samotność dzień singla

pexels

#DzieńSingla: czy można być powołanym do samotności?

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przyjęło się, że dzień po walentynkach jest dniem singla. Można sobie jednak zadać pytanie, czy rzeczywiście Bóg chciałby powołać kogoś do samotności?

Znak czasu

Krzysztof Kieślowski powiedział kiedyś:

Żyjemy w naszych betonowych osiedlach, zamknięci w mieszkaniach – dziuplach, jedno nad drugim, jedni obok drugich, i tak naprawdę bardzo samotni. Obserwujemy się nawzajem przez okno i do tego momentu wszystko jest w porządku. Kiedy jednak ten pseudokontakt próbujemy zastąpić bezpośrednim związkiem, prawdziwym uczuciem, okazuje się, że nie potrafimy tego zrobić, tracąc kolejną szansę.

Coś w tym jest. Dzisiaj o wiele łatwiej być singlem. Kiedyś, by „przeżyć” i mieć jakiś status, trzeba było wyjść z mąż/ożenić się. Inaczej nie można było funkcjonować. Dzisiaj sytuacja zmieniła się właściwie o 180 stopni. Wejście w związek małżeński na całe życie napawa lękiem i coraz mniej młodych osób się na to decyduje. Coraz więcej osób żyje w niesakramentalnych związkach, by mieć „wyjście awaryjne” i po prostu móc łatwo zmienić swój status.

>>> Znajdź czas na… Dzień Singla. Nie będziesz się nudzić

Jeden z polskich pisarzy i publicystów, Witold Gadowski napisał:

Żyjemy w epoce, która niepostrzeżenie, powoli i stopniowo (jak przysłowiową żabę gotowaną na wolnym, acz stale wzrastającym ogniu) odziera nas z naszej wspólnotowości, za pomocą wyrafinowanych technik pcha nas w stronę samotności, która ciągle nosi zewnętrzne pozory świetnej zabawy z innymi…

Dlaczego? Ano po prostu ludzie samotni, odcięci od realnej wspólnoty, są słabsi, bardziej podatni na manipulację i zastraszenie. Są także…głupsi, bo pozbawieni realnej rady i doświadczenia innych.

Prawdą jest, że samotność jest poniekąd produktem współczesności. Czy jednak Bóg w obecnych czasach może powołać nas do życia w tym stanie do końca życia?

Bycie samotnym niekoniecznie oznacza bycie… samotnym

By zastanowić się nad tą kwestią, warto określić różne stany „samotności”, które często wrzucamy do jednego worka. W pojęciu tym mieści się przecież wiele charyzmatów tego samego powołania. Osobiście nie lubię, gdy ktoś mówi „samotna osoba”. Wolę używać stwierdzenia „osoba stanu wolnego”. To pozwala z większą wolnością spojrzeć na tę sferę. Bo przecież brak zobowiązań wobec małżonka czy rodziny oznacza, że możemy podejmować się zupełnie innych zadań. „Samotność” może w kontekście powołania oznaczać gotowość do podjęcia się wielu misji w społeczeństwie i samym Kościele (jak chociażby wyjazd na misje).

Bycie singlem bądź osobą „stanu wolnego” ma kilka perspektyw: duchową, społeczną i psychologiczną. Może oznaczać poczucie izolacji bądź kompletną niezależność, która stwarza wiele możliwości. Myślę, że Bóg nikogo nie powołuje i nie chce powołać do bycia samotnym, ale zdecydowanie chce nas powołać do wypełniania swojego powołania, które może realizować się zarówno w małżeństwie, jak i w byciu singlem.

Zobacz także
Wasze komentarze