Dynia prowadzi do piekła? O chrześcijańskim Halloween

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wszyscy już chyba słyszeliśmy o tym, że Halloween wymyślili celtyccy druidzi, a kultywowanie tego zwyczaju jest tak naprawdę czczeniem diabła. A co jeśli to bujda i jest to zwyczaj chrześcijański?

Nie wiem, czy to z racji historycznego wykształcenia, czy też może raczej z wrodzonej przekory jestem raczej nieufny. Znaczy to między innymi, że jeśli ktoś wygłasza wielkie sądy bez podania dowodów na poparcie swoich tez, to podchodzę do wyników z dużą rezerwą. Tę nieufność przekładam trochę na wiarę. Jeśli ktoś mówi mi, że Jezus to tak naprawdę egipski bóg Horus, bo istnieją analogie w ich życiorysach, to proszę go, żeby przedstawił mi dowody wykraczające poza filmy na YouTube. Podobnie mam niestety z demonicznymi tatuażami albo satanistycznym Halloween przed którym ostrzega mnie prawie każdy, a jednak nic poza „no bo to przecież takie pogaństwo i kult śmierci” nie jest w stanie z siebie wykrzesać. 

Kwestię pochodzenia Halloween badał o. Augustine Thompson OP, historyk, znawca średniowiecznej historii Kościoła. Jak dowodzi, Halloween nie jest wcale kultem diabła, ale mieszanką katolickich zwyczajów wziętych ze święta Wszystkich Świętych i upowszechnionych w Stanach Zjednoczonych. Od początku zatem. 

Ojciec Augustine przekonuje, że starożytni Celtowie wspominali zmarłych pod koniec prawie każdego miesiąca. Kiedy jednak papież Grzegorz IV w IX wieku przenosi święto Wszystkich Świętych (ang. All Saints albo All Hallows) z 13 maja na 1 listopada, starożytny zwyczaj pogan już nie istnieje, a w ostatni dzień października od teraz obchodzi się wigilię katolickiego święta, czyli z angielskiego All Hallows Eve. 

Pod koniec X wieku święty Odylon z Cluny dodaje do kalendarza Dzień Zaduszny, przypadający 2 listopada, w trakcie którego modlimy się za zmarłych w czyśćcu. 

Kościół zatem wspominał tych zbawionych (Wszystkich Świętych) oraz tych, którzy byli w czyśćcu. Nigdzie jednak nie mówił o potępionych. Ich losem troskali się, jak mówi o. Augustine, irlandzcy chłopi, którzy bali się, że zapomniane potępione dusze mogą sprawiać kłopoty. Na Wszystkich Świętych walili więc w garnki, żeby potępieńcy „nie czuli się zapomniani”. Kościół nie dopuścił w kalendarzu liturgicznym święta „Wszystkich Potępionych”, jednak nigdy nie potępił ludowej zapobiegliwości. 

Zwyczaj przebierania się za zmarłych wziął się z francuskiego „dance macabre”, czyli tańca śmierci. Ten chrześcijański motyw daleki był od okultyzmu; przypominać miał raczej o tym, że śmierć zabiera każdego (dlatego popularne były przedstawienia kościotrupów ubranych w stroje wszystkich stanów i profesji). Obie tradycje, irlandzkiego Halloween i francuskiego przebierania się, spotkały się najprawdopodobniej w okolicach XVIII wieku w brytyjskich koloniach w Ameryce Północnej, gdzie Francuzi i Irlandczycy zaczęli się pobierać. Tak właśnie powstało znane nam dziś Halloween. Towarzyszące mu zwyczaje, takie jak „cukierek albo psikus”, to dodatki. 

Współcześnie oczywiście święto zostało skomercjalizowane. Do zmarłych dodano wampiry i wróżki, do żałobnych świec dodano lampiony z dyni. Skomercjalizowano jednak również Boże Narodzenie, nie czyni to jednak z niego okultystycznych praktyk ku czci diabła. 

Nie obchodzę Halloween, przebieranki nie są jakoś w moim guście. Nie odmawiam jednak tej przyjemności innym. Nie dajmy się zwariować i zamiast w panice oblewać dzieciaki święconą wodą, po prostu pomódlmy się o łaskę wiary dla siebie i wszystkich innych.

Dynia prowadzi do piekła? O chrześcijańskim Halloween
4.4 (73.85%) 13 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze