Zdjęcie: pan Robert (z lewej) i pan Edward (z prawej), fot. misyjne.pl

Edward i Robert z Sant’Egidio: To, coś najpiękniejszego, co nas w życiu spotkało

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jak wychodzi się z bezdomności? Jak nie czuć się biednym mimo braku środków na koncie? Co jest najważniejszego we Wspólnocie Saint Egidio? Przy okazji Światowego Dnia Ubogich ustanowionego przez papieża Franciszka rozmawialiśmy z ludźmi Sant’Egidio – panami Edwardem i Robertem. Modliliśmy się też z kard. Kazimierzem Nyczem.

Zdjęcie: metropolita warszawski, kard. Nycz, odwiedził Wspólnotę Saint Egidio w Światowy Dzień Ubogich, fot. misyjne.pl

Maciej Kluczka (misyjne.pl): Skąd Panowie pochodzą? Stąd? Ze stolicy?
Edward (65 lat): Ja z Wałbrzycha. W tym kochanym kraju, w tym kochanym dobrobycie zamknęli mi kopalnię i nie było innego wyjścia. Trzeba było gdzieś szukać, trochę świata zwiedziłem, a na koniec wylądowałem w Warszawie.

Robert: (61 lat): Urodziłem się w Warszawie, kocham ją i sławię. Warszawa nigdy nie była zamknięta, zawsze przyjmowała innych z otwartymi ramionami, ale pod warunkiem, że ktoś coś wniósł, coś reprezentował, potrafił coś. Nigdy nie dzieliła na swoich i obcych, jeżeli ktoś był człowiekiem, po prostu – człowiekiem, to mógł tu dać radę.

Wasze najtrudniejsze momenty w Warszawie to kiedy były? To już dawna przeszłość?
Edward: Dawno, dawno.

Robert: Lepiej nie wspominać, ciężko.

Edward: 2004 rok… wtedy człowiek poznał pewne sprawy, jak życie może wyglądać…

Przyjechał Pan tu za pracą? Liczył Pan, że tu się uda coś znaleźć?
Edward: Wie Pan, jak w Wałbrzychu pozamykali wszystko, w przeciągu chwili 3,5 tysiąca chłopaków zostało na ulicy…

Najbardziej ucierpieli ci z dzielnicy Biały Kamień, prawda?
Edward: Tak, a pan zna w ogóle Wałbrzych?

Byłem kilka razy, ale już jakiś czas temu. Trochę też czytałem. W Wałbrzychu jak w soczewce skupiło się wiele problemów transformacji. Jak długo byliście bezdomnymi?
Robert: A co pan rozumie przez „bezdomność”?

Człowieka, który nie ma swojego dachu nad głową w nocy, spędza ten czas pod gołym niebem.
Robert: W Warszawie? Bez dachu? Nie da się. Są przystanki, pętle autobusowe, autobusy, tramwaje, klatki schodowe. Na ostatnim miejscu wymieniam schroniska, bo ich w Warszawie jest tyle co kot napłakał. A jeżeli ktoś chce, to da radę.

Mówiąc „pod gołym niebem” miałem na myśli też sytuację, gdy nie macie swojego dachu nad głową, prywatnego miejsca. Zawsze może ktoś wygonić, powiedzieć złe słowo.
Edward: Zgadza się, wszystko zależy od człowieka. Powiem szczerze i może brutalnie na temat innych bezdomnych: jeśli ktoś chodzi pijany, śmierdzący, to nie dziwię się, że nikt go nie wpuści na klatkę, bo może zrobić taki nieporządek, że głowa boli. Ja na klatce mieszkałem dwa lata.

Zdjęcie: pan Edward po problemach z pracą w Wałbrzychu, po stracie mieszkania ruszył w drogę w poszukiwaniu lepszego życia; fot. misyjne.pl

Na tej samej, jednej?
Tak, na Pradze.

I nie wyrzucali?
Nie zostawiałem brudów, zostawiałem tylko ciuchy i torby i nikt mnie nie wyganiał.

A co się wtedy robi? W dzień próbuje szukać się jakiejś dorywczej pracy, by mieć na chleb? Jak sobie radzicie?
Edward: Powiem Panu, jaka jest polska mentalność. Jeżeli pan jesteś bezdomny… po polsku mówić? Uważają Pana za najgorszą prostytutkę, złodzieja i alkoholika

Rober: Dokładnie.

Edward: Wie pan w jaki sposób wyleciałem z chałupy? Dwa lata pracowałem na Wyspach. W tym czasie żona mnie wymeldowała, wzięła rozwód i „do widzenia”.

Robert: Zły moment, źli ludzie, zły papier, nie ma reguły. Przyczyny bezdomności mogą być różne. Gdy jesteś na ulicy to uczysz się wszystkiego, szczególnie z troszczeniem się na siebie, Umiesz liczyć? Licz na siebie, będziesz wtedy mieć jak w niebie.

Jak się zdobywa jedzenie? Drobne pieniądze? Idziecie do schronisk? Do MOPSu?
Robert: W Warszawie? MOPS? Niech pan zapomni. Jest totalna spychologia. Może zdobyć pan złoto w maratonie, to będzie łatwiejsze niż załatwić coś w urzędzie. Ok, są urzędy, w których usłyszę: „w czym możemy pomóc?”, ale w większości są te, w których usłyszę: „czego pan chce”?

Są momenty że dwa, trzy dni nie ma jedzenia?
Robert: W życiu. W Warszawie ktoś głodny i brudny to jest idiota. Wystarczy być trzeźwym, a jadłodajni, punktów z odzieżą jest bardzo dużo. Można się ubrać, można zjeść.

Które punkty najczęściej odwiedzacie?
Robert: Większość prowadzą instytucje kościelne. (Pan Edward musi na chwilę odejść)

Jak panu udało się stanąć na nogi?
Robert: Dzięki Sant’Egidio, mówię to zupełnie szczerze i zgodnie z prawdą. Nie OPS, nie jakiekolwiek inne instytucje tylko Sant’Egidio.

Gdzie Pan ich spotkał?
Robert: Dzięki znajomym. I dzięki nim spotkałem super lekarza, lekarza na stażu w punkcie pomocy bezdomnym. Pomógł mi, przepisał leki. Ledwo chodziłem wtedy, miałem poważne schorzenie. Sant’Egidio postawiło mnie na nogi – ja nie tylko chodzę, ale i tańczę. Dosłownie!

Udało się znaleźć jakąś pracę?
Robert: Dla mnie priorytetem jest teraz wyleczenie schorzenia. Jest na to szansa. Śpię jak człowiek, pod dachem. Mam jedzenie i leczenie. Jak człowiek XXI wieku.

Ile lat temu trafił Pan do Saint Egidio?
Robert: Około ośmiu lat temu.

Ilu ludzi mogło się przez ten czas przez Wspólnotę „przewinąć”?
Robert: Setki. Ci, którzy przyjdą i zobaczą, jak tu jest to pomyślą: „to jest moje miejsce”, niektórzy zostają na zawsze. Żadna inna instytucja nie pomaga tak jak oni. Sant’Egidio nie tyle niesie pomoc, ale to, co najważniejsze, czyli serce, pomoc z serca, z pragnienia, z potrzeby, a nie dla afiszu. To, coś najpiękniejszego, co mnie w życiu spotkało.

Zdjęcie: Wspólnota Saint Egidio, fot. misyjne.pl

Przyciągają też do Kościoła, mówią o tym? Czy to się dzieje naturalnie i nie muszą nawet do tego specjalnie zachęcać?
Kościół ludziom kojarzy się z osobami w sutannach, a w Sant’Egidio osoby w sutannach możemy policzyć na palcach jednej ręki. Spotykamy się na różnych nabożeństwach. Oni nie pokazują, jacy są wielcy. Oni się dzielą sobą, i to przyciąga. To nie jest na pokaz, to jest dla nas – bezdomnych i potrzebujących, biednych, dla tych, którzy pragną być traktowanymi jak człowiek, choćby przez godzinę: na spotkaniach czwartkowych, na mszach świętych czy spotkaniach świątecznych. Sant’Egidio to przyjaciele bezdomnych, prawdziwi i najwięksi.

Pan czuje się ubogim? Jest Pan ubogi?
W życiu? Zależy od sytuacji, ale gdy jestem w Sant’Egidio, to nigdy nie czuję się ubogim. Jestem wśród przyjaciół. I to nieważne, czy miałbym miliony na koncie czy długi. W Sant’Egidio nie można czuć się biednym, tu czujesz się potrzebnym, kochanym. To nie jest do opisania, to trzeba przeżyć.

Ma pan plany? Marzenia? Praca? Wynajęcie pokoju, mieszkania?
Jestem w programie wyjścia z bezdomności i takie właśnie priorytety zaznaczyłem.

Życzę, by ta droga już szła tylko konsekwentnie i skutecznie do przodu.
To ja nie dziękuję.

fot. misyjne.pl

Kardynał bliski ubogim
Jak mówi w rozmowie z misyjne.pl Anna Matlak ze Wspólnoty, tego dnia obiad dla ubogich zorganizowali po raz pierwszy, ale Światowy Dzień Ubogich obchodzą odkąd papież ustanowił ten dzień. „Czujemy bliskość z tą ideą. Po obiedzie jedziemy na peryferia miasta, w różne miejsca, spotykamy się z naszymi znajomymi” – mówi Anna. W orędziu na Światowy Dzień Ubogich papież zacytował psalm, w którym jest fragment: „biedak zawołał, a Pan go usłyszał”. Zapytałem, czy to credo misji Sant’Egidio . „To orędzie papieża jest piękne. Bardzo piękny jest fragment, w którym mówi o łączeniu się, że to wspólne dzieło: ubogich i świeckich, i że tylko w tej wspólnej relacji możemy iść dalej, ubogacać się”.

Wspólnota Sant’Egidio podkreśla też, że bliski ich działaniom jest warszawski metropolita, kard. Kazimierz Nycz. „Jest bliski ubogim w Warszawie. Dostrzega ubogich, ich środowisko, ich ewangeliczność. I to, co mówi Franciszek – ubodzy muszą być w centrum Kościoła. Ta idea jest wyraźnym głosem w nauczaniu papieża i kardynał Nycz realizuje ją w Warszawie” – dodaje Anna Matlak.

Pytanie o miłość bliźniego
W czasie wspólnej modlitwy kardynał przypominał, że w czasie Sądu Ostatecznego nie będziemy pytani o liczbę modlitw, adoracji, a przynajmniej nie tylko. „Usłyszymy konkret, pytanie o miłość wobec bliźnich, tak powiązana z miłością do Pana Boga, że ten, kto pomaga biednemu, pomaga samemu Chrystusowi” – mówił metropolita i przypomniał tu historię obrazu „Ecce homo”. „Takiego obrazu powinniśmy szukać w bliźnich, którzy szukają naszej pomocy” – mówił kard. Nycz.

***

Wspólnota przygotowuje i organizuje Wigilię dla wszystkich potrzebujących. Do pomocy w przygotowaniach i do obecności w ten  dzień zaproszeni są wszyscy, którym bliska jest ta idea i misja. Szczegóły w Internecie, na facebookowym profilu Sant’Egidio.

Edward i Robert z Sant’Egidio: To, coś najpiękniejszego, co nas w życiu spotkało
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze