fot. pixabay

Czy katolik może spotykać się z osobą niewierzącą? Czy to ma sens?

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Co według ciebie jest wyznacznikiem dobrego związku? Te same pasje i zainteresowania, podobne charaktery, czy może to, by twoja druga połowa była wierząca? 

A co, jeśli osoba, którą kocham jest niewierząca? Co jeśli doskonale mi się z nią rozmawia, spędza czas, mamy wiele wspólnych zainteresowań, ale gdy nadchodzi niedziela, to na mszę świętą idę sama? I w końcu – co, jeśli myśląc o ślubie kościelnym, myślę tylko o tym jednostronnym, bo mój partner nie chce złożyć przysięgi przed Bogiem? Czy – jak w tytule – taki związek ma w ogóle sens? 

fot. pixabay

Od początku 

Zacznijmy jednak od początku, od pierwszych spotkań i zakochania się w drugiej osobie. Już wtedy przecież nowo poznane osoby odkrywają swoje poglądy. A przynajmniej tak powinno być.  

Wyobraźmy sobie więc sytuację, w której tak właśnie było. Mimo że jedna osoba w tej relacji jest wierząca, a druga nie – postanawiają kontynuować znajomość. Choć na początku związku nikt tak bardzo się nad tym nie zastanawia lub żyje nadzieją, że partner/partnerka na pewno się dzięki nam nawróci, to nadchodzi jednak moment, w którym zaczynamy zadawać sobie pytania o to, jak w przyszłości będzie wyglądała ta relacja, ślub, a później wychowanie dzieci. Co więc zrobić, jeśli każda z tych kwestii stanowi swego rodzaju problem, a mimo to kocha się tę drugą osobę?   

fot. pixabay

Jak przekonać go do wiary? 

Nie ukrywajmy, że większość katolików w takiej sytuacji miałaby w głowie jedną myśl – nawrócenie. I tak zaczynamy więc opowiadać naszemu partnerowi o Bogu, namawiać go na pójście na mszę i do spowiedzi. Modlimy się o wiarę dla niego. A gdy żadna z tych opcji się nie sprawdza, sięga się nawet po ostateczność, czyli… klasycznego focha. Ale czy można obrażać się na kogoś tylko dlatego, że jest niewierzący? Czy właśnie tego uczy nas nasza wiara? Nie. Co więc zrobić dalej? Zerwać? Mimo tego, że kochamy? 

Na pomoc przychodzi nam m.in. o. Adam Szustak OP w swoim filmiku pt. „Jak przekonać do wiary niewierzących”. Co więc radzi o. Adam? 

    1. Nie dyskutować.Dlaczego? Bo z kimś, kto nie wierzy, nie da się dyskutować o wierze. Nie powinno się rozmawiać o kwestiach, w którektoś zwyczajnie nie wierzy. Bo jeśli ktoś nie wierzy, że one istnieją, to naprawdę nie jest się w stanie go do tego przekonać. Oczywiście, dopóki ten ktoś sam nie spotka Pana Jezusa. 
    2. Nie namawiaj kogoś, kto nie wierzy, do chodzenia do kościoła i korzystania z sakramentów– jeśli ktoś nie zna Pana Jezusa, to msza święta może go odrzucić.
    3. Nie strasz piekłem i potępieniem– nawrócenie ze strachu nie jest nawróceniem.
    4. Rozmawiaj o własnym doświadczeniu bycia z Bogiemojciec Adam mówi, że to, co może kogoś przekonać, to przede wszystkim opowieść o naszym spotkaniu z Bogiem i doświadczeniu jego działania w naszym życiu. Mówiąc krótko: ŚWIADECTWO. 
    5. Zaprosić do udziału w naszym chrześcijańskim życiu– warto zaprosić kogośdo siebie chociażby na wigilię i pokazać mu, jak można przeżywać święta w katolickiej rodzinie. Można też zachęcić do wakacyjnego wyjazdu ze wspólnotą, ale nie jest dobrym pomysłem zaproszenie osoby niewierzącej na samo spotkanie wspólnoty. 
    6. Pokaż, że bycie z Bogiem oznacza szczęście – przede wszystkim pokaż, że żyjesz jako człowiek spełniony – mimo wszelkich przeciwieństw. Bo właśnie tego szukają ludzie – pomocy, szczęścia, zapewnienia, że życie z Bogiem wręcz kwitnie! 

I choć filmik ten nie dotyczy ściśle związków z osobami niewierzącymi, to mimo to i tak doskonale sprawdzi się w takich przypadkach. Bo z każdego z powyższych punktów można także skorzystać względem niewierzącego partnera. 

Wierzący, czyli dobry, a niewierzący zły? 

Osoba, z którą się umawiam nie wierzy w Boga, a ja tak. Czy to ma sens?” – to tytuł jednego z filmików na kanale YouTube prowadzonym przez Asię Lelejko. Na początku tego odcinka dziewczyna przyznaje, że jest osobą wierzącą i praktykującą oraz wspomina kilka swoich związków z osobami, zarówno z wierzącymi, jak i z niewierzącymi. 

>>> Diabeł tkwi w szczegółach. Te detale mogą zniszczyć twój związek

Opowiada m.in. o chłopaku – ateiście, niewychowanym w wierze chrześcijańskiej. Miał za to przekazane w domu piękne wartości i był dobrą osobą, a ich związek po kilku latach rozpadł się z zupełnie innego powodu. 

Później Asia spotykała się z wierzącym chłopakiem, który nosił duży krzyż na szyi. To był jej jedyny związek, w którym obecna była agresja, a sam mężczyzna okazał się najbardziej negatywną i nerwową osobą, jaką poznała. 

Te dwie, jak i pozostałe opowiedziane we wspomnianym filmiku historie moim zdaniem świadczą przede wszystkim o tym, że to nie wiara warunkuje to, czy ktoś jest dobrą osobą. Na etapie samego budowania związku warto więc zadać sobie pytanie, czy chce się być z kimś tylko ze względu na wiarę czy też ze względu na to, jakim jest człowiekiem. Nie sztuką jest bowiem iść na mszę razem z kimś, kto zaraz po niej może nas uderzyć. I przyznam, że piszę to również z własnego doświadczenia. 

A co później? 

Co ciekawe, często na ślub kościelny decydują się również osoby, które otwarcie mówią o tym, że są ateistami lub że „Bóg nie jest im do niczego potrzebny”. Do czego jest im więc potrzebna przysięga małżeńska złożona przed Bogiem? Nad tym zastanowię się w innym artykule. Teraz jednak chcę się skupić na przypadku, kiedy to ślub ma być jednostronny.  

Oczywiście, że to może być niezwykle trudne dla osoby wierzącej. Jednak warto pamiętać, że mimo wszystko składa ona przysięgę przed kimś, kogo kocha i komuś, kogo kocha. Dla niej więc ślub ten powinien być tak samo ważny, jak wtedy, gdyby słowa „Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci” wypowiedział też niewierzący małżonek.  

fot. pixabay

A co w przypadku chrztu dzieci? To kwestia, co do której powinni podjąć decyzję wspólnie  małżonkowie i warto o niej porozmawiać jeszcze przed ślubem, jeśli później może być powodem do poważnych kłótni. Należy jednak pamiętać, że osoba, która składała przysięgę małżeńską przed Bogiem świadomie przyznała, że chce z miłością przyjąć i wychować po katolicku potomstwo, którym małżonków obdarzy Bóg.   

>>> Bp Tomasik: każdy związek małżeński zawarty z wiarą jest Bożym Narodzeniem

Czy to ma sens? 

Czy związek osoby wierzącej z niewierzącą ma sens pytałam na początku tego artykułu i pytam też teraz. Dla mnie odpowiedź jest prosta: ma sens. Wszystko jednak zależy od tego, jaką ktoś jest osobą i jaką osobą jestem ja. Czy będę potrafiła żyć z kimś, dla kogo Bóg nie jest tak bardzo ważny jak dla mnie? Na to pytanie trzeba jednak odpowiedzieć sobie samemu. 

Zobacz także
Wasze komentarze