Fot. blogger.com

Edyta Stein – Żydówka, ateistka, karmelitanka 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Niesamowicie odważna kobieta i całkowicie zdeterminowana, by poznać prawdę o Bogu. Urodziła się w rodzinie żydowskiej, później była ateistką a dziś wspominamy ją jako świętą karmelitankę, patronkę Europy.

Aniu, jak to się stało, że trafiłaś do Centrum Badań Edyty Stein?

Moje zainteresowania naukowe koncentrują się wokół tematyki kobiecości w niepełnosprawności. Studia doktoranckie zaczynałam na wydziale, gdzie dużym uznaniem cieszą się gender studies, w ramach których analizuje się te kategorie. Będąc tego w pełni świadoma, szukałam jakiejś „przeciwwagi”. Problem badawczy chciałam ująć z dwóch perspektyw. Moje poszukiwania doprowadziły mnie do nowego feminizmu promowanego przez Jana Pawła II. W jednym z opracowań natrafiłam na esej dotyczący wizji kobiety według Edyty Stein. Od tego momentu zaczęłam zgłębiać tą postać. Niedługo potem natrafiłam na dane Centrum Badań im. Edyty Stein działającego przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Niezwłocznie napisałam maila i odtąd z nim współpracuję.

A co cię szczególnie pociągnęło w tej postaci?

Tak jak wspomniałam, przede wszystkim  sposób  patrzenia na kobietę. Ale także Krzyż, obecny nie tylko w jej dziełach, ale także w życiu.

Niesamowita jest dla mnie również jej droga do katolicyzmu: od judaizmu poprzez ateizm.

Fot. sieradz-praga.pl

Czyli jakby musiała się zresetować przez ateizm, żeby dojść do katolicyzmu.

Edyta dążyła do prawdy, co podkreśla w swoim stwierdzeniu: „Kto szuka prawdy, szuka Boga, choćby nawet o tym nie wiedział”. Ale tak naprawdę konwersja nie oznaczała dla niej wyrzeczenia się korzeni, czemu daje świadectwo podczas aresztowania, kiedy mówi do siostry: „Chodź, idziemy za nasz naród”. Tak naprawdę nie wyrzeka się więc samej siebie.

Podobno też zetknięcie z krzyżem było dla niej czymś, co ją ciągnęło w stronę chrześcijaństwa. To prawda?

Jako kobieta była bardzo nastawiona na drugiego człowieka. O pierwszym zetknięciu z krzyżem mówi, kiedy na wojnie ginie Adolf Reinach, przyjaciel Edyty ze środowiska naukowego. Edyta została poproszona o uporządkowanie spuścizny jego życia. Pełna obaw poszła do jego domu, w którym spodziewała się zastać zrozpaczoną wdowę. Tymczasem to, co zastała, to pokój i nadzieja. Pokój i nadzieja płynące z Krzyża. O tym spotkaniu napisze: „Było to moje pierwsze zetknięcie się z krzyżem i jego boską mocą, jakiej udziela on tym, którzy go niosą”.

Czy ta wdowa była katoliczką?

Nie, protestantką.

A gdzie zetknęła się z katolicyzmem?

Między innymi na uczelni, poznając Maxa Schelera, który w pewnym momencie stał się katolikiem. Rozmowy z nim pozwoliły jej dostrzec fenomen wiary: „Było to moje pierwsze zetknięcie się z nieznanym mi dotąd światem. Nie doprowadziło mnie jeszcze do wiary, ale otwarło pewien zakres fenomenu obok którego nie mogłam przejść jak ślepiec. Nie darmo wpajano nam stale zasadę, abyśmy do każdej rzeczy podchodzili bez uprzedzeń, odrzucając wszelkie obawy. Jedne po drugich opadały ze mnie więzy racjonalistycznych przesądów, w jakich wzrastałam nie wiedząc o tym, i nagle stanął przede mną świat wiary”

Fot. stajca7

A w jaki sposób doszła od zauważania wiary do samej wiary?

To jest niesamowity moment. Będąc u przyjaciółki czyta „Księgę mojego życia” Teresy z Avila. Można powiedzieć, że książka Teresy przypadkiem wpadła jej w ręce. Ale chrześcijanin uważa, że w życiu człowieka nie ma przypadków. I tak możemy na to patrzeć. Zresztą ona sama mówi, że wszystko było zaplanowane przez Bożą Opatrzność. Po całonocnej lekturze stwierdza: „to jest prawda”, podejmuje decyzję przejścia na katolicyzm i w 1922 roku przyjmuje chrzest.

Wydaje się, że aby podjąć taką decyzję o przyjęciu katolicyzmu po przeczytaniu książki to musiała chyba wiedzieć czego szuka.

Analizując jej historię można powiedzieć, że już wcześniej odbierała pewne „sygnały” odbierane w trakcie rozmów z Schelerem czy też obserwacji osobistej modlitwy pewnej kobiety w katedrze, którą zwiedzała z przyjaciółmi, której to widok bardzo ją poruszył. Ja odczytuję to jako taki moment „uderzenia Łaski”. Natomiast takim kluczowym momentem była właśnie ta książka.

No dobrze, ale można powiedzieć, że kiedy już przyjęła wiarę, to maksymalnie. Bo stała się siostrą zakonną i to w zakonie klauzurową, karmelitanką.

W 1933 roku przyszedł czas na zakon. Czekała z tą decyzją, ponieważ słuchała kierownika duchowego i sama czuła też, że „ma wchodzić w świat”, co realizowała poprzez rozmaite prelekcje.  Wstępuje do Karmelu, kiedy o. Walzer uznaje jej pracę w świecie za skończoną (jej kres wyznaczyło wejście w życie ustawy o dyskryminacji osóbb nie będących Aryjczykami.

Decyzja przyjęcia katolicyzmu, a później w ogóle wstąpienia do klasztoru spotkała się z dużym oporem jej matki. To w pewien sposób było do przewidzenia.  W pewnym momencie Augusta Stein pyta: „Dlaczego ty Go poznałaś? Nie chcę mówić nic złego przeciwko Niemu. Mógł być nawet dobrym człowiekiem. Ale dlaczego czynił się Bogiem?”. Niezrozumienie ze strony matki było dla Edyty jednym z odcieni życiowego krzyża.

Ale w gruncie rzeczy, Edyta Stein uczy nas, jak w krzyżu odnaleźć radość.

Fot. Gość Wrocławski

***

Anna Ślebioda działa w Centrum Badań im. Edyty Stein na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Centrum powstało w wyniku wieloletniej współpracy z s. Immakulatą Adamską OCD, pierwszą tłumaczką dzieł Edyty Stein oraz z o. Wojciechem Ciakiem z Instytutu Duchowości Carmelitanum, działającego przy Wyższym Seminarium Duchownym Warszawskiej Prowincji Karmelitów Bosych w Poznaniu. Jest więc owocem wspólnych wysiłków środowiska poznańskich badaczy dzieła i spuścizny Edyty Stein.

Utworzenie Centrum to swoista habilitacja dr Edyty Stein (której nie udało jej się uzyskać za życia), jak wyraził się jezuita i duszpasterz środowiska naukowego w Poznaniu, o. Władysław Wołoszyn. W ten sposób Edyta Stein, której za życia przyszło zmagać się z „byciem kobietą” i „byciem Żydówką”, wraca na uniwersytet.

Edyta Stein – Żydówka, ateistka, karmelitanka 
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze