Zdjęcie: Warszawski Festiwal Filmowy (wwf.pl)

Dobre wydarzenie roku!

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Miałem problem z tym wydarzeniem. Za dużo, za bardzo w jednym czasie. Aż mnie głowa rozbolała. Kalendarz zbyt ciasny, a wydarzeń zbyt dużo. Co tu zrobić, jak to ogarnąć, och, nie było łatwo! A mimo wszystko w plebiscycie na najlepsze kulturalne wydarzenie roku w szeroko pojętej kulturze, zbiorową nagrodę przyznaję… FESTIWALOM TEMATYCZNYM.

Zaliczę do nich zarówno festiwale kina chrześcijańskiego, jak i filmów z cyklu „poznaj swojego sąsiada”. Już tłumaczę: mam na myśli kolejne edycje festiwali filmów ukraińskich, rosyjskich, żydowskich. W grupie pierwszej umieszczam przede wszystkim festiwal Arka i festiwal „Kino z duszą”. Siłą obu tych wydarzeń było to, że to nie było kino do oglądania w salce katechetycznej. To filmy naprawdę na duży ekran. Niektóre tytuły (jak np. „Jeździec”) nawet trudno nazwać stricte religijnymi. Mówiły one o ważnych w życiu wartościach, bazowały na chrześcijańskim fundamencie, ale na pewno nie były kręcone „na klęczniku”. Z kolei „Kino z duszą” zaoferowało widzom, oprócz samych filmów, rozmowy z ich twórcami. Tak było np. przy filmie „Witaj w kryminale, papieżu Franciszku”. Dokument zrealizowany w afrykańskim więzieniu w stolicy Burkina Faso już sam w sobie był niezwykle ciekawym obrazem. Spotkanie i rozmowa z reżyserem dopełniły jednak dzieła! Z „Arki” najbardziej zapamiętam film niezwykle życiowy, nazwałbym go poradnikiem szczęśliwego życia.

To film „Największy dar”. Przed obejrzeniem odstraszał mnie jego westernowy klimat. Przyznam – „t0 nie mój klimat”. To jednak był tylko mały element, który miał film uatrakcyjnić (według mnie niekoniecznie to się udało). Siłą obrazu był jednak jego główny przekaz: moc przebaczenia! Opowiadał historie ludzi, którzy mogliby do końca swoich dni żyć złymi uczuciami: dziewczyna bez nogi za to, że straciła ją w wyniku ataku terrorystycznego, mężczyzna, który miał niejeden problem w życiu przez to, że w dzieciństwie był źle traktowany przez rodziców itd. itp. Oni jednak postanowili nienawiść zamienić na miłość – do człowieka i do życia. I wygrali. Ich przemianę, ich walkę o lepsze życie pokazuje właśnie „Największy dar”. I choć momentami zbyt dosłowny i zbyt sztampowy, to nie jeden raz wyciskał łzy z oczu. Wychodząc z kina, postanowiłem stanowczo: „nigdy nie nienawidzić”. 

fot. pixabay


Siłą obu festiwali („Arki” i „Kina z duszą”) było to, że nie schowały się one gdzieś w salkach przykościelnych. Prezentowane były w studyjnych kinach w Warszawie, a także w niektórych innych miastach w Polsce. Przyciągały więc, siłą rzeczy, także tych, którzy tego typu wydarzeń wcale nie szukali.

W tym samym czasie w Warszawie można było uczestniczyć w festiwalach, które nazwałbym wspólnym mianownikiem: „Poznaj swojego sąsiada”. Bardzo sobie cenię tego typu wydarzenia. Skoncentrowane są na projekcjach pochodzących z jednego kraju, regionu lub o nim opowiadające: Ukraina, Gruzja, Rosja. Był też festiwal kina azjatyckiego. Rok temu zachwycił mnie Warsaw Jewish Film Festival.

W tym roku? Wybrałem się na festiwal filmów ukraińskich, ale tylko na dwa filmy: „Falling” i „Donbas”, a ciekawych tytułów było o wiele, wiele więcej. Choćby film „Mustafa”. Kim jest Mustafa Dżemilew? Według Wikipedii jest politykiem i osobą publiczną. Historia Mustafy Dżemilewa jest symbolem pokojowego oporu przeciwko niesprawiedliwości i dyskryminacji w regionie postradzieckim. To film o jego walce o powrót na Krym z miejsc zesłań w czasach Związku Radzieckiego, o przebiegu wymierzonego przeciw niemu procesu, jego doświadczeniu ponad 15 lat jako więźnia politycznego w radzieckich obozach pracy, a także o jednym z najdłuższych strajków głodowych w historii ludzkości. To także historia o powrocie Tatarów krymskich do ojczyzny po upadku Związku Radzieckiego i o walce Mustafy z okupacją Krymu w 2014 r. Obiecałem sobie, że ten film kiedyś obejrzę.

Zdjęcie: kadr z filmu „Mustafa”, fot. mat. prasowe



Filmy opowiadające o danym regionie czy kraju to świetna okazja, by poznać sąsiada (w naszym przypadku Ukraińca czy Rosjanina) czy zrozumieć bardziej odległą od nas kulturę. Listopad w Warszawie to był czas  wysypu i kumulacji tego typu wydarzeń. Z jednej strony dobrze, szare, długie jesienne wieczory sprzyjają wizytom w kinach. Z drugiej… naprawdę trudno było skorzystać z choć połowy oferty. Po prostu za mało czasu!

fot. pixabay


Pomysł na 2019 rok: albo te wydarzenia trochę rozłożyć w czasie, albo wziąć kilka dni wolnego, albo lepiej zorganizować kalendarz. Bo warto!

Dobre wydarzenie roku!
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze