Warszawa, 12.09.2017. Uczestniczka Powstania Warszawskiego Barbara Hordliczka-Scheiner ps. Ksantypa, podczas wywiadu dla Polskiej Agencji Prasowej, 6 bm. w Warszawie. (mr) PAP/Leszek Szymañski ***Zdjêcie do depeszy PAP pt. Powstañczy adres 44 – ul. Ksi¹¿êca***

Hordliczka-Scheiner: zawsze będzie mnie to prześladować

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Powstanie Warszawskie zaczynałam na Woli, jednak po tygodniu musieliśmy się stamtąd wycofać do Śródmieścia. Byłam sanitariuszką i łączniczką – robiłam to, co w danym momencie było do zrobienia – mówi uczestniczka Powstania Warszawskiego Barbara Hordliczka-Scheiner ps. Ksantypa.

„Powstanie Warszawskie zaczynałam na Woli, jednak po tygodniu musieliśmy się stamtąd wycofać do Śródmieścia, gdzie byłam sanitariuszką i łączniczką. Przez krótki czas byłam w szpitalu przy ul. Świętokrzyskiej, pomagałam przy rannych. Brałam również udział w walkach o Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych i potem kanałami przeszłam na róg ul. Książęcej i pl. Trzech Krzyży” – opowiada pani Barbara. „Ksantypa” w Powstaniu przeżyła wiele trudnych momentów, jednak jedna sytuacja szczególnie zapadła jej w pamięć.

„To prześladuje mnie w pamięci zawsze. Nasza patrolowa miała takie charakterystyczne czerwone drewniaki, które były wtedy modne. Ona wyszła w tych drewniakach na Powstanie i tak już chodziła. W pewnym momencie, to już było w końcowej fazie Powstania, poszłam na podwórko przy ul. Książęcej i zauważyłam zwłoki przysypane gruzem. Tylko tak od kolan w dół widać było nogi, a na nich czerwone drewniaki. Wtedy pobiegłam przerażona do budynku i powiedziałam, że +Zochenka+ nie żyje. Jednak jak weszłam do pomieszczenia, to zobaczyłam, że +Zochenka+ siedzi. Okazało się, że te czerwone drewniaki jej zginęły. Ten biedak nie pochodził w nich długo” – wspomina „Ksantypa”.

 

Dla pani Barbary ważne były także chwile, kiedy zginęli jej dowódcy. „Najtrudniejsze był dla mnie także moment, kiedy zginął dowódca plutonu, por. Edward Kucharski ps. Kosterski – wtedy wszyscy załamaliśmy się. Druga sytuacja była wtedy, gdy nasz dowódca kompanii, ppor. Feliks Borecki ps. Watra został ranny, tak że miał wyrwane pół twarzy. Byłam wtedy przy nim w szpitalu na Świętokrzyskiej i on miał wyrwane pół twarzy i mówił: +Basiu otwórz mi oko+. Jednak było to niemożliwe, ponieważ oka już nie było w ogóle. Potem on umarł. Leczenie było niemożliwe, bo nie było żadnych antybiotyków. Na wszystko był Rivanol” – mówi Barbara Hordliczka-Scheiner. „W obecnych czasach powinniśmy być mądrzy politycznie i wiedzieć, jakie są nasze interesy. Nie powinniśmy myśleć o przelewaniu krwi” – przestrzega pani BarbaraBarbara Hordliczka-Scheiner ps. Ksantypa była żołnierzem 4. Kompanii „Watra” Batalionu Armii Krajowej „Kiliński”. W trakcie Powstania Warszawskiego była łączniczką i sanitariuszką.

Fot. PAP/Leszek Szymański

Hordliczka-Scheiner: zawsze będzie mnie to prześladować
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze