fot. m. wiśniewski

Ojca Szustaka recepta na udany związek

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

O. Szustak to taka religijna złota rączka. Przyjedzie, poprowadzi rekolekcje czy spotkanie, posłucha, podpyta, sprawdzi co nie gra, gdzie cieknie, weźmie do ręki swój duchowy śrubokręt i naprawi, co naprawy potrzebuje.

Takie odniosłem wrażenie po niedawnych warszawskich spotkaniach z tym znanym i cenionym dominikaninem. Rekolekcje „na Zbawiksie” (na początku roku akademickiego) przejdą chyba do historii – jako jedne z tych najbardziej obleganych (tłum nie mieścił się wewnątrz kościoła). Miesiąc później, w kościele pw. Krzyża Św., wraz z siostrą Anną Marią Pudełko zastanawiał się nad odpowiedzią na pytanie „Czy warto być w takim Kościele?”. Kilka tygodni później, na warszawskiej Pradze mówił o… związkach. Nie o związkach idealnych, bo takich nie ma, ale takich, które zbudowane są na „złotej regule”: podejdź, ujmij za rękę i podnieść. Dziś, tuż po liturgicznym wspomnieniu św. Walentego, patrona zakochanych, przypominamy spotkanie z kościoła pw. Nawrócenia św. Pawła. Dominikanin prowadził tam trzydniowe rekolekcje; dzień pierwszy – dla mężczyzn, drugi – dla kobiet, trzeci był „związkowy”.

fot. Maciej Kluczka

Złota reguła

Triada „podejdź, ujmij za rękę i podnieść” receptą na udany związek? To może zabrzmieć dziwnie… Nie miłość, wiara, wierność, czułość, szacunek? To też, ale właśnie te trzy wymienione wyżej czynności pomogą zbudować naprawdę dobry i trwały związek. To jednak nie autorski program o. Szustaka, ale życiowa sytuacja zaczerpnięta z Ewangelii wg św. Marka (Mk 1,29-39). To historia gorączki, którą miała teściowa św. Piotra. Jezus przyszedł i ją z niej uzdrowił (On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę). Jak podaje jeden z ojców Kościoła, jest to największy cud, jakiego dokonał Chrystus. Niektórzy pomyślą: „To chyba żart…”. Chyba, że uznamy uzdrowienie akurat teściowej, jako zdarzenie w kategoriach cudu…

>>> Pandowy Portal Randkowy – „ojcem chrzestnym” jest Adam Szustak

Gorączka teściowej

Największy cud to nie ten z Kany Galijskiej? To nie wskrzeszenie Łazarza? Nie rozmnożenie chleba i ryb? Właśnie nie… Cudem w tym przypadku nie jest jednak to, co widoczne na zewnątrz – czyli sama poprawa zdrowia kobiety – ale przezwyciężenie stanu, który panował w domu Piotra. A co tam tak naprawdę się działo? Krótko o czasoprzestrzeni sceny z Ewangelii św. Marka… To czas, gdy Piotr ma swoją żonę, córkę. Wszyscy mieszkają razem, także z matką żony, czyli teściową… Nie jest trudno sobie wyobrazić, że taki układ może rodzić konfliktowe, wręcz wybuchowe sytuacje – podkreślił o. Adam. Pewnego razu Piotr wraz z Andrzejem wybierają się nad Jordan, gdzie nauki głosi Jan Chrzciciel. Nie dość, że nie było ich kilka tygodni (samo dotarcie nad rzekę zajęło sporo czasu), to zostawili w domu swoje kobiety. Owa gorączka prawdopodobnie nie była spowodowana chorobą, ale emocjami. Krótko mówiąc – teściowa była zła.

fot. M. Wiśniewski

Najgroźniejszy demon

Całą historię powrotu mężczyzn do rozgorączkowanego domu można poznać albo przypomnieć sobie przez lekturę Ewangelii. Tu skupmy się na rozłożeniu na czynniki pierwsze owej „złotej reguły”. Jezus, w trakcie swojego życia na ziemi, dokonywał wielu cudów, potrafił nawet wskrzeszać umarłych. Przy tych wszystkich sprawach uzdrowienie teściowej z gorączki trudno porównać do tych największych „wyczynów”. Mimo to, św. Grzegorz z Nyssy, pisząc w IV wieku komentarz do Ewangelii uznał ten cud za największy (żył w Kapadocji, dzisiejsza Turcja, w IV wieku po Chrystusie). Dlaczego? Jezus pokonał bowiem najbardziej niebezpiecznego demona, jaki może opanować ludzką duszę. – I bynajmniej nie chodzi o teściową – śmiał się o. Adam. Ten demon to poróżnienie, niezgoda, niepokój. O tym jeszcze na koniec naszego rozważania.

>>> Ojciec Szustak rusza z nowym cyklem. Tym razem tylko dla dorosłych

Swoją drogą, ten fragment Ewangelii to piękna opowieść o tym, co się dzieje w związku ludzi, gdy wkracza do nich Jezus. Kiedy ewangeliści opisują moment uzdrowienia (nie tylko tego konkretnego), to podsumowanie tego wydarzenia kończy się ukazaniem jego efektu, swoistej naprawy. Przykładowo: „I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł”. Przy uzdrowieniu niewidomego przeczytać możemy: „Od tego momentu widział jasno i wyraźnie”. W tym fragmencie Ewangelii czytamy że „gorączka ją opuściła, a ona wstała i usługiwała mu”. Marek Ewangelista sugeruje, że nie gorączka jest tu największym problemem, ale coś więcej – niemoc, która ogarnęła tę kobietę.

fot. unsplash

Mechanizm związkowy

Pamiętajmy, to wydarzyło się w konkretnym, trudnym czasie. U Piotra w domu nie przelewało się, po jego długiej nieobecności musiała już panować nerwowa sytuacja. Piotr, Andrzej, w drodze powrotnej z Jordanu zostali pociągnięci przez Jezusa. Oni więc wracają do domu i… oznajmiają, że chcą dalej iść za Jezusem.

– Powołanie apostołów często widzimy jako piękne, wspaniałe wydarzenie. A to wiązało się przecież z wielkimi wyrzeczeniami. Pomyślcie, że wasz mąż czy narzeczony pojechał na Jasną Górę, wraca po miesiącu i mówi, że chce oddać swoje życie Jezusowi. Gorączki można dostać, prawda? – żartował ojciec Adam.

Jezus uczy Piotra miłości

Owa gorączka dopadła też teściową Piotra. Nie bez przyczyny przecież jest powiedzenie: „Co się tak gorączkujesz”. Jezus przychodzi z Piotrem do domu z pomocą. – Ta Ewangelia jest tak bardzo z życia – podkreślał o. Szustak. „Jezus podszedł do niej, ujął za rękę i podniósł” – relacjonuje Marek. – W tym jest ukryta cała machina związkowa – stwierdził rekolekcjonista. – W tym jest najlepsza rada, co zrobić, by spotkać się w związku, by znać siebie nawzajem i swoje potrzeby. W tym przypadku chodzi o zięcia i teściową, ale ten mechanizm pomoże wszystkim – mówił o. Adam. Jezus uczy Piotra ,jak się buduje więzy miłosne, by przezwyciężyć to, co w związku jest trudne. A w każdym związku taka trudna chwila przyjdzie. Przeanalizujmy ten mechanizm dokładniej…

Zdjęcie: o. Adam Szustak OP podczas rekolekcji „Ożywiająca nadzieja”, fot. Szumotalski.pl

Pierwsze – „Jezus do niej przyszedł”

Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, nie stał w miejscu. – Nie skwitował sytuacji: „Oj, mamusia się pewnie obraziła” – żartował w swoim stylu o. Adam i podkreślał, że Jezus spojrzał na tę sytuację nie ze swojego punktu widzenia, ale postarał się wejść „w buty” tej kobiety. – To pierwsza i fundamentalna sprawa. Jeśli chcesz naprawdę spotkać się z drugim człowiekiem, być z nim blisko, to musisz nieustannie widzieć, jak wygląda wasza rzeczywistość także z jego puntu widzenia. A relacja (ze swej natury) wygląda nie tylko „z jednej strony”, z „twojej” czy „tej drugiej osoby” – mówił duchowny. Podawał przykłady takiego jednostronnego patrzenia. Objawia się ono w takich wypowiedziach: „Doskonale wiem, co on/ona sobie myśli”. – Nie myśleć, tylko spróbować zobaczyć to, co widzi „druga strona” – radzi o. Adam. Co ważne, to nie znaczy, że wszystko, co robi i myśli owa „druga strona”, będzie z automatu usprawiedliwione i prawidłowe, ale przynajmniej dowiemy się ze źródła, o co tak naprawdę chodzi. – W związkach chodzi właśnie o tę pracę, żeby zobaczyć to, co „tam się dzieje”, „po tej drugiej stronie”. Czy ośmielisz się pójść tam i to zobaczyć? – pytał młodych o. Szustak. Dominikanin dodał też, że często się takiego ruchu boimy. Dlaczego? Boimy się, że staniemy się bezbronni, bo może zobaczymy, że sytuacja wygląda inaczej, że nie będziemy już mogli się gniewać, bo może zobaczymy cierpienie albo krzywdę, którą tej osobie wyrządziliśmy?

fot. youtube

Drugie – „ujął ją za rękę”

– Jezus był ujmujący. Mężczyzna ujmuje kobietę za rękę. Dziś to już jest takie passe! – przyznał ze smutkiem zakonnik. Zachęcał do szacunku, „czułego, jak tylko się da”. Jezus nie mówi, że „trzeba tu coś wyjaśnić”, ale pyta, w czym może pomóc. Gorączka teściowej św. Piotra mogła być skutkiem gniewu. – Nigdy w gniewie nie załatwiajmy naszych spraw – radził o. Adam. W gniewie są emocje, chęć odegrania się, zemsty, w gniewie mówimy za dużo i później przez długi czas (niekiedy nawet lata) potrafimy do tych słów przywiązywać zbyt dużą wagę. – Jeśli w relacje nie spróbujemy włożyć łagodności, szacunku, to nie pójdziemy do przodu – radzi duszpasterz. I tu jeszcze dwie złote rady. Pierwsza: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”. I druga – od papieża: „Rzucajcie talerzami, ale wieczorem macie przyjść się przeprosić”. Najgorzej tkwić w gniewie i w złym, bo tego właśnie chce diabeł.

>>> Dziwne fakty o ojcu Adamie Szustaku OP [WIDEO]

Trzecie – „podniósł ją”.

– To najważniejsze, co w tej całej ewangelicznej historii najdziemy – mówi o. Adam. Jak zaznacza, Ewangelia nie mówi, co Jezus powiedział tej kobiecie, ewangelista nie zdradza tego fragmentu spotkania. Zrobił to jednak w taki sposób, że kobietę to spotkanie podniosło, a nie ją poniżyło.– Można drugiemu człowiekowi powiedzieć dokładnie to samo na dwa różne sposoby. Można powiedzieć prawdę tak, że „jest źle, robi źle, ale jest kochany i wezwany do zmiany”, a można powiedzieć, „że jest źle, jest zły i jednocześnie jest zerem, z którym nie wiążemy już żadnych nadziei”. Prawda będzie taka sama, ale skutek zupełnie inny – dodaje dominikanin.

o. Adam Szustak OP, fot. Mirosław Wiśniewski

– Prawda bez miłości jest do wyrzucenia – podkreślał. – Prawda bez miłości jest absolutnie bezużyteczna. Tylko prawda podana z miłością i z miłości może wyzwolić nas, także nasze związki, ze złego – dodaje. O. Adam podał tu przykład z „własnego podwórka”. Podczas kapituły win, gdy zakonnicy mają szansę i czas na omówienie swoich problemów, nigdy nie mówią tego w złości. Ta zasada dotyczy także przyjaźni, relacji rodzinnych i koleżeńskich. Jeśli chcecie zbudować naprawdę bliską więź, to musicie zdobyć się na brak agresji, gniewu, przemocy.

Ten, który dzieli

To uzdrowienie z gorączki św. Grzegorz uznał za największy cud. Uznał bowiem, że demon niezgody i poróżnienia to najgorszy z demonów, bo jest zaczynem każdego innego zła. Diabeł, z greckiego „diabolos”, to dosłownie „ten, który dzieli”. Dlaczego tak wiele małżeństw kończy się rozwodem? Bo podstawowym działaniem złego jest dzielenie. Dlaczego w świecie jest tak wiele podziałów, wojen i konfliktów? Bo podstawowym celem złego jest działanie. Dlaczego nawet w rodzinach czy w Kościele są podziały? Odpowiedź jest taka sama.

– Nawet gdyby w twoim życiu działy się najgorsze rzeczy, ale będziesz przy Bogu, to możesz być pewny/pewna, że On ciebie nie zostawi. Nigdy. Przetrwasz nawet najgorsze cierpienie. Zły wie, że żeby jego atak był celny, najpierw musi podzielić, oddzielić – ludzi od siebie i ludzi od Boga. Wtedy człowiek staje się łatwym celem. Zły będzie walił w wasz związek, będzie próbował was skłócić, pokazywać wam nawzajem wasze złe strony. Chce rozwalić i podzielić, bo inaczej nie ma szans – mówił w czasie rekolekcji o. Adam.

Nie bez przyczyny znamy takie powiedzenie: „Bogu jest łatwiej umarłych wskrzeszać, niż zwaśnionych godzić”. Ale są też i inne słowa i ich warto się trzymać: „Gdzie dwóch albo trzech się zbierze w Imię moje, tam i ja jestem”.

Zobacz także
Wasze komentarze