Fot. Vatican Media

Fot. Vatican Media

Hiszpania: siostra z Malagi na ludzkich peryferiach

Ewangelia nie jest głoszona tylko z ambony – przekonuje s. Lucía López Álvarez-Ossorio, szarytka pracująca z młodzieżą w Maladze. Uczy religii i wychowania fizycznego, a swoją misję widzi przede wszystkim w obecności przy młodych, którzy zmagają się z samotnością, odrzuceniem i trudnymi sytuacjami rodzinnymi. „Młodzi ludzie dzisiaj potrzebują nie tylko nauczycieli. Potrzebują świadków” – mówi.

W szkole, w której pracuje s. Lucía, uczą się dzieci hiszpańskie, romskie, marokańskie, południowoamerykańskie, ukraińskie i chińskie. Jak podkreśla siostra zakonna, wielu uczniów doświadcza problemów rodzinnych i odrzucenia.

„Niosą ze sobą znacznie cięższy bagaż niż ten szkolny” – mówi. Niektórzy prowokują innych, bo sami obawiają się kolejnego odrzucenia. „A jednak każdego ranka nadal wierzę, że Bóg wchodzi do klasy przede mną” – dodaje.

W codziennej pracy s. Lucía często nosi dres, sportowe buty lub bluzę z kapturem.

„Moim habitem jest często dres, sportowe buty albo bluza z kapturem – nie dlatego, że chcę ukrywać swoją tożsamość, ale dlatego, że chcę głęboko wejść w rzeczywistość ludzi, którym towarzyszę” – podkreśla.

Posługa obecności

Siostra zakonna określa swoją misję przede wszystkim jako pozostawanie blisko: przy nastolatku, który się buntuje, dziecku niewierzącym we własne możliwości czy młodej osobie, która nie potrafi nazwać przeżywanego cierpienia. Jej codzienność to lekcje, piłka nożna, konflikty, rozmowy i pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi.

„I właśnie tam odkrywam, że Jezus wciąż żyje” – mówi s. Lucía López Álvarez-Ossorio.

Ewangelizacja zaczyna się, jej zdaniem, wtedy, gdy młody człowiek ponownie uczy się ufać dorosłemu i odkrywa własną wartość. Czasem zaczyna się od usłyszenia prostych, ale zmieniających życie słów: „Jesteś ważny. Jesteś kochany”.

Ewangelia staje się życiem

„Nie uważam się za bohaterkę. Jestem po prostu zwyczajną kobietą” – podkreśla s. Lucía.

Bycie dziś szarytką oznacza dla niej „trwanie w miłości, nawet gdy rzeczywistość jest niewygodna” i dalszą wiarę w ludzi, kiedy oni sami przestają w siebie wierzyć. Przyznaje, że zdarzają się dni, gdy wraca do domu całkowicie wyczerpana.

„Są dni, kiedy wydaje się, że nic się nie zmienia” – wyznaje.

Nie zmienia to jednak jej przekonania: „Ewangelia ma ogromną moc, kiedy przestaje być teorią i staje się żywym doświadczeniem”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze