko odbywa się przez ośrodek adopcyjny. To są naprawdę wzruszające historie.
Do placówki regularnie przyjeżdżają również wolontariusze: uczniowie, klerycy czy ludzie, którzy chcą po prostu pobyć z dziećmi. – One bardzo potrzebują obecności drugiego człowieka – tłumaczy siostra.
Wielu wolontariuszy wraca tutaj przez lata. Mówią, że Wierzbice zmieniają sposób patrzenia na życie. Nagle okazuje się, że szczęście może oznaczać coś bardzo prostego – jak uśmiech, kontakt wzrokowy, możliwość potrzymania kogoś za rękę.
Pod koniec rozmowy pytam siostrę Anielę, czy po tylu latach nadal czuje się spełniona w swoim powołaniu. – Bardzo. Właśnie tutaj na nowo odkryłam sens mojego powołania. Troska o te dzieci daje mi ogromną radość. To właśnie tutaj też człowiek bardzo szybko uczy się, czym naprawdę jest godność, troska i miłość do drugiego człowieka.
























| Galeria (24 zdjęć) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Mała Trzódka – wielkie serce. Franciszkanki pomagają starszym [ROZMOWA]
Wrocław: przy parafii św. Karola Boromeusza powstał drugi dom dla wielu dzieci [REPORTAŻ]
Monika Kubiaczyk: gdy dorośniemy, lepiej rozumiemy istotę pierwszej Komunii [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny