kobieta, samotność

fot. unsplash

Dom. Bezpieczna twierdza czy więzienie samotności?

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Wszyscy nieszczęśliwi ludzie są nimi dlatego, że nie potrafią spokojnie przebywać w domu”. Ta myśl Błażeja Pascala chodzi mi po głowie już od kilku dni. Narodowa kwarantanna spowodowana koronawirusem jest pretekstem do zadania sobie bardzo ważnego pytania: czy potrafimy wytrzymać sami ze sobą?

Mówi się, że w domu jesteśmy najbardziej prawdziwi. Tutaj możemy być sobą. Dla jednych dom jest twierdzą, w której czują się bezpiecznie, a dla drugich jest więzieniem, z którego należy opracować plan ucieczki. Na miasto. Do ludzi. Na imprezę. Gdziekolwiek.

>>> Pięć tysięcy książek i audiobooków za darmo, czyli sposób na narodową kwarantannę

Twierdza

Z Robertem rozmawiam przez Messengera. Obecnie tak jest najbezpieczniej. Nie ma sensu narażać siebie i bliskich. Robert ma 28 lat i jest informatykiem w dużej firmie. Od kilku dni pracuje w domu. Pracodawca podjął decyzję, że wszyscy, którzy mają taką możliwość, mają wykonywać swoje obowiązki w trybie home office. – Nie ma dla mnie większej różnicy czy pracuję z domu czy z biura. Robię dokładnie to samo. Może nawet w mieszkaniu jestem bardziej wydajny, bo przez to, że nie muszę tracić czasu na dojazdy, dłużej śpię. Nie mówiąc już o tym, że w domu mam atmosferę, która sprzyja skupieniu. W biurze bywa z tym różnie – mówi Robert. Każdego ranka siada z kawą przed komputerem i koncentruje się na swoich zadaniach. Mailowo koresponduje z kolegami z pracy. Jest ze wszystkim na bieżąco. Wieczorami włącza serial, czyta książkę, przygotowuje dobrą kolację. A jeśli wystarczy czasu, to wskakuje na bieżnię, żeby nie stracić formy. Jego żona zajmuje się dzieckiem. Najbardziej brakuje im wspólnych wyjść na spacer. – Chcielibyśmy się ruszyć z domu, ale w obecnej sytuacji to utrudnione i trochę ryzykowne. Staramy się nie wychodzić i przeczekać te kilka tygodni epidemii. Lepiej, żeby nas nie dopadła – podkreśla.

home office

fot. unsplash

Wspólny wolny czas Robert z Anią wykorzystują na długie rozmowy, zabawy z dzieckiem, oglądanie zaległych filmów i relaks przy muzyce. – Fizycznie spędzamy teraz ze sobą wyjątkowo dużo czasu. Chyba więcej niż kiedykolwiek. Przeszło mi przez myśl, że kiedy jest się na okrągło razem, to mogą pojawić się jakieś nieoczekiwane tarcia, ale okazuje się, że jest w porządku. Mamy czas bycia razem i mamy też chwile, kiedy każdy z nas robi coś dla siebie. Jak na razie żyjemy w harmonii – zaznacza z uśmiechem Anna. – Potwierdzam – dodaje Robert. – Zawsze byliśmy domatorami i dobrze nam w naszych czterech kątach. Cierpliwie czekamy na moment, kiedy będzie już można bezpiecznie działać na pełnych obrotach – przyznają zgodnie.

>>> Zadzwonisz do mnie?

Więzienie

Nie wszyscy mają takie podejście jak Anna i Robert. Dla wielu własne mieszkanie jest więzieniem samotności. Klatką, z której trzeba się wydostać.

Dominika jest singielką. Mieszka sama. Całe jej życie koncentrowało się do tej pory na pracy i życiu towarzyskim. W domu spędzała niewiele czasu. Przypomina jej o samotności i o niezrealizowanych planach na założenie szczęśliwej rodziny. Puste mieszkanie wydobywa z niej traumy i lęki. Siedząc i pracując zdalnie w czterech ścianach często łapie się na tym, że znowu za dużo myśli i analizuje. Wraca w myślach do błędnych decyzji sprzed lat, zastanawia się, jak potoczyłyby się jej losy, gdyby wybrała inne studia lub podjęła inną pracę. Przerabiała ten temat ze swoim terapeutą wielokrotnie, ale wyjście ze stanów lękowych nie jest takie poste. Wcześniej, najlepszym lekarstwem było życie wypełnione przyjaciółmi, którzy zawsze byli blisko. – Miałam na marzec i kwiecień sporo planów. Trzeba było jednak odwołać spotkania, wyjazdy, eventy. Te wydarzenia jakoś nadawały rytm mojemu życiu. Żyłam tym, że coś fajnego się niebawem wydarzy, a teraz wszystko zostało zawieszone w próżni – mówi Dominika. Przyznaje się jednocześnie, że pozostanie w domu nie jest jedynym problemem. – Ja się tego wirusa po prostu boję. Choć wiem, że pewnie przeszłabym go łagodnie, bo mam 31 lat. Na samą myśl, że ktoś mógłby mnie zarazić mam jednak gęsią skórkę – przyznaje.

kobieta, samotność

fot. unsplash

Kiedy kończy swoje obowiązki związane z pracą, jej rytuałem jest gorąca kąpiel, a później lampka czerwonego wina i ulubione filmy. One są jednak tylko chwilową odskocznią. W końcu pojawiają się myśli, które nie dają spokoju, a w nocy nie pozwalają nawet spać. Do późnych godzin rozmawia z przyjaciółką na Skypie. To zawsze namiastka czyjejś realnej obecności. Ale z dnia na dzień czuje się coraz gorzej. Siedzi w domu jak w klatce. Nawet gdyby chciała zaryzykować i ją opuścić, lęk jej na to nie pozwala.

>>> 5 bardzo dobrych wiadomości w dobie koronawirusa

Narodowa kwarantanna uwypukla nasze mocne, ale i słabe strony. Część z nas dobrze radzi sobie z byciem cały czasu w domu. Inni czują się uwięzieni. Nie można tego wartościować. To różne emocje i doświadczenia, których nie wolno kwestionować. Jeśli jednak uda nam się nauczyć (także z pomocą specjalistów, kiedy to potrzebne) przebywać samemu ze sobą, jest duża szansa, że będziemy szczęśliwsi. W czasie odizolowania, ale i później.

Zobacz także
Wasze komentarze