Zdjęcie: Aslan – postać z cyklu powieściowego „Opowieści z Narnii”, fot. mat. prasowe

Dzięki nim możemy przeżywać przygody… O tłumaczach

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pewnie często sięgacie po książki napisane przez zagranicznych artystów. Zachwycacie się, i słusznie,  Tolkienem, Lewisem czy Szekspirem. Ale może warto zachwycić się też Polkowskim, Barańczakiem, Słomczyńskim, Paszkowskim, Skibniewską, Miłoszem czy… Janem Kochanowskim? 

Kilka dni temu, 5 września, zmarł Andrzej Polkowski. Tego dnia kończył 80 rok życia… Wiosną tego roku postanowiłem dokończyć czytanie „Opowieści z Narnii” C. S. Lewisa. Kilka kat temu przeczytałem pierwsze trzy tomy i.. utknąłem. W tym roku udało mi się przeczytać pozostałe cztery części. I przyznam, że była to świetna przygoda literacka. Przygoda, którą zawdzięczam nie tylko Lewisowi, autorowi tekstu, ale też wspomnianemu na początku Andrzejowi Polkowskiemu. To dzięki nim mogłem wraz z bohaterami przemierzać Narnię i przeżywać z nimi kolejne, fantastyczne przygody.  

>>> Hubert Piechocki o filmowym Tolkienie

Zdjęcie: kadr z filmu „Władca pierścieni”, fot. mat. prasowe

 „Lew chodził tu i lam po pustej, nagiej okolicy i śpiewał nową pieśń, bardziej melodyjną i rytmiczną, bardziej delikatną i falującą niż ta, którą wezwał na niebo gwiazdy i słońce. I kiedy tak chodził i śpiewał, dolina zazieleniła się trawą. Zieleń rozlewała się wokół niego, jak woda z potężnego źródła, a potem płynęła po zboczach wzgórz jak fala. W ciągu kilku minut wspinała się już po niższych stokach odległych gór. Z każdą chwilą młody świat stawał się cieplejszy i żywszy. Lekki wiaterek mierzwił bujną trawę. Wyższe stoki gór pociemniały od wrzosów, dolina pokryła się jakimiś dziwnymi, brązowozielonymi cętkami. Digory nie mógł się zorientować, co to jest, dopóki jedna z tych dziwnych rzeczy nie pojawiła się tuż obok niego. Zobaczył początkowo niewielki, wyrastający z ziemi pęd. który rosnąc szybko, wypuścił z siebie mnóstwo innych pędów, pokrywających się natychmiast zielenią. Teraz naokoło nich było już wiele takich żywych pędów, lecz dopiero gdy urosły do wysokości człowieka, Digory zrozumiał, że widzi, jak rosną drzewa”(C. S. Lewis „Siostrzeniec Czarodzieja”, tłum. A. Polkowski). 

 Tłumacz – artysta 

Dlaczego Narnię mogłem przemierzać nie tylko dzięki Lewisowi, ale też dzięki Polkowskiemu? Przede wszystkim dlatego, że zmarły niedawno pisarz i archeolog przetłumaczył „Opowieści z Narnii” na język polski. Stał się więc jakby drugim autorem tej książki. Owszem, nie wymyślił fabuły – ta narodziła się w głowie Lewisa. Musiał jednak zrobić coś równie trudnego – historię przedstawioną w jednym języku opisać w innym.

fot. unsplash

Owszem, możemy teraz wrzucić angielskie zdanie do internetowego translatora i otrzymamy jego polski odpowiednik. Ale chyba każdy, kto korzystał z tego narzędzia, wie, że jakość takiego tłumaczenia pozostawia z reguły wiele do życzenia… Poza tym, w tłumaczeniu literackim nie chodzi wyłącznie o to, by przekazać treść. Chodzi też o to, by nadać jej literacką formę – a to już sztuka. A może nawet trzeba napisać: Sztuka.  

„Tchórz, zanim umrze, kona wiele razy, 

Walecznych jedna tylko śmierć spotyka” (W. Szekspir „Juliusz Cezar”, tłum. S. Barańczak). 

Niedoceniani 

Tłumacze są przez czytelników niedoceniani. Większość z nas nawet nie sprawdza, kto przetłumaczył książkę, którą akurat czytamy. Może więc warto – z szacunku – choć spojrzeć na nazwisko „drugiego” autora? Może choć w taki sposób, jako czytelnicy, docenimy niełatwą, wielomiesięczną pracę tłumacza? Tłumacz to człowiek, który pracuje z językiem – a to wymagająca materia. Od niego zależy, jak ostatecznie książka zostanie odebrana przez czytelników. Zły tłumacz potrafi zniszczyć bestseller. Ale genialny tłumacz nawet z kiepskiego tekstu potrafi zrobić arcydzieło. Czytałem kiedyś pewną książkę (specjalnie nie podam tutaj tytułu, by publicznie nie dokonywać – negatywnej – oceny tłumaczenia) należącą do klasyki literatury światowej XX wieku. Ot, dobra powieść, ale czegoś mi brakowało… Po latach zorientowałem się, o co mi chodzi. Historia była świetna – tylko tłumaczenie słabe… Na szczęście owa książka ma też inne, znacznie lepsze polskie tłumaczenia. Kilka tygodni temu sięgnąłem zresztą, z przyjemnością, po jedno z nich. 

 Mój wiekuisty Pasterz mię pasie, 

Nie zejdzie mi nic na żadnym wczasie; 

Zawiódł mię w pasze niepospolite, 

Nad zdroje żywej wody obfite. 

 

Wrócił mię z dziwnych obłędliwości 

Na ścieżkę jawnej sprawiedliwości; 

Postanowił mię na drodze prawej 

Z chęci ku słudze swemu łaskawej” (Psalm 23, tłum. J. Kochanowski). 

Czas 

Andrzej Polkowski w ostatnich latach tłumaczył m. in. Harry’ego Pottera. Dzięki temu znany był czytelnikom sagi J. K. Rowling. Niecierpliwi fani chcieli jak najszybciej dostać polski przekład swojej ulubionej powieści. Wiem, bo sam nigdy nie mogłem się doczekać na kolejny tom przygód Harry’ego… Bo na polskie tłumaczenie trzeba było czekać dobrych kilka miesięcy… A przecież w innych krajach udawało się szybciej przetłumaczyć tę książkę… Tyle, że znaczenie ma tez jakość przekładu. Pan Andrzej Polkowski przykładał się do swojej pracy i tworzył arcydzieła w sztuce przekładu. Dlatego potrzebował czasu… Autor potrzebuje czasu na napisanie powieści, dajmy więc czas tłumaczowi na przełożenie dzieła na język polski… Musimy zacząć doceniać tłumaczy – zauważać, że to prawdziwi artyści. A artysta nie działa pod presją czasu. On chce, by owoc jego pracy był naprawdę czymś wielkim. To się udawało Andrzejowi Polkowskiemu i rzeszy innych polskich tłumaczy.  

„Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości” (W. Szekspir „Wiele hałasu o nic”, tłum. M. Słomczyński). 

Zdjęcie: William Shakespeare, fot. domena publiczna

Wielcy mistrzowie słowa 

W filologicznym gronie może trochę bardziej docenia się tłumaczy (choć i tak uważam, że za mało!). A to naprawdę wielkie nazwiska! Przecież kto z nas nie zna Jana Kochanowskiego? A ten renesansowy artysta nie tylko tworzył własne teksty, ale też tłumaczył! „Psałterz Dawidów” to genialny, literacki przekład „Księgi Psalmów”. Kto bywa na roratach w kościołach dominikańskich, ten pewnie miał okazję śpiewać psalmy w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego… Tłumaczenie psalmów i innych tekstów biblijnych (i nie tylko) zajmowało również Czesława Miłosza. A Jan Parandowski i jego tłumaczenie „Odysei” Homera? A Maria Skibniewska? Jako pierwsza przełożyła na nasz język największe dzieła J. R. R. Tolkiena – „Hobbita” i „Władcę Pierścieni”. Wiele do powiedzenia w kwestii przekładów mają na pewno wielbiciele Szekspira… Każdy z nich ma swojego ulubionego tłumacza i często prowadzą dyskusje nad tym, który z nich jest najlepszy. Stanisław Barańczak, Józef Paszkowski, Maciej Słomczyński, a może jeszcze ktoś inny?

>>> Głęboka wiara autora „Władcy pierścieni”

Warto też wspomnieć, że Słomczyński jest prawdopodobni jedyną osobą na świecie, której udało się przełożyć na język narodowy wszystkie dzieła mistrza Szekspira. I wśród tych nazwisk nie zapominajmy o Andrzeju Polkowskim – który dołączył właśnie w Domu Ojca do swoich wielkich poprzedników. 

Zdjęcie: Andrzej Polkowski, fot. arch

 „A kiedy to powiedział, przestał już wyglądać jak Lew, jednak to, co zaczęło się dziać później, jest tak wielkie i piękne, że nie mogę o tym pisać. Dla nas to koniec wszystkich opowieści i można tylko dodać, że odtąd już wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Lecz dla nich prawdziwa opowieść dopiero się zaczęła. Całe ich życie w tym świecie i wszystkie przygody w Narnii były zaledwie okładką i stroną tytułową i teraz rozpoczynali wreszcie Rozdział Pierwszej Wielkiej Opowieści, jakiej nikt jeszcze na ziemi nie czytał – opowieści, która trwa wiecznie i w której każdy rozdział jest lepszy od poprzedniego” (C. S. Lewis „Ostatnia bitwa”, tłum. A. Polkowski). 

 Andrzej Polkowski zostanie pochowany 11 września na Cmentarzu Wawrzyszewskim w Warszawie. 

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze