fot. Depositphotos/Instagram

Diakon zginął w ataku niedźwiedzia – tragiczny finał górskiej wyprawy

Miał 33 lata, był diakonem rzymskokatolickim i doświadczonym wędrowcem, który kochał góry i dziką przyrodę. Anthony Pollio zginął w Parku Narodowym Glacier w Montanie, prawdopodobnie zaatakowany przez niedźwiedzia grizzly podczas samotnej wyprawy. Służby odnalazły jego ciało kilka dni po tym, jak wysłał ojcu ostatnią, pełną czułości wiadomość.

Ciało Anthony’ego Pollio odnaleziono 6 maja na popularnym szlaku Mount Brown Trail, około czterech kilometrów od jego początku. Ratownicy natrafili na zwłoki 33-latka w gęstym poszyciu leśnym, zaledwie 15 metrów od wyznaczonej ścieżki. Władze parku narodowego poinformowały, że odniesione przez mężczyznę obrażenia są „spójne ze spotkaniem z niedźwiedziem”, choć ostateczne przyczyny zgonu ma potwierdzić sekcja zwłok.

Poszukiwania rozpoczęły się w poniedziałek, gdy rodzina zgłosiła brak kontaktu z turystą. Pollio przebywał w Montanie na dwutygodniowym wyjeździe z przyjacielem, jednak na ten konkretny szlak zdecydował się wyruszyć sam, by podziwiać zachodzące słońce.

Ostatni ślad życia Anthony pozostawił w telefonie swojego ojca, Arthura. Była to wiadomość głosowa oraz SMS, w których opisywał trudną wspinaczkę i otaczającą go naturę. „Ojcze, wspinam się na górę. Tu jest naprawdę dziko” – brzmiały słowa, które dziś dla rodziny są bolesną pamiątką. Wiadomość kończyła się krótkim: „Kocham cię, tato”. Arthur Pollio wspomina, że syn brzmiał na nagraniu, jakby był lekko zdyszany, co świadczyło o wysiłku włożonym w podejście pod górę. Nic nie zapowiadało jednak nadchodzącej tragedii, a regularne meldowanie się podczas wyprawy było u Anthony’ego standardem.

Śledczy pracujący na miejscu zdarzenia uważają, że 33-latek nie poddał się bez walki. Dowodem na to ma być pusta puszka po gazie pieprzowym na niedźwiedzie, którą znaleziono przy ciele. Władze parku potwierdziły, że w okolicy, gdzie doszło do ataku, wyraźnie czuć było rozpylony środek obronny.

Anthony Pollio nie był nowicjuszem w górach. Jako doświadczony wędrowiec i myśliwy, miał na koncie wyprawy przez Wielki Kanion, Park Narodowy Yellowstone czy Mount Rushmore. Znał zasady bezpieczeństwa obowiązujące w „kraju niedźwiedzi”, jak nazywany jest Park Narodowy Glacier ze względu na dużą populację grizzly i niedźwiedzi czarnych.

Tragedia wywołała poruszenie, ponieważ śmiertelne ataki niedźwiedzi w tym regionie są rzadkością. Ostatnie takie zdarzenie w Parku Narodowym Glacier miało miejsce blisko 30 lat temu, w 1998 r.. Od sierpnia 2025 r. nie odnotowano tam również żadnych przypadków zranienia turysty przez te zwierzęta. Obecnie odcinek szlaku, na którym doszło do zdarzenia, pozostaje tymczasowo zamknięty dla turystów. Pracownicy parku monitorują zachowanie drapieżników i analizują, czy konieczne będzie podjęcie dodatkowych środków bezpieczeństwa.

Gdy Anthony nie przemierzał górskich szlaków, posługiwał w swojej lokalnej parafii na Florydzie jako diakon katolicki. Jego ojciec w rozmowie z mediami podkreślił, że syn żył pełnią życia, łącząc głęboką wiarę z pasją do przygody. „Doświadczył w ciągu 33 lat tyle, czego niektórzy nie zaznają do dziewięćdziesiątki” – wyznał Arthur Pollio.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze