fot. episkopat.pl

Księża z pierwszego szeregu. Tak czekali na egzekucję

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

9 września przypadła rocznica pierwszych publicznych egzekucji dokonywanych przez Niemców na Starym Rynku w Bydgoszczy. 

W dniach od 5 do 11 września 1939 roku w Bydgoszczy miały miejsce masowe łapanki i mordy, niemieckie służby bezpieczeństwa oraz policja pod dowództwem generała SS Arthura Mülverstedta pod względem formalnym przygotowały się do tych działań z wielką perfidią. Uzasadniono je rzekomym strzelaniem Polaków do Niemców w mundurach i cywilów. W rzeczywistości miasto było zastraszone i bezbronne od chwili wkroczenia wojsk niemieckich, czyli od 5 września 1939 roku.

Strzelanie z kościoła

Z dokumentów niemieckich wiadomo, że większość aresztowanych od 7 do 11 września 1939 roku na ulicach i w domach (ok. 1400-2000 osób) traktowano oficjalnie jako zakładników, grożąc im, w przypadku strzelania do Niemców, śmiercią. Dało to służbie bezpieczeństwa SD możliwość przygotowywania prowokacji, jak choćby egzekucji co najmniej dwudziestu osób, w tym księży, 9 września 1939 r. na Starym Rynku. W koszarach artyleryjskich na Gdańskiej już około godz. 10.00 szykowano grupę zakładników dobieranych z różnych kręgów społecznych do egzekucji, która miała miejsce w południe.

fot. pixabay

Była to typowa prowokacja niemieckiej służby bezpieczeństwa. Wahano się co do liczby osób przeznaczonych do rozstrzelania. Nowy komendant miasta i niemieckich tyłów frontowych, generał Walther Braemer, na żądanie generała policji porządkowej i SS Mülverstedta odparł, że każe zastrzelić dziesięciu, ale pod warunkiem, że otrzyma meldunek, że żołnierz niemiecki względnie policjant został przez Polaków podstępnie zamordowany, lub że strzelano w mieście do Niemców. Współautor tej prowokacji i mordów oficer SD/SS Helmut Bischoff o naradzie mówił tak:

Pozostawił nam wolną rękę, jeśli sami chcemy wziąć odpowiedzialność na siebie za zastrzelenie. To wyjaśnienie całkowicie nam wystarczyło. Wejrzeliśmy na siebie krótko i porozumiewawczo w oczy i pożegnaliśmy się z p. komendantem garnizonu. Rozpoczęliśmy natychmiast przygotowania do rozstrzeliwania zakładników i do wyboru ich ze wszelkich sfer społecznych spośród internowanych. Gdy Polacy bezczelnie strzelali z kościoła o godz. 12.00 na rynku, nastąpiło pierwsze rozstrzeliwanie zakładników zupełnie publicznie na rynku.

Traktowanie przed śmiercią

Zgodnie ze źródłami, ks. Jan Jakubowski oraz ks. kanonik i proboszcz Józef Szulc z fary od 8 września przebywali w koszarach przy Gdańskiej 147, wraz z duchownymi z innych bydgoskich parafii. 9 września 1939 r. odbyła się pierwsza publiczna egzekucja polskich zakładników (następne w dniach 10 i 11 września), w celu zastraszenia polskich mieszkańców miasta.

Rano 8 września 1939 r. zostali aresztowani przez gestapowców na plebanii bazyliki pw. Wincentego à Paulo na Bielawkach: proboszcz ks. Jan Wagner, ks. Hieronim Gintrowski, ks. Edward Brandys, ks. Kazimierz Całka. Samochodem ciężarowym, w którym już byli inni księża, odstawiono ich do koszar artyleryjskich przy ul. Gdańskiej 147.

fot. pixabay

To zapewne tego dnia niemiecka służba bezpieczeństwa (SD) nakazała księdzu S. Wiorkowi (księża misjonarze) z Krakowa udać się do biura meldunkowego. W drodze lub na miejscu wraz z towarzyszącym mu ks. Piotrem Szarkiem z bazyliki pw. Św. Wincentego à Paulo zostali aresztowani i odstawieni do ratusza zamienionego w tym czasie na komendę wojskową i jedną z siedzib niemieckich służb bezpieczeństwa (SD, SS). Zamordowano ich w pierwszej egzekucji 9 września 1939 roku przed schodami kościoła pojezuickiego.

Jeśli chodzi o sytuację w całej archidiecezji gnieźnieńskiej, do której należała także Bydgoszcz, stwierdza się, że „większość księży aresztowanych, większość kościołów pozamykanych, wszystkie księgi parafialne zabrane, wszystkie majątki kościelne obłożone aresztem, figury świętych zburzone, nabożeństwa ograniczone”.

Księża z pierwszego szeregu. Tak czekali na egzekucję
3 (50%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze