fot. Akademia Życia TVP

Franciszek Cofta: różnorodność jest trudna, ale razem tworzymy jeden Kościół [ROZMOWA]

Staram się rozumieć tych, którzy w Kościele postrzegają wiarę inaczej niż ja oraz fakt, że Kościół jest różnorodny i że ktoś może przeżywać to w inny sposób – mówi Franciszek Cofta. Rozmawia z nim Piotr Ewertowski.

Franciszek Cofta jest dziennikarzem, prezenterem telewizyjnym oraz autorem audycji radiowych i telewizyjnych. Tworzy treści dla TVP, Radia Emaus oraz naszego portalu misyjne.pl. Mocno związany jest z Taize. W swoich reportażach pokazuje ludzkie historie, które poruszają serca.

Piotr Ewertowski (misyjne.pl): Byłeś w Ziemi Świętej, także na Zachodnim Brzegu, odwiedzałeś m.in. siostry elżbietanki, które prowadzą dom dla dzieci i młodzieży, często z muzułmańskich rodzin. Z twoich obserwacji wynika, że dla wielu osób Kościół bywa tam domem, nawet jeśli nie są chrześcijanami. Czy rzeczywiście Kościół może być domem również dla tych, którzy nie należą do niego formalnie?

Franciszek Cofta: – Zdecydowanie tak. Co więcej, ostatnio coraz bardziej odkrywam, że Kościół jest przede wszystkim domem dla mnie samego. I nie chodzi tylko o wspólnotę czy o ludzi wokół, ale o przestrzeń, w której mogłem się rozwijać. Wcześniej – w szkole czy nawet w rodzinie – brakowało mi miejsca na odkrywanie talentów, a właśnie Kościół dał mi taką możliwość.

Już jako nastolatek, w wieku 18–19 lat, we Wspólnocie Taize odkryłem, że to jest przestrzeń, w której wolno popełniać błędy, próbować, angażować się. I jednocześnie doświadczyłem, że Kościół jest najpiękniejszy wtedy, kiedy jest otwarty. To jest sedno chrześcijaństwa – otwartość na różnorodność.

Nie tylko na tych, którzy myślą i wierzą tak samo jak my. Widziałem to zarówno w Polsce, jak i w Ziemi Świętej: spotkanie z tymi, którzy są inni – wyznaniowo, kulturowo, światopoglądowo – sprawia, że Kościół naprawdę staje się domem. Taka otwartość nas rozwija, pomaga inaczej spojrzeć na własne życie, relacje, wiarę.

>>> Anna Ptak (hos_anna): jeśli coś kochasz, to nieuchronnie doświadczysz bólu. I to jest dobry znak [ROZMOWA] 

Wspomniałeś, że spotkania z ludźmi „innymi” wpływają na Twoje myślenie. Czy było ostatnio jakieś szczególne spotkanie, które mocno Cię poruszyło?

– Takich spotkań w mojej dziennikarskiej pracy jest bardzo dużo. Czasem są to historie bardzo poruszające, a czasem zwyczajne, codzienne rozmowy. Ale wszystkie mają jedną wspólną cechę: zatrzymują mnie i zmuszają do refleksji nad własnym życiem.

Historia pana Adama Marka, który spędził w więzieniu ponad 20 lat, a teraz samotnie wychowuje dzieci, sprawiła, że zacząłem się zastanawiać nad tym, jak ja sam buduję relacje i rodzinę. Albo spotkanie z Józefem Brodą, który mówił o przebaczeniu – i nagle pojawia się pytanie: komu ja sam powinienem przebaczyć? Albo co muszę przebaczyć samemu sobie?

Te historie, nawet jeśli są duże i medialne, zawsze prowadzą do najprostszych pytań: o relacje, o przebaczenie, o radość życia. I to jest właśnie Ewangelia w praktyce.

fot. Akademia Życia TVP

A czy zdarzały się sytuacje, w których nie czułeś się w Kościele jak w domu? Albo spotkałeś się z odrzuceniem?

– Tak, takie momenty również się zdarzają. Staram się żyć Ewangelią w duchu papieża Franciszka, bardzo mocno akcentując dobroć i otwartość. I bywa, że trudno mi się pogodzić z tym, że w Kościele są osoby czy struktury, które myślą zupełnie inaczej. Bardzo bolesne są dla mnie sytuacje braku przejrzystości, próby tuszowania problemów czy zamykania się na dialog.

Są też osoby w Kościele, które mają inne spojrzenie na Ewangelię i dialog. A przecież wspólne tworzymy jeden dom zwany Kościołem. Staram się jednak rozumieć tych, którzy postrzegają to inaczej oraz fakt, że Kościół jest różnorodny i że ktoś może przeżywać wiarę bardziej tradycyjnie i uważam że właśnie ta trudna dla mnie różnorodność to naprawdę wielkie bogactwo.

>>> Marian Drożdż: dotknął mnie jak Szawła. Konkretnie i z miłosierdziem [ROZMOWA]

Myślę, że to może dowodzić właśnie takiej rodzinności Kościoła. Bywa że łatwiej nam dogadać się z kimś obcym niż z bliskimi.

– Paradoksalnie trudniej mi otworzyć się na osoby bardzo bliskie wewnątrz Kościoła, które mają zupełnie inne spojrzenie na ekumenizm czy dialog, niż na ludzi z drugiego końca świata. Ale to też jest wyzwanie budowania wspólnoty. Kościół tworzymy razem, właśnie w tej trudnej różnorodności. Nawet jeśli ktoś zupełnie inaczej przeżywa swoją religijność, to przecież razem stanowimy rodzinę w Chrystusie.

>>> Elżbieta Wiater: dla mnie Kościół to przestrzeń wolności [ROZMOWA]

Z pewnością takiej wspólnoty mogłeś doświadczyć na Jubileuszu Młodych w Rzymie. Jakie wrażenie zrobił wówczas na tobie papież Leon XIV?

– Bardzo dobre, choć inne, niż się spodziewałem. Byłem mocno związany z papieżem Franciszkiem i jego zdecydowanym akcentem na otwartość. Papież Leon XIV jakby trochę mnie zatrzymał i powiedział: budujmy mosty naprawdę ze wszystkimi, także z tymi, z którymi jest nam najtrudniej.

Mam wrażenie, że kontynuuje linię Franciszka, ale jednocześnie kładzie większy nacisk na cierpliwe budowanie jedności od podstaw – także wewnątrz Kościoła. To bardzo cenna perspektywa. Jak tworzyć dialog z innymi wyznaniami czy religiami, skoro w samym w Kościele czasem jesteśmy sobie wrodzy?

fot. Akademia Życia TVP

Twoja działalność medialna przyniosła większe zasięgi w ostatnim czasie. Pewnie wiąże się to także z wrogością innych osób i krytycznymi komentarzami. Jak sobie z tym radzisz?

– Jako że zazwyczaj poruszam historie dobre, to nie wywołują one fali nieprzyjaznych reakcji. Ale czasem pojawiają się negatywne komentarze. Oczywiście one dotykają, zwłaszcza gdy są skierowane nie we mnie, ale w bohaterów programów. Nie za bardzo wierzę, gdy ktoś mówi, że jest ponad tym. Trudno obok raniących słów przejść zupełnie obok. Staram się jednak, jeśli to możliwe, wchodzić w spokojny dialog. Często taki komentarz wynika po prostu z braku wiedzy czy obejrzenia tylko fragmentu historii.

Moje doświadczenie jest takie, że każdy ma jakąś historię i pewnie każdego coś może poruszyć z tych, które ja opowiadam. Czasem historia uruchamia jakieś emocje albo wspomnienia i wtedy warto o tym rozmawiać i poznać historię tamtej osoby i spróbować wyjść z jakimś pytaniem.

Nie każdy będzie chciał rozmawiać, ale warto próbować. Dla bohaterów, dla widzów, ale też dla siebie samego.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze